Nowy numer 40/2022 Archiwum

Chrześcijanin a polityka

Apostoł każe nam błagać i modlić się za sprawujących władzę i za możnych tego świata, byśmy „mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością”. Skąd ta potrzeba wtargnięcia modlitwy w politykę, wznoszenia do nieba rąk czystych, bez gniewu i sporu? Może stąd, iż rządzący mówią jedno, a robią coś innego?

Stajemy się narodem, w którym dominuje polityka bez mistyki. Jesteśmy podzieleni na partie, grupy, frakcje i kliki. Każdy chce grać własną melodię, nikt nie pragnie śpiewać pieśni patriotyzmu i jedności. Ręce mamy pełne, ale serca puste. Kiedy diabeł Goethego zaczął tłumaczyć Ewangelię według św. Jana: „Na początku było Słowo”, zawahał się, ponieważ nie mógł zgodzić się na prymat słowa Bożego. Napisał więc: „Na początku było działanie”. Henry Adams zdefiniował politykę jako „systemowe zagospodarowanie nienawiści”. I często rzeczywiście tak bywa. Idee i rodzące się z nich ideologie często stają się potężnymi symbolami. Nabierają religijnej mocy. Nic nie jest bardziej śmiercionośne od złej idei; bądź dobrej – jak wolność, równość czy braterstwo – doprowadzonej do przewrotnej, despotycznej skrajności. Jakie miejsce Bóg wyznaczył chrześcijanom w takim świecie?

Nie możemy po prostu wycofać się z życia publicznego. Święty Benedykt mógł zaszyć się w ustronnym zakątku Włoch, ale Augustyn był biskupem ściśle związanym ze swoim ludem i całym społeczeństwem. Według niego klasyczne cnoty obywatelskie – roztropność, sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie – mogą zostać odnowione i wywyższone dla dobra wszystkich obywateli przez chrześcijańskie cnoty wiary, nadziei i miłości. Dlatego zaangażowanie polityczne jest – a przynajmniej może być – szlachetnym zadaniem chrześcijanina. Sprawowanie urzędu publicznego może być godnym powołaniem chrześcijańskim. Wszelkie zaangażowanie chrześcijan w politykę musi jednak rządzić się skromnymi oczekiwaniami i zgodą na to, że sukces może być częściowy. Choć media, kultura i polityka nie są już nasze, nadal winniśmy podtrzymywać naszą tożsamość, świadczyć gorliwie o naszej wierze i przyczyniać się do wspólnego dobra. Taka postawa wymaga pokory oraz odwagi i niezgody na to, by otaczający świat przemielił nas i pozbawił charakteru. Nie wystarczy wiedzieć o Chrystusie. Trzeba sprzęgnąć z Nim całe swe życie. A to oznacza oczyszczenie naszych domów ze zgiełku i rozproszenia. I budowanie prawdziwych chrześcijańskich ognisk. Oznacza pielęgnowanie oaz ciszy, kultu i modlitwy w naszym życiu. I przyjmowanie większej liczby dzieci oraz wychowywanie ich w miłości do Pana. I przezwyciężanie śmierci oraz strachu radością i nadzieją wśród rodzin, które wspierają się nawzajem w zmaganiu z pokusą znużenia i rozżalenia. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy