Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dwaj panowie na zamku

Kiedy Stefan Wowra 16 lat temu wziął w dzierżawę zamek w Chałupkach, jego syn Adrian miał 9 lat i biegał po parku, zbierając ślimaki. Dziś jest następcą ojca i menedżerem hotelu – zamku, którym zarządza ich rodzinna firma WOMIX.

Powody do radości
Przed wojną w budynku mieszkały znamienite europejskie rody Hohenzollernów, Donnersmarcków, Lichnowskich, wiedeńskich bankierów Rothschildów. Podczas okupacji był własnością wdowy po niemieckim generale baronie Rotkirch und Pancken. Kiedy w 1945 nadeszli Rosjanie, baronowa uciekła, a majątek rozkradziono. Nie zachowało się nic z wystroju wnętrz. Wowrowie stopniowo dokupują stylowe stoły, krzesła, żyrandole. Przez lata komuny mieścił się tu hotel z restauracją na nie najwyższym poziomie. Kiedy Stefan Wowra przejął obiekt, zaczął od sprzątania. Ekspedientki pracujące w jego sklepach przyjechały tu robić porządki. Wywieźli 20 przyczep gruzu. Sprzątali także, kiedy w 1997 w Chałupkach wylała Odra i zalała ich piwnice. Wlała się też do fosy.

Dziś na etatach w zamku-hotelu zatrudniają 16 osób. Właściwie obiekt zarabia na siebie w sezonie od kwietnia do września. Wtedy odbywają się tu wesela i duże, rodzinne imprezy, goście spędzają weekendy. Zaglądają też polskie gwiazdy. Swoje wesele wyprawiała tu aktorka Magdalena Wałach. Zadowolony z gościny Michał Fajbusiewicz z telewizyjnego magazynu kryminalnego „997” dowcipnie napisał w kronice: „Obyście nigdy nie trafili do mego programu”. Zimą zaglądają tu pojedynczy turyści jadący na Zachód. A wnętrza trzeba ogrzewać. Gdyby tylko ekologicznie, na ropę – miesięcznie kosztowałoby to 20 tys. – To ekologiczne, ale nie ekonomiczne – podsumowuje Adrian. Dlatego wspomagają się ogrzewaniem w kominkach i piecach węglowych. Stały koszt utrzymania to co miesiąc 50 tys. zł. Wymaga to nieustannego główkowania nad możliwościami zarabiania.

– Jedni są stworzeni, żeby stale pracować, powiększać dobra – mówi Stefan. – Mnie całe życie coś napędzało do działania. Z przerwą na chorobę, kiedy nawet myślenie męczyło. Ale gdy wróciłem do pracy, życie znów zaczęło tykać – dodaje. Adrian po studiach na uniwersytecie opolskim zabrał się za pracę menedżerską w ich przedsiębiorstwie. – Zajmuję się reklamą, ale – jak trzeba – również robotą fizyczną przy remoncie – opowiada. – Tu stale jest co robić. Ale lubi tu być. Jest z tym miejscem związany od dzieciństwa. I chciałby tu zaplanować swoją przyszłość. Ojciec widzi w nim godnego następcę. Kiedy pytam, co dla niego najważniejsze, nie wspomina o majątku: – To, że mam udanych synów i fajną żonę. To trzyma przy życiu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama