Nowy numer 48/2022 Archiwum

Nie majstrujmy przy historii

O nauczaniu historii i teraźniejszości mówi pisarz, eseista i nauczyciel Marcin Cielecki.

Szymon Babuchowski: Czy potrzebne jest wprowadzanie do szkół ponadpodstawowych takiego przedmiotu jak historia i teraźniejszość?

Marcin Cielecki: Uważam, że nie, bo mamy przecież w szkole chronologiczne nauczanie historii. Do tej pory te treści były realizowane w klasie czwartej. Uczniowie byli już wtedy po dużej dawce literatury na lekcjach języka polskiego i mogli kompleksowo połączyć teksty kultury i historię. Mówimy tu o osobach około osiemnastego roku życia, a więc w miarę już ukształtowanych psychicznie. Poznawały one wówczas zagadnienia związane z okrucieństwami wojny, Holocaustem, komunizmem czy zimną wojną. Myślę, że z perspektywy rozwoju człowieka to było najlepsze rozwiązanie. W tej chwili młodzi ludzie w wieku mniej więcej piętnastu lat, bez kontekstu literackiego, uczą się o rzeczach, które ich mocno przerastają. Uważam, że nie jest to ani wychowawcze, ani odpowiednie pod względem psychologicznym. A przecież oprócz historii i teraźniejszości jest jeszcze w klasie pierwszej przedmiot historia. I znowu to się nie łączy ze sobą, bo kurs historii w szkole średniej zaczyna się od starożytności: Mezopotamia, Egipt... Uważam, że robi się z tego totalny miszmasz. Nic się z niczym nie łączy i powstaje historia mocno „teledyskowa”, wybiórcza. Nie ma tu miejsca na spokojną refleksję.

Ze swojej edukacji pamiętam, że dzieje powojenne były traktowane w szkole bardzo naskórkowo, poświęcano im niewiele czasu. Czy taki przedmiot nie jest jednak szansą, żeby zwrócić uwagę na historię najnowszą?

To, o czym mówisz, miało miejsce także w mojej szkole, kiedy byłem uczniem. Ale to było dwadzieścia parę lat temu i wiele od tamtego czasu się zmieniło. W tej chwili nie tylko cała II wojna światowa, ale też tematy dotyczące zimnej wojny czy Okrągłego Stołu były i są spokojnie realizowane w najstarszych klasach. Jest to zawarte w podstawie programowej i mamy na to czas. Więc argument, że musimy wprowadzić dodatkowy przedmiot, bo nauczyciele tego nie realizują, świadczy o nieznajomości realiów współczesnej szkoły.

Ale może ma sens połączenie tych treści z elementami wiedzy o społeczeństwie?

Nie. To prawda, że odrębny WOS był przedmiotem, który może nie zachwycał, bo jest w nim sporo definicji, ale on jest bardzo potrzebny dla budowania społeczeństwa obywatelskiego, dla rozumienia roli wyborów i całego ustroju demokratycznego. A przy takim miksie musimy dużo rzeczy wyrzucić z nauczania. WOS wrzucony do historii i teraźniejszości zostaje okrojony do kilku prostych pojęć: kto to jest obywatel, co to jest naród, co to jest społeczeństwo – i od razu wskakujemy w historię. A co z kwestią konstytucji, społeczeństwa obywatelskiego, ustrojów innych państw? Myślę, że braki w realizacji tych zagadnień będą dużą stratą.

A nie widzisz w takim połączeniu szansy na to, by uczniowie przestali patrzeć na historię jako na przedmiot oderwany od aktualnego życia?

Nie, proszę, ranisz moje serce! Oczywiście rozumiem ten tok myślenia, bo on wynika z naszych doświadczeń sprzed dwudziestu paru lat – że przychodził nauczyciel, mówił: otwórzcie podręczniki, przeczytajcie rozdział i opracujcie temat. I na tym polegała lekcja. Dydaktyka historii poszła jednak bardzo do przodu. Teraz sensem nauczania historii jest to, żeby pokazać analogie między dawnymi wydarzeniami a współczesnością, żeby wczuć się w te postacie, które żyły kiedyś, zastanowić się, czy możemy je zrozumieć, ocenić. Mamy teraz wiele pomocy multimedialnych, więc na historii dzieje się dużo i kolorowo.

Tak czy inaczej przedmiot historia i teraźniejszość trafił już do szkół, sam go zresztą uczysz. Jak to robić, by wyciągnąć z tej sytuacji jak najwięcej pożytku?

Myślę, że zadaniem nauczyciela nie jest tu wchodzenie w różnego rodzaju polemiki z autorami podręczników. Jest przedmiot, więc musimy sprawić, by uczniowie chcieli się go uczyć. Podręczniki – z tego, co zdążyłem zauważyć po tak krótkim czasie nauczania – nie są zadowalające, ale stanowią jakąś tam podstawę. Natomiast widać, że ten przedmiot wymaga olbrzymiej pracy własnej nauczyciela. Tu trzeba dać uczniom coś spoza podręcznika, a więc pokazać fragmenty filmów, zdjęcia, czytać teksty źródłowe. Musi być też przestrzeń do rozmowy, wsłuchiwania się, a nie do wylewania własnych frustracji. Szkoła musi być przestrzenią bezpieczeństwa.

Masz dokładny ogląd funkcjonujących aktualnie na rynku podręczników?

Podręcznik prof. Roszkowskiego znam tylko z mediów i zdaję sobie sprawę, że niektóre dyskutowane fragmenty mogą być wyrwane z kontekstu. Wolałbym się więc na jego temat nie wypowiadać. My musieliśmy się zdecydować na konkretny podręcznik w końcówce czerwca, by uczniowie mogli go przez wakacje zdobyć. W tamtym momencie były tylko dwa do wyboru. Zdecydowaliśmy się na podręcznik WSiP-u, który otrzymaliśmy w formie testowej.

I jak go oceniasz?

Myślę, że jest on mocno skrótowy, sprawiający wrażenie powierzchowności. Jeżeli chcemy sprawić, żeby uczeń bardziej wgryzł się w temat, to oczywiście nauczyciel to zrobi. Pojawia się tylko taki problem, że po pewnym czasie będziemy mieli uczniów zmęczonych i znudzonych. Bo kiedy np. nauczyciel na historii i teraźniejszości zrealizuje dogłębnie temat, to za jakiś czas uczeń na tradycyjnej historii będzie ziewał z nudów: „To już przecież było”. A nie ma nic gorszego niż znudzony uczeń.

To jak sprawić, by historia była atrakcyjna dla pokolenia spędzającego tyle czasu w wirtualnym świecie?

Mamy całe spektrum filmów edukacyjnych, podcastów, youtuberów, platform edukacyjnych, a przede wszystkim dobrej literatury. Możliwości jest mnóstwo. Natomiast ja zawsze staram się pokazywać analogie, uczyć tego, by wczuć się w daną postać. Pytam ucznia: co ty byś zrobił na miejscu Kazimierza Wielkiego, jakie reformy byś wprowadził? Byłbym też za tym, żeby za dużo nie majstrować przy historii. Całkiem niedawno był już w naszym systemie edukacji przedmiot historia i społeczeństwo, którym też starano się „ożywić” historię. Przy czym obowiązkowo jeden semestr miał być poświęcony „ojczystym sporom”. Takie odgórne narzucanie wizji młodym ludziom wywołuje zwykle postawę buntu.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy