Nowy numer 49/2020 Archiwum

Ochotnik z Auschwitz

Co wiesz o Polaku, którego brytyjski historyk Michael Foot zaliczył do sześciu najodważniejszych ludzi II wojny światowej? Jego losy to gotowy scenariusz kilku filmów. 7 maja Senat przyjął uchwałę w spra-wie przywrócenia pamięci o rotmistrzu Witoldzie Pileckim.

Wyciągnięto z szeregu dziesięciu przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów, w ramach odpowiedzialności solidarnej za ucieczkę, którą zaaranżowali sami esesmani”. Roześmiani Niemcy szczuli na więźniów psy. A za drutami do zabijania drągami przyłączyli się niemieccy kryminaliści, pełniący w obozie funkcje blokowych i kapo. Ze szczególnym okrucieństwem mordowali, gdy więzień przyznał się, że jest sędzią albo księdzem. „Bijąc ich po głowach, kopiąc leżących już na ziemi w nerki i inne czułe miejsca, wskakując butami na piersi, brzuch, zadawali śmierć z niesamowitym jakimś entuzjazmem. Ach! Więc zamknęli nas w zakładzie dla obłąkanych! – przemknęła mi myśl” – napisał Witold.

Z szoku otrząsnął się po kilku dniach, gdy w czasie apelu kapo Ernst Krakenmann wyrównywał przeciw-legły szereg więźniów za pomocą noża. Kto stał o kilka centymetrów zbyt w przód lub w tył, dostawał cios nożem, który zbrodniarz nosił w prawym rękawie. Konających degenerat dobijał, aż ustały ich jęki lub drgawki. A więźniowie stali nieruchomo, choć aż skręcało ich, żeby w jakiś sposób się przeciwstawić. „Czułem się teraz w środowisku doskonale nadającym się do rozpoczęcia pracy” – uznał w raporcie Pilecki.

I choć codziennie walczył o przeżycie kolejnego dnia, zaczął organizować w Auschwitz Związek Organizacji Wojskowych. Konspiratorzy znali tylko kilku kolegów ze swojej „piątki”, żeby nie wydać w czasie tortur całej organizacji. Dowodzili ludzie z „górnej piątki”, którzy sądzili, że są na samym szczycie organizacji. Nie wiedzieli tylko, że Pilecki założył... aż pięć takich „górnych piątek”. Miały się one rozprzestrzeniać tak daleko, jak energia ich członków pozwoli. A w razie wpadki jednej z nich konspiracja w Auschwitz trwałaby nadal.

Co jednak mogli zrobić bezbronni konspiratorzy wobec esesmanów z karabinami? Wbrew pozorom robili wiele. Zaprzysiężeni pielęgniarze z ZOW z obozowej apteki dla Niemców wykradali leki. Pracujący w komandach na zewnątrz przemycali do obozu leki, żywność, informacje, części do radia. Radio konspiratorzy trzymali pod podłogą w pokoju... naczelnego lekarza SS. Nocą, kiedy esesman wychodził do swojej kwatery, wiadomości z Londynu słuchał dr Dering z ZOW, zatrudniony tam jako pielęgniarz. A rano dzielił się z więźniami informacjami z frontu. Członkowie ZOW wymyślali setki sposobów, żeby zdobyć dodatkową żywność i przekazać potrzebującym w obozie; ocalili też setki ludzi dzięki fałszowaniu kart chorych.

Na ścianie bloku nr 15 wisiała skrzynka na donosy. Jeden ze ślusarzy z ZOW dorobił do niej klucz. I wkrótce to Pilecki albo jego ludzie wyciągali donosy, „zostawiając dla nas nieszkodliwe; orientowali-śmy się, kto jest kapusiem i czasami sami dopisywaliśmy anonimy, (...) skierowując dochodzenia prze-ciwko samym kapusiom” – raportował Witold.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama