Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Zbrodnia w zielonych rękawiczkach

Biopaliwa to pomyłka. Powoduje wzrost cen żywności, a nawet głód i konflikty o ziemię. A ich wpływ na poprawę stanu środowiska naturalnego jest wątpliwy.

Biopaliwa obecne są w Polsce od wielu lat, ale dopiero od stycznia bieżącego roku producenci czy eksporterzy paliw muszą dodawać minimum 3,45 proc. biododatków (objętościowo) do paliw kierowanych do sprzedaży lub zużytych na potrzeby własne. W Polsce biododatki najczęściej produkowane są z rzepaku. Nie ma danych na temat ewentualnego wzrostu cen żywności spowodowanego uprawą roślin energetycznych.

W zasadzie kwestia biopaliw ogranicza się do rozwiązania z pozoru prostego problemu. Jak promować rozwiązania proekologiczne? Czy, skoro są droższe, państwo powinno do nich dopłacać? Można by pomyśleć, że tak, bo czyste środowisko jest dobrem nadrzędnym. Jak jednak ocenić zbawienny wpływ jakiejś technologii na naturalne otoczenie? Typowym przykładem są elektrownie wiatrowe. Jak bardzo powinno się je promować, skoro są najdroższym ze znanych sposobów na ograniczenie gazów cieplarnianych? Innymi słowy, pieniądze, jakie przeznacza się na ich rozwój (ulgi w podatkach, dopłaty, gwarancje odbioru po wyższych cenach), można by wykorzystać dla dobra środowiska znacznie lepiej. Innym, jeszcze bardziej drastycznym, przykładem są biopaliwa. Nie zważając na poprawność polityczną, coraz więcej krajów, a nawet organizacji międzynarodowych głośno nawołuje, by zarzucić program ich rozwoju. – Produkcja biopaliw to zbrodnia przeciw ludzkości – ostrzega ONZ.

Ważniejsze od żywności?
Biopaliwem jest każde paliwo, które powstało po przetworzeniu organizmów żywych. Z punktu widzenia gospodarki największe znaczenie zostało nadane produktom ciekłym. Te można podzielić na dwie główne grupy. Przez fermentację materiału biologicznego można uzyskać alkohol (najczęściej etanol), a przetwarzając rośliny oleiste, otrzymuje się olej. Obydwa te produkty mogą być i są źródłem energii albo, inaczej, paliwem. Co w tym złego? Nic. Ale zwróćmy uwagę na pewien mechanizm, który najłatwiej wyjaśnić na następującym przykładzie: w wyniku obróbki drewna powstają odpady (trociny, kora, itp.), które następnie jako paliwo stałe są przetwarzane w spalarni na energię. To utylizowanie odpadów, które nie jest oczywiście niczym złym. Ba, jest godne naśladowania. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy tartakowi bardziej opłaca się szatkowanie całych pni i produkowanie energii, niż robienie mebli. Cena tych ostatnich idzie wtedy w górę. A im bardziej opłaca się utylizować zamiast produkować, tym powszechniej tak się dzieje. W skrajnych wypadkach może zabraknąć drewna na meble.

Co ten przykład ma wspólnego z biopaliwami? Bardzo dużo. Promowanie biopaliw powoduje, że żywność w wielu miejscach na świecie drożeje, bo bardziej opłaca się obsiewać pola roślinami, można by rzec, odpadowymi niż tymi, z których da się wyprodukować pożywienie. Ceny idą w górę, ale w niektórych częściach globu sprawy przyjęły jeszcze gorszy obrót. Ziemi na obsadzenie kukurydzą, rzepakiem czy zbożami zaczyna po prostu brakować. To powód wielu konfliktów, ze zbrojnymi włącznie. W Ameryce Łacińskiej masowo wycina się np. lasy tropikalne. Z kukurydzy, która wystarcza do wyżywienia jednego człowieka przez cały rok, produkuje się tylko 50 litrów paliwa. To pokazuje prawdziwą skalę zagadnienia.
« 1 2 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji