Nowy numer 47/2020 Archiwum

Kariera Pauliny i Maćka

Paulina Smaszcz-Kurzajewska popłakała się, kiedy usłyszała piosenkę Natalii Niemen „Jestem mamą, to moja kariera”. – Natalka napisała to o mnie – mówi. Rodzina Kurzajewskich promuje tegoroczne obchody Narodowego Dnia Życia.

Kiedy wraca z telewizji, gdzie prowadzi program „Pytanie na śniadanie”, potrafi zdjąć pantofle i na bosaka wejść do piaskownicy, w której bawi się ich mający 2 latka i 8 miesięcy Julek. A już po chwili razem z nim i innymi dziećmi kopie tunel. Maciek, jej mąż, prezenter sportowy Jedynki, raz bywa w pracy 4, innym razem 24 godziny. Ale kiedy przyjeżdża do ich domu pod Warszawą, sto metrów pod lasem, zaraz biegnie do synów. – Wykształciłem w sobie umiejętność oddzielania świata pracy od domowego – opowiada.

– Nie spotykam się z kolegami na piwie, żeby roztrząsać zawodowe problemy, wolę pobyć z dziećmi. I przyznaje, że rzadko oglądają telewizję. Kiedy zaproponowano im, żeby zostali twarzami Narodowego Dnia Życia, zebrali się przy ośmioosobowym stole razem z rodzicami Pauliny i Maćka. – Zgodziliśmy się naruszyć swoją prywatność, wpuściliśmy do domu kamery w słusznej sprawie – tłumaczy Maciek. – Dla nas najważniejsza jest rodzina. Bez jej wsparcia i energii nie da się żyć – podkreśla. Uważają za honor, że stali się wizytówką polskich rodzin. Będą jeździć po miastach i rozmawiać z samorządowcami, żeby, między innymi, wspierali rozwój rodzinnych firm. Znajomi mówią, że potrafią się cieszyć byciem mamą i tatą.

Mąż bez wątpliwości
Paulina wychowała się w rodzinie dwa plus dwa w Poznaniu. Kiedy była nastolatką, myślała, że chciałaby mieć dzieci, ale z takim jedynym, fantastycznym mężczyzną, na którego warto czekać nawet bardzo długo. – Żeby oddać mu życie i za którego warto oddać życie – podkreśla. Z Maćkiem poznali się 13 lat temu pod skocznią podczas mistrzostw świata w skokach narciarskich w Zakopanem. – Pracowaliśmy w telewizji, ale dotąd się nie spotkaliśmy – wspomina. Od pierwszej chwili nie miała wątpliwości, że to on. Poznali się w styczniu, a pobrali we wrześniu. – Z czasem kocham go coraz bardziej – zwierza się.

– Jest moim najlepszym przyjacielem. Nawet kiedy zwraca mi uwagę, to nie dlatego, żeby sprawić przykrość, ale dlatego, że mu na mnie zależy. Przyznają, że są stale od nowa zakochani. – Może pomagają w tym moje wyjazdy, kiedy wracam, to znów zakochuję się w żonie – mówi Maciej. Rok po ślubie urodził się Franio. – Potem długo czekaliśmy, żeby spełnić marzenia nasze i Frania o rodzeństwie – opowiada Paulina. Kiedy Franio miał 7 lat, zaszła w ciążę. To byli dwaj chłopcy, bliźniacy, ale pod koniec piątego miesiąca poroniła. Prawie trzyletni Julek też jest z ciąży bliźniaczej, ale na świat przyszedł tylko on.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama