Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Jak król ratował poczęte dzieci

Życie nienarodzonych dzieci było dla niego ważniejsze od królewskiej korony. Król Belgii Albert Karol Baudouin powiedział „nie” aborcji.

Rok 1990. W Belgii od około 20 lat toczy się dyskusja wokół zalegalizowania przerywania ciąży. W końcu obie izby parlamentu przyjmują ustawę, uznaną za jedną z najbardziej liberalnych na świecie. Jeszcze tylko podpis monarchy i będzie można zabijać nienarodzone dzieci. Ale zasiadający na tronie od 1951 r. Albert Karol Baudouin odmawia podpisania prawa pozwalającego zabijać poczęte życie i zrzeka się korony. Ten gest odbił się echem nie tylko w Belgii, ale także na arenie międzynarodowej. Dziś można o tym przeczytać w encyklopediach i podręcznikach do historii.

Nie przyłożę ręki do zbrodni
Baudouin był praktykującym katolikiem. Marzył nawet o wstąpieniu do klasztoru, jednak sytuacja polityczna nie pozwoliła na to. Musiał przejąć obowiązki królewskie po ojcu i jako zaledwie 20-latek wstąpić na tron. Przez cały okres swojego panowania prowadził politykę jednoczenia Flamandów i Walonów – dwóch zwaśnionych narodów zamieszkujących Belgię. Bardzo wcześnie stracił matkę, a podczas II wojny światowej jego ojciec najprawdopodobniej wszedł w układy z faszystami. Fatalnie odbiło się to na reputacji rodziny królewskiej i prawie doprowadziło do zniesienia monarchii w Belgii. Albert Karol ożenił się z Hiszpanką hrabiowskiego pochodzenia. Wkrótce okazało się, że królewska para nie może mieć dzieci.

Choć królowa Fabiola pięciokrotnie spodziewała się potomstwa, wszystkie zmarły przed urodzeniem. Królewska para bardziej więc niż wielu innych potrafiła docenić wartość życia ludzkiego, szczególnie tego dopiero poczętego. W liście do premiera król Baudouin tak tłumaczył motywy swojej decyzji: „Projekt owej ustawy budzi we mnie poważne wątpliwości natury etycznej. Obawiam się bowiem, aby nie został odebrany przez dużą część społeczeństwa jako przyzwolenie na dokonywanie aborcji w czasie pierwszych dwunastu tygodni od chwili poczęcia.

Mam również poważne obawy co do postanowienia, na mocy którego przerywanie ciąży będzie dozwolone po upływie dwunastu tygodni, jeśli dziecko dotknięte jest szczególnie ciężkim schorzeniem uznanym za nieuleczalne w chwili jego rozpoznania. Czy zastanowiono się, jak taka wiadomość zostanie odebrana przez osoby upośledzone i ich rodziny? Innymi słowy, boję się, by ów projekt nie doprowadził do znacznego spadku szacunku dla życia najsłabszych. Myślę, że rozumie Pan powody, dla których nie chcę przyłożyć ręki do takiej ustawy”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama