Nowy numer 44/2020 Archiwum

Damy szkołę sześciolatkom

Sześcioletnie dzieci od przyszłego roku pójdą do szkół – zapowiada Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Tysiące rodziców, którzy skrzyknęli się w Internecie, protestuje. Wielu rodziców nie chce też obowiązkowego przedszkola dla dzieci pięcioletnich, które MEN wprowadzi w 2012 roku. Choć obowiązek szkolny dla sześciolatków ma być wprowadzany już od 1 września 2009 roku, to reforma ta będzie rozłożona na trzy lata. To znaczy, że jeżeli w 2009 albo 2010 roku nie będziesz chciał posłać swojego sześcioletniego dziecka do szkoły, państwo nie powinno Cię do tego zmuszać. Powinieneś w takiej sytuacji wystąpić o opóźnienie szkolnego startu twojego dziecka. To oczywiście nie znaczy, że dziecko będzie mogło zostać przez rok w domu. Zamiast do szkoły, trafi do obowiązkowej zerówki.

Pluszaki nie wystarczą
Według pierwotnych planów ministerstwa, wszystkie sześciolatki miały pójść do szkoły naraz, w jednym roku. To wywołało jednak oburzenie rodziców. Zwrócili oni uwagę: nie dość, że w jednej klasie spotkają się w takim razie siedmio- i sześciolatki, to w dodatku niektóre z nich bez przejścia przez zerówkę! Słowem: będzie wielki chaos! Ministerstwo ogłosiło więc rozłożenie reformy na trzy lata. Minister Katarzyna Hall przyznała, że robi to pod naciskiem protestujących rodziców. Największy nacisk na ministerstwo wywarli rodzice zgromadzeni wokół strony internetowej ratujmaluchy.pl.

Pod protestem przeciw planom Ministerstwa Edukacji Narodowej podpisało się za pośrednictwem tej strony 16 tysięcy rodziców. – Nie jesteśmy przeciw sześciolatkom w szkole. Nie chcemy tylko, żeby tę reformę wprowadzać tak szybko i chaotycznie – podkreśla Tomasz Elbanowski, który wraz z żoną Karoliną założył stronę ratujmaluchy.pl. – Jesteśmy przeciw, bo szkoły są dzisiaj do tej reformy kompletnie nieprzygotowane. Wystarczy przejść się po szkołach, żeby przekonać się, o czym mówię – dodaje. Nie zaprzecza temu nawet samo ministerstwo. Na konferencji 7 lipca wiceminister Krystyna Szumilas zapowiedziała jednak, że w ciągu najbliższych trzech lat szkoły dostaną z budżetu 150 tysięcy zł. To ma im pomóc w przygotowaniu się na przyjęcie sześciolatków. Rodziców z ratujmaluchy.pl to jednak nie przekonuje. Napisali: „Żeby sześciolatki mogły się uczyć w godnych warunkach, potrzeba przebudowy łazienek, sal, wejść do szkół. Słyszeliśmy w Polsce już wiele obietnic wielkich zmian, ale niczego nie udało się zrobić w tak krótkim czasie. No, może tylko autostrady ;)”. Dodają, że w szkołach przy wprowadzaniu tej reformy „nie wystarczy kupić pluszaki, przesunąć ław-ki i położyć dywan!”.

Reforma dla reformy?
Sześciolatki powinny być uczone przez zabawę. To wymaga przygotowania nowych pomieszczeń i zgromadzenia pomocy naukowych. – W przedszkolach wszystko jest dziś dostosowane do potrzeb sześcioletnich dzieci. Są stoliczki odpowiedniej wysokości, jest plac zabaw – powiedział nam Tomasz Elbanowski. – Tymczasem w przepełnionych szkołach sześcioletnie dzieci znajdą się między starszymi uczniami. Będą musiały korzystać z łazienek, które w szkołach są, jakie są. Dzisiaj w przedszkolach nasze dzieci mogą przebywać od 7.00 do 17.00. Teraz będą siedziały godzinami w świetlicach. Jaka opieka zostanie im zapewniona? Już dziś wiadomo, że ta reforma się nie uda – uważa Elbanowski.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama