Nowy numer 47/2020 Archiwum

Rumuński przełom

W trakcie pielgrzymki Jana Pawła II do Rumunii prawosławni i katolicy modlili się razem za wspólną europejską przyszłość. To był przełom. Po papieskiej wizycie Rumunia śmiało zwróciła się w stronę rodziny państw strefy euroatlantyckiej.

W roku 1997, kiedy rozpocząłem swoją misję jako ambasador przy Stolicy Apostolskiej, Rumunia znajdowała się w trudnej sytuacji. Komunizm jako ustrój polityczny upadł, jednak pozostałości po nim były wszechobecne. Gospodarka była zapóźniona i trudna do zreformowania, a społeczeństwo pogrążone w apatii, będącej efektem dziesięcioleci podejrzeń i przemocy. Kościół prawosławny oskarżano o współpracę w przeszłości z komunistycznym aparatem państwowym. Elity polityczne złożone były z jednej strony z funkcjonariuszy dawnego systemu, a z drugiej strony... z tych, którzy przeżyli więzienia komunistyczne. Kolejne rządy prowadziły chwiejną politykę zagraniczną, jakby z rozmysłem utrzymując kraj w strategicznie nieokreślonej przestrzeni między Wschodem a Zachodem.

Zwrot na Zachód
Byłem wówczas najmłodszym ambasadorem, dopiero co ukończyłem 34 lata. Mianowanie mnie na to stanowisko odzwierciedlało politykę centroprawicowej koalicji, która przejęła władzę po wyborach z 1996 r. Chodziło o to, by oprzeć się na nowych twarzach o jasno sprecyzowanej orientacji politycznej. Rumunia – kraj w przeważającej większości prawosławny, jednak o łacińskiej kulturze – w najbliższych latach miała dokonać wyboru opcji proatlantyckiej i proeuropejskiej. Ten zbawienny zwrot w geopolityce zainicjowany został przygotowaniami do wizyty Jana Pawła II w Bukareszcie. Dlaczego ta wizyta była tak ważna? Po pierwsze dlatego, że Jan Paweł II należał, obok Ronalda Reagana i Margaret Thatcher, do trójki przywódców, którzy najbardziej przyczynili się do rozpadu ZSRR. Po drugie ponieważ Watykan postrzegany był jako symboliczne miejsce, w którym skupia się cała historia Zachodu. I w końcu po trzecie dlatego, że prawosławie, wschodni odłam chrześcijaństwa europejskiego, nie chciało być przedstawiane międzynarodowej opinii publicznej jako przeszkoda na drodze integracji mojego kraju z NATO, a następnie z Unią Europejską.

W tamtych latach cały katolicki świat zauroczony był charyzmą Papieża Polaka, byłego aktora, dramaturga, poety, ale przede wszystkim niestrudzonego bojownika o prawdę i godność ludzką. Cały wolny świat zgodny był co do tego, że bez duchowej obecności papieża Wojtyły polska „Solidarność” nie miałaby takiego poparcia zewnętrznego, jakim się cieszyła. Również jego zasługą na arenie międzynarodowej było oddziaływanie „efektu helsińskiego” w bloku socjalistycznym, po tym, jak dzięki Watykanowi włączono zapis o wolności religijnej do „III koszyka” Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, poświęconego prawom człowieka. Cały postkomunistyczny Wschód postrzegał Jana Pawła II jako niezwyciężony symbol długo wyczekiwanych, historycznych zmian. Rząd w Bukareszcie trafnie przeczuwał, że jeżeli Jan Paweł II przybędzie do Rumunii, to wraz z jego wizytą dokona się „legitymizacja” dążeń tego kraju do uczestnictwa w strukturach euroatlantyckich, a Rumunia otrzyma tak potrzebny jej impuls, aby faktycznie podążać obraną drogą.

