Nowy numer 48/2020 Archiwum

Przyjaciele znad Newy

W oddalonym od Polski o ponad 1000 km mieście nad Newą często mówi się o Polsce. A to dlatego, że interesują się tu naszą kulturą i sztuką.

Mieszkamy na wyspach, w Sankt Petersburgu jest ponad 400 mostów – śmieje się Jekatierina Polańska, lekarka o specjalności traumatolog-reumatolog, która mieszka na Wyspie Aptekarskiej. Mimo swojsko brzmiącego nazwiska nie ma polskich korzeni. Związała się z naszym krajem przez wiersze. Jest poetką, ale też uznaną tłumaczką kolegów z Polski. Kiedy przyjeżdża do nas na spotkania poetyckie, kilka razy dziennie bierze prysznic. Bo na co dzień z mężem i synem mieszka w jednym pokoju w domu komunalnym, gdzie razem z kilkoma rodzinami mają wspólną łazienkę. – Popatrz, księżyc w rękawiczce – pokazuje na księżyc w nowiu otoczony kółkiem mgiełki. – Czy w Polsce też się tak mówi? – pyta i dodaje, że to znak, że idzie mróz. Takich jak Jekatierina, zainteresowanych polską sztuką i polskim językiem, jest tu wielu.

Fan Gałczyńskiego
Anatol Niechaj urodził się na Kaukazie i z językiem polskim zetknął się dopiero podczas studiów elektrotechnicznych w Petersburgu. W akademiku mieszkali Polacy i pokazali mu albumy z fotografiami Warszawy. To była jego pierwsza fascynacja Polską. Drugą był „Przekrój”. Zaczął go prenumerować w 1954 r. i do dziś ma zszywkę z numerami aż do 1981 r. Przy lekturze korzystał z pomocy słownika. – Tam drukowali „Zieloną Gęś” Gałczyńskiego – pamięta. Bo Gałczyński to jego trzecia fascynacja. Kiedy po doktoracie z fizyki jądrowej przyjechał na staż do Świerku, razem z kolegami wybrali się na wycieczkę na Mazury. Odłączył się, żeby zobaczyć leśniczówkę Pranie – siedzibę swego ukochanego poety. Jego pierwszego zaczął tłumaczyć. Potem wysłał swoje próby Natalii Gałczyńskiej. Po konsultacji z Andrzejem Drawiczem odpisała mu, komplementując pracę.

Już w Polsce zaczął czytać Sienkiewicza i „Kolumbów rocznik 20” (miał kolegów powstańców). Na Powązkach szukał grobu Gałczyńskiego, a ktoś skierował go do Baczyńskiego. Tak poznawał polską literaturę. Po powrocie do Petersburga stwierdził, że polskim musi zająć się na poważnie. Rzucił fizykę jądrową i skończył 3 lata metodyki nauczania języka polskiego. Jego pracą dyplomową był podręcznik do nauki polskiego dla dorosłych. Potem zredagował słownik i rozmówki polsko-rosyjskie. I zaczął tłumaczyć poezję. Przez 15 lat przy pomocy Instytutu Polskiego opublikował po polsku i rosyjsku serię wydawniczą 18 polskich autorów. Przed 20 laty zapisał się do pierwszego w Rosji Związku Polaków „Polonia” . Redagował pierwsze polskie pismo „Polonus” i do dziś jest współpracownikiem „Gazety Petersburskiej”. A w wolnych chwilach oprowadza polskich turystów po Wenecji Północy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama