Nowy numer 49/2020 Archiwum

Nowe technologie, stare prawo

Z Błażejem Kaczorowskim, założycielem i prezesem Polskiej Partii Piratów, rozmawia Tomasz Rożek

Tomasz Rożek: Jakie są Państwa plany polityczne?
Błażej Kaczorowski: – Myślimy o wyborach parlamentarnych za dwa lata, o ile uda nam się zebrać 100 tys. podpisów, żeby zarejestrować listy wyborcze. Jeżeli nie, będziemy rozmawiali z partiami politycznymi w sprawie wystawienia naszych kandydatów.

Partia Piratów idzie w poprzek tradycyjnych podziałów na scenie politycznej.
- Pokolenie, które tworzy Partię Piratów, patrzy na politykę przez pryzmat problemów do rozwiązania, a nie podziałów. Politycy, którzy w tym podziale funkcjonują, w ogóle nie rozumieją powagi tematów, które podejmujemy. Przed ostatnimi wyborami serwis Dziennik Internautów wystosował do wszystkich partii politycznych ankietę - serię pytań dotyczących technologii cyfrowych, prywatności w sieci czy praw autorskich. Żadna partia nie odpowiedziała.

O co chcecie walczyć?
– Mamy nowe technologie i stare prawo. One nie pasują do siebie. A korzystają na tym konkretne osoby czy organizacje. W efekcie ludzie idą do więzienia, są oskarżani, oczerniani, nazywani złodziejami… długo można by jeszcze wymieniać.

Co konkretnie ma Pan na myśli?
– Na przykład ściąganie muzyki i filmów. Jeżeli chcieć egzekwować prawo do ochrony praw autorskich, należałoby całkowicie zlikwidować prawo do prywatności czy tajemnicy komunikacji. W inny sposób niż kontrolując, co każdy użytkownik wysyła czy odbiera, nie da się egzekwować prawa dzisiaj obowiązującego. Prawo ma sankcjonować zachowania społeczne, a nie wymuszać na obywatelach zachowania, które zgodne są z jakimś schematem po to, by przysparzać komuś zysku.

No to zlikwidujmy wszystkie znaki ograniczenia prędkości. Nie da się skontrolować ich przestrzegania, więc miliony ludzi łamią wypisane na nich zakazy.
– Prawo drogowe chroni wszystkich obywateli, a tutaj chroniona jest tylko jedna, stosunkowo wąska, grupa zawodowa. Poświęcamy prawa wszystkich, by zagwarantować prawo do zysku bardzo niewielu.

Ja bym nie chciał, żeby ktoś wydrukował z sieci mój artykuł i sprzedawał poza moimi plecami po 50 groszy za sztukę.
– Kopiowanie a sprzedawanie to coś zupełnie innego. Nigdy nie byliśmy za tym, by zlikwidować przepisy mówiące o kopiowaniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.

To jest kwestia zdefiniowania słowa „korzyść”. Jeżeli ktoś na swojej stronie internetowej zawiesza dopiero co kupiony w sklepie film, sam może na tym nie zarabia, ale wytwórnia na tym traci.
– Po pierwsze badania wskazują, że im więcej filmów się ściąga, tym częściej chodzi się do kina. Sprawa jest jednak poważniejsza. Internet jest nowym sposobem dystrybucji nie tylko informacji, ale także dóbr kultury. Wytwórnie chcą nad tą dystrybucją trzymać kontrolę, bo to generuje gigantyczne zyski. Żyjemy w czasach, w których wiedza, osiągnięcia nauki czy kultury mogą być za darmo kopiowane i powielane. Mogą trafiać praktycznie do wszystkich. I zamiast z tego korzystać, zamiast się przez to rozwijać, zaprzepaszczamy to tylko dlatego, że ktoś rości sobie ekskluzywne prawo do kontroli.

Ale ten ktoś najpierw musiał wydać pieniądze, żeby te dobra wytworzyć. Nie należy mu się zatem udział w zyskach ze sprzedaży swojego produktu?
– On zyskuje i tak, nawet jeżeli film z Internetu ściąga się za darmo. Po to, by go zobaczyć, potrzebny jest komputer z dyskiem twardym. Może z nagrywarką. 1 proc. ceny tych produktów wędruje do twórców filmów i muzyki jako tzw. opłata kompensacyjna. Twórcy dzielą się tymi pieniędzmi. Ja osobiście nie słucham Dody, ale Doda dostaje ode mnie pieniądze, gdy kupuję na przykład czyste płyty CD po to, by nagrać na nie zdjęcia z wakacji. Opłata kompensacyjna doliczona jest w Polsce do wszystkich czystych nośników cyfrowych i do urządzeń powielających, np. nagrywarek CD. Wszystko to jest obłożone podatkiem, którym później artyści się dzielą. Opłata kompensacyjna doliczana jest nawet do czystych kartek, tuszu czy kserografów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tomasz Rożek

Kierownik działu „Nauka”

Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Nad doktoratem pracował w instytucie Forschungszentrum w Jülich. Uznany za najlepszego popularyzatora nauki wśród dziennikarzy w 2008 roku (przez PAP i Ministerstwo Nauki). Autor naukowych felietonów radiowych, a także koncepcji i scenariusza programu „Kawiarnia Naukowa” w TVP Kultura oraz jego prowadzący. Założyciel Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa. Współpracował z dziennikami, tygodnikami i miesięcznikami ogólnopolskimi, jak „Focus”, „Wiedza i Życie”, „National National Geographic”, „Wprost”, „Przekrój”, „Gazeta Wyborcza”, „Życie”, „Dziennik Zachodni”, „Rzeczpospolita”. Od marca 2016 do grudnia 2018 prowadził telewizyjny program „Sonda 2”. Jest autorem książek popularno-naukowych: „Nauka − po prostu. Wywiady z wybitnymi”, „Nauka – to lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd”, „Kosmos”, „Człowiek”. Prowadzi również popularno-naukowego vbloga „Nauka. To lubię”. Jego obszar specjalizacji to nauki ścisłe (szczególnie fizyka, w tym fizyka jądrowa), nowoczesne technologie, zmiany klimatyczne.

Kontakt:
tomasz.rozek@gosc.pl
Więcej artykułów Tomasza Rożka

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także