Nowy numer 49/2020 Archiwum

Dzieci bez zabawek

13-letnia Ekaterina i 15-letni Temuri przyjechali do Polski bez zabawek i rzeczy osobistych. Okazało się, że wymagają specjalistycznego leczenia. Nad akcją zbierania pieniędzy dla nich i ich małych kolegów w Gruzji patronat objął m.in. „Gość Niedzielny”.

U Ekateriny Beruaszwili, nazywanej u nas po prostu Kasią, polscy lekarze wykryli wrodzoną wadę serca. Zwykle rozpoznaje się ją wcześnie i leczy już u niemowląt bez otwierania klatki piersiowej. – Córka chodziła na pianino, taniec nowoczesny, nie miała problemów ze zdrowiem – mówi pani Makvala, mama Kasi, która przyjechała z Gruzji i towarzyszyła dziewczynce podczas pobytu w Centrum Zdrowia Dziecka.

O Temurim Machniaszwili już w Gruzji wszyscy wiedzieli, że nie słyszy. Ale że mieszkał z babcią i dziadkiem w zapadłej wiosce górskiej koło Gori, nikt nie zajął się jego leczeniem. Chłopiec stracił słuch, kiedy miał 24 dni. Wtedy, w czasie jednej z potyczek, które często zdarzały się w Osetii, zginęli jego rodzice. Noworodek upadł na ziemię obok nich i przeżył. Zajęła się nim babcia Hode. Po przebadaniu w Centrum Słuchu i Mowy w Kajetanach k. Warszawy postawiono diagnozę, że chłopcu potrzebny jest aparat słuchowy do jednego ucha, a implant do drugiego. W sumie na leczenie obojga dzieci dobrze by było zebrać około 100 tys. złotych. Pieniądze zbierają Kancelaria Prezydenta i Caritas Polska.

Mali uchodźcy
– Na zaproszenie Prezydenta do Polski przyjechało 263 dzieci z Gruzji – opowiada Małgorzata Gosiewska z Kancelarii Prezydenta RP. – To mieszkańcy ośrodków dla uchodźców, dzieci pozbawione nie tylko własnego dachu nad głową, rzeczy osobistych, ubrań, zabawek, ale przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Kiedy Gosiewska w Tbilisi odbierała pierwszą grupę dzieci, były one przerażone, nie dały się przytulić, chwycić za rękę, objąć, nie chciały rozmawiać. – Kiedy odwiedziłam je w ośrodkach w Polsce, zobaczyłam, że ten wyjazd miał sens. Nie tylko odetchnęły po przeżyciach wojennych, ale otworzyły się, zaczęły wchodzić w relacje z opiekunami i rówieśnikami – wspomina.

– Kiedy je odwoziłam, dwie najmniejsze dziewczynki rzuciły mi się na szyję z okrzykiem „kocham cię”, oczywiście po polsku. Do wielu z ich kolegów mieszkających w wioskach w pobliżu Gori jeszcze nie dotarła pomoc humanitarna. – Został jeszcze miesiąc, najwyżej dwa na jej dostarczenie. Potem zacznie się zima, a górskie drogi zasypie śnieg. Pobyt w Polsce dla Ekatieriny i Temuriego mimo wizyt u lekarzy to wielkie święto. Kasia w szpitalu zaprzyjaźniła się z Anią, sąsiadką z łóżka obok i nawet popłakała przy rozstaniu. Lekarze zabronili jej powrotu do ośrodka dla uchodźców w starym budynku Akademii Medycznej w Tbilisi. Po ucieczce ze zniszczonej wioski niedaleko Cchinwali – stolicy Osetii Południowej, jej tata pozbijał tam z desek łóżka, na których spali.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama