Nowy numer 47/2020 Archiwum

Przeżyłem huragan

Przemysław Kucharczak: Był Pan w Nowym Orleanie podczas huraganu i później. Naprawdę było aż tak niebezpiecznie w waszym schronie na stadionie Superdome?

Maksymilian Wiatr – Tak. Raz, kiedy poszedłem do łazienki, zobaczyłem walkę, którą na korytarzu toczyli czarnoskórzy Amerykanie. To była walka na pięści. Musieliśmy szukać innej drogi, żeby się stamtąd wydostać. Widywaliśmy też często krew w łazienkach i w drodze po jedzenie. Bo tylko po to wychodziliśmy z naszego sektora. Słyszeliśmy też bójkę i krzyki niedaleko nas. W tej bójce zginęło dwóch Murzynów. I to od broni palnej. Widocznie ktoś ją przemycił na stadion, mimo dokładnej kontroli przy wejściach. Kiedy poszliśmy w miejsce tej bójki, na miejscu było już wojsko.

Byliście w większej grupie?
– Było nas dziesięcioro studentów z Polski, chłopcy i dziewczyny. Pochodzimy z Warszawy, Poznania i Wrocławia. Poznaliśmy się już na miejscu. Mieliśmy szczęście, bo spotkaliśmy Australijczyków, którzy organizowali specjalny sektor dla obcokrajowców. Razem było nam bezpieczniej. W środę nas ewakuowano. Wyszliśmy małymi grupkami, żeby nie zwracać uwagi pozostałych koczujących na stadionie, którzy też chcieli już zostać ewakuowani. Trafiliśmy do Dallas. Chcemy podziękować rodzinom, które nas tam przyjęły. Ci ludzie sami się zgłosili z pomocą, żywili nas, zrobili nam pranie, wzięli na zakupy. Bardzo nam też pomogli polscy księża z Teksasu.

Jak Pan przeżył sam huragan?
– Kiedy wiatr uderzył w kopułę stadionu, dach zaczął wydawać przerażające odgłosy, które nie dawały zasnąć. Zanim zobaczyliśmy dziurę w dachu, zaczęła się na nas lać woda. My, grupa obcokrajowców, po prostu przenieśliśmy się wtedy wyżej. Ale tłum w sali o mało nie wpadł w histerię, ludzie krzyczeli, że dach zaraz się na nas zawali.

Co Panem najbardziej wstrząsnęło? Może to, że największe mocarstwo świata jest bezsilne wobec sił przyrody?
– To, i jeszcze jedna rzecz. Za-chowanie czarnoskórych Amerykanów na stadionie Superdome. Oni uważali, że im się wszystko należy. Im nie odpowiadał nocleg na stadionie: oni chcieli wspaniałego hotelu. Każdy dostawał tam dania, które, jak uważaliśmy, całkowicie wystarczały do najedzenia się. Ale oni zawsze się denerwowali, że dania są za małe. Już w kolejce na stadion nie chcieli współpracować ze służbami porządkowymi. Żądali, żeby im otworzyć wszystkie wejścia. To było niemożliwe, bo trzeba było przecież wszystkich sprawdzić, czy nie wnoszą broni. To mną wstrząsnęło chyba najbardziej.
Więcej o katastrofie s. 32–33

* Maksymilian Wiatr przeżył tragedię w Nowym Orleanie. Mieszka w Warszawie, jest studentem zarządzania i marketingu

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama