Nowy numer 48/2020 Archiwum

Smutne święto

Istnieją groby, które nadają sens naszemu życiu

Może nie wypada w katolickim tygodniku dzielić się taką opinią, ale czemu skrywać prawdę: nie lubię tego święta, które obchodzimy 1 listopada. To znaczy nie tyle samego święta, bo szanuję i kocham wszystkich świętych, ale raczej obyczaju, który zamienia ten dzień w święto żywych zgromadzonych na cmentarzach. Nie chcę rozwijać tego wątku, ale chyba każdy zauważył, że z roku na rok groby giną pod coraz grubszą warstwą kwiatów, a znicze palą się coraz jaśniej. Pewnie to jeszcze jedna oznaka, że społeczeństwu powodzi się lepiej. Rozumiem ludzi, dla których grób jest wszystkim, co pozostało po drogiej osobie.

Ale ciekaw jestem, czy w jednakowym tempie jak sprzedaż lampek i palm wzrasta też liczba intencji mszalnych ofiarowanych za tych, którzy już powrócili do domu Ojca. No cóż, pomniki i kwiaty przemawiają wyraźniej. Prawdę mówiąc, nie lubię też zbiórek na odnawianie cmentarzy, bo skoro dawno odeszli ci, którzy dbali o zapadające się groby, to może trzeba się z tym pogodzić, że nie tylko nasze ciała, ale i ich doczesne schronienia rozpadają się w proch. Przyznam, że akurat tutaj istnieją poważne kontrargumenty i przeciwnicy pytają, czy w takim razie należy zburzyć piramidy, które w zasadzie są grobowcami, albo co zrobić z sarkofagami naszych królów na Wawelu.

Poza tym jest prawdą, że istnieją groby, które nadają sens naszemu życiu. Dlatego tak staraliśmy się, żeby powstał cmentarz w Katyniu, dlatego dbamy o miejsca, które świadczą o naszej obecności w dziejach ludzkości – brzmi to patetycznie. Ale reszta ludzkości niewiele się od nas różni: grób to grób – znaczy, że nie spadliśmy z przelatującego UFO. W pewnym starym polskim filmie, opowiadającym o umieraniu ojca rodziny przybyłej z dalekich stron, jego najbliżsi nie mogli się doczekać mogiły na parafialnym cmentarzu, bo to ostatecznie utwierdziłoby ich pozycję w miejscowej społeczności. Ponieważ to była komedia, ojciec zdecydował się pożyć jeszcze jakiś czas, ale problem zaistnienia wśród żywych dzięki zmarłym pozostał.

Choć te wszystkie argumenty są ważkie, to jednak mam żal, że w tak zwanej społecznej świadomości wszyscy święci przegrywają z nieboszczykami, wśród których świętych wszak też nie brakuje. Media, które doskonale wyczuwają społeczne nastroje (zwłaszcza że jeszcze doskonalej potrafią je kreować), zbyt często wspominają w tym dniu o niepowetowanych stratach. Zbyt często, jak na wyczucie katolika, dla którego powrót do domu Ojca nie może oznaczać straty, jeśli w ogóle poważnie traktujemy naszą wiarę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama