Nowy numer 43/2020 Archiwum

Oko Ameryki

Za sześć lat w Brdach pod Pragą stanie ogromna, blisko 30-metrowa, biała kula. Supernowoczesny radar o międzykontynentalnym zasięgu. Prawdziwe oko Ameryki.

Czesi podpisując umowę z USA w sprawie instalacji u siebie radaru, elementu tarczy antyrakietowej, stali się ważnym graczem na arenie międzynarodowej. Nie bez powodu podczas podpisywania dokumentu premier Topolanek wspomniał, że Czesi potrafią wyciągać wnioski z historii. W latach 40. pod wpływem sowieckich nacisków rząd w Pradze odrzucił amerykański plan Marshalla, który postawił na nogi Europę Zachodnią. Teraz suwerenne państwo czeskie chce skorzystać z nowej szansy, aby wzmocnić swoje bezpieczeństwo oraz zrobić technologiczny skok do przodu.

Umowa jawna
Umowa o radarze została opublikowana w mediach. Jest to obszerny, składający się z 30 stron i 18 para-grafów dokument, szczegółowo regulujący techniczną stronę tego przedsięwzięcia i opisujący gwarancje polityczne. Niemal we wszystkich punktach podkreślane jest, że celem instalacji amerykańskiego radaru w Czechach będzie jego ścisłe dopasowanie do planów i zamierzeń NATO w zakresie przeciwdziałania atakowi na USA i jego sojuszników rakietami balistycznymi, zwłaszcza z obszaru Bliskiego i Dalekiego Wschodu. USA gwarantują Czechom ochronę antyrakietową oraz dostęp do supertajnych informacji wywiadowczych, pozyskiwanych dzięki pracy radaru. Amerykańska baza w Brdach nie ma statusu eksterytorialnego. To terytorium Czech, użyczone na określonych warunkach amerykańskim siłom zbrojnym. W bazie stale będzie rezydował czeski oficer łącznikowy, a inne służby będą mogły wejść na jej terytorium w ściśle opisanych w umowie przypadkach. Kontyngent amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Brdach nie może przekraczać 250 osób. Będą podlegać czeskiemu prawu, a za ich bezpieczeństwo będzie odpowiadać specjalna czeska jednostka. Koszty budowy radaru i całej bazy pokrywa strona amerykańska, ale przy jego budowie i obsłudze pierwszeństwo mają firmy czeskie, jeśli zagwarantują warunki nie gorsze od innych. Amerykanie zobowiązują się także do przestrzegania czeskich przepisów ekologicznych, monitorowania emisji pola elektromagnetycznego oraz pokrywania szkód powstałych wskutek funkcjonowania radaru. Sprawy ekologiczne są ważne, ponieważ przeciwnicy radaru od wielu miesięcy prowadzili histeryczną kampanię, strasząc miejscową ludność plagami, jakie miały być rzekomo skutkiem powstania tej instala-cji. Radar i baza staną na terenie dawnego poligonu wojskowego.

Radar za Lizbonę?
Umowa musi być jeszcze ratyfikowana w czeskim parlamencie, gdzie rządząca dość niespójna ideologicznie koalicja – prawica ODS, zieloni oraz ludowcy – ma przewagę zaledwie jednego głosu. Wśród zielonych w sprawie radaru nie ma jednolitego stanowiska, ale ich liderzy zapewniają, że w głosowaniu nie zawiodą. Wszyscy w Czechach mają świadomość, że gdyby umowa nie została ratyfikowana, oznaczałoby to rozpad koalicji i przedterminowe wybory. A tego nikt nie chce. Gospodarka czeska szybko się rozwija, a korona staje się jedną z mocniejszych walut w Europie. Opozycja jest przeciwko radarowi, zwłaszcza dość mocni w Czechach postkomuniści. To specjalnie nie dziwi, gdyż powszechnie wiadomo, że im tylko sowieckie rakiety nie przeszkadzały. Natomiast socjaldemokracja prowadzi w tej sprawie dziwną grę. Jest przeciw, chociaż rozmowy o radarze zaczęły się w okresie, kiedy ona była przy władzy. Premier Topolanek może jednak zmusić do akceptacji umowy. Niedawno powiedział, że nie wyobraża sobie, aby mogło dojść do ratyfikacji traktatu lizbońskiego bez zgody parlamentu na radar. A poparcie dla traktatu jest najważniejszym postulatem czeskiej opozycji. Znając pragmatyzm czeskich polityków, sądzę, że większość w parlamencie powinna się znaleźć. Trudniej będzie zmienić negatywne nastawienie czeskiej opinii publicznej. Dlatego rząd podkreśla, że wszystkie korzyści wynikające z instalacji radaru będą znane dopiero po zakończeniu jesienią br. rozmów o współpracy naukowej i gospodarczej z USA. Czesi potrafią rozważnie kalkulować, są nieskorzy do romantycznych uniesień, nigdy nie palili się do awantury wojennej. Jeśli szybko i sprawnie doprowadzili do finału negocjacje z Ameryką, to nie z miłości do nowego Wielkiego Brata, ale dlatego, że im się to opłaca.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się