Trudności pokonane
Karol Wojtyła znał kraje religii prawosławnej lepiej niż wszyscy jego poprzednicy. Był też znany ze swej otwartości ekumenicznej. Rumuński Kościół prawosławny również, jeszcze w czasach komunizmu, manifestował postawę proekumeniczną; tyle że w szczegółach sprawy przedstawiały się znacznie trudniej, niż chcieli je widzieć zwolennicy przyjazdu Papieża do Bukaresztu. W Synodzie Prawosławnym znajdowali się również przeciwnicy wizyty Papieża. Sam patriarcha wahał się z wysłaniem zaproszenia, które towarzyszyłoby ciągle ponawianemu zaproszeniu ze strony władz państwowych. Patriarcha Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego czekał na zgodę całego Synodu. Wielu biskupów prawosławnych obawiało się, że obecność następcy św. Piotra w Rumunii popsuje już i tak napięte stosunki między Rumuńskim Kościołem Prawosławnym a innymi Kościołami prawosławnymi. Nikt nie był pewien, jak zareagują Moskwa, Sofia, Belgrad czy Ateny…

W tak złożonych okolicznościach przygotowywania do papieskiej wizyty odbyły się w kilku etapach. W 1998 roku Wspólnota Katolicka Sant’Egidio zorganizowała w Bukareszcie spotkanie „Ludzie i religie”. Po tym wstępnym „ociepleniu” klimatu konieczne były drobiazgowe ustalenia warunków wstępnych papieskiej wizyty. Uzgodniono, że wizyta będzie miała w równym stopniu charakter ekumeniczny, jak i apostolski. Ustalono, że nie będzie dyskutowany problem zwrotu majątków zagrabionych Kościołowi unickiemu. Uznano też, że choć odbędą się nabożeństwa, na których obecni będą zarówno Papież, jak i patriarcha, to jednak nie będzie „interkomunii”, czyli uczestniczenia w Uczcie Eucharystycznej z tego samego kielicha. Po mniej więcej półtorarocznych przygotowaniach dyplomatycznych przedstawiłem abp. Jean-Louisowi Tauranowi, ministrowi spraw zagranicznych Stolicy Apostolskiej, list, za którego pośrednictwem patriarcha Teoktyst I zapraszał papieża Jana Pawła II do Rumunii.

Trzy wielkie dni
Wizyta odbyła się od 7 do 9 maja 1999 roku. Przez owe trzy dni Bukareszt znajdował się w prawdziwym stanie łaski. Setki tysięcy ludzi spontanicznie wyległo na ulicę, aby powitać Papieża. W Mszy św. celebrowanej w Bukareszcie uczestniczyło ponad 300 tys. wiernych. Po upływie z górą tysiąca lat od Wielkiej Schizmy, dwa Kościoły – wschodni i zachodni – splotły się w braterskim uścisku, naturalnym, a tak bardzo zaniedbywanym w przeszłości wypełnionej teologicznymi polemikami, ludzką małostkowością i jałowymi kłótniami. Wierni obu Kościołów modlili się razem za wspólną europejską przyszłość. Fakt, że błogosławieństwo udzielone Rumunii przez Jana Pawła II okazało się dla tego kraju dobrą wróżbą, potwierdza następujące po tej wizycie zwrócenie się Rumunii w stronę rodziny państw strefy euroatlantyckiej. Polska może być dumna z promieniującego blaskiem śladu, jaki Jan Paweł II pozostawił po sobie w świecie chrześcijańskim. Niechaj pamięć o nim przyczynia się do przyjaźni między naszymi państwami i narodami.

Z języka rumuńskiego przełożył Radosław Biniarz

Historyczna pielgrzymka
Dokładnie 9 maja mija 10 lat od pielgrzymki Jana Pawła II do Rumunii. Wspominając pontyfikat Papieża Polaka, czasem nie potrafimy w pełni docenić tego, co Jan Paweł II dokonał w odwiedzanych przez siebie krajach. O przełomowym znaczeniu pielgrzymki do Rumunii pisze, specjalnie dla „Gościa”, Teodor Baconsky, ówczesny ambasador Rumunii przy Stolicy Apostolskiej, a obecny ambasador tego kraju we Francji.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama