Nowy numer 48/2022 Archiwum

Liz Truss przejmuje urząd premiera - i długą listę pilnych problemów

Powiedzenie, że Liz Truss przejmuje władzę w trudnej sytuacji nie oddaje rozmiaru stojących przed nią wyzwań. Od dziesięcioleci żaden brytyjski premier nie musiał od pierwszego dnia zmagać się jednocześnie z tyloma różnymi palącymi kryzysami.

CENY ENERGII, KOSZTY ŻYCIA, INFLACJA, RECESJA

Problemem najpilniejszym w ocenie Brytyjczyków są rosnące koszty życia, będące efektem najwyższej od 40 lat inflacji. W lipcu wynosiła 10,1 proc., ale jej szczyt Wielka Brytania ma dopiero przed sobą. Według prognozy Banku Anglii w czwartym kwartale wyniesie powyżej 13 proc., ale niektórzy analitycy przewidują, że w przyszłym roku dojdzie ona nawet do 18 czy 22 proc. A ponieważ płace rosną znacznie wolniej, realne dochody Brytyjczyków spadają i to w tempie najszybszym co najmniej od lat 70.

Czynnikiem w największym stopniu napędzającym inflację są rosnące ceny energii - w kwietniu wzrosły one o ponad 50 proc., od października zwiększą się o kolejne 80 proc., co oznacza, że pod koniec tego roku będą niemal trzykrotnie wyższe niż w pierwszym kwartale. Przy typowym zużyciu średni rachunek za energię dla odbiorców indywidulanych od października będzie wynosił 3549 funtów rocznie, co już jest zauważalnym obciążeniem nawet dla osób o średnich dochodach, ale prognozy mówią, że w przyszłym roku typowe rachunki przekroczą 6000 funtów, co dla wielu osób faktycznie oznaczać będzie wybór między jedzeniem a ogrzewaniem.

Wysokie ceny energii są problemem dla odbiorców indywidualnych, ale równie poważnym dla przedsiębiorstw, szczególnie, że wobec rosnących kosztów życia ludzie są mniej skłonni do wydawania, co z kolei powoduje, iż przychody firm w wielu branżach tym bardziej spadają. W pierwszej kolejności dotyczy to gastronomii, ale problemy lada chwila będzie mieć większość sektorów, a to prawdopodobnie przełoży się na wzrost stopy bezrobocia, która jak do tej pory była odporna na zawirowania i wynosi zaledwie 3,8 proc.

Narzędziem do wyhamowywania inflacji są podwyżki stóp procentowych, ale te będą też dusić wzrost gospodarczy, a ten już teraz jest bardzo niski. Na początku sierpnia Bank Anglii już napisał w prognozie, że spodziewa się na początku 2023 roku wejścia gospodarki w recesję, która ma potrwać długie pięć kwartałów.

Dopełnieniem obrazu problemów gospodarczych są coraz częstsze strajki w kolejnych sektorach, w tym niektóre - jak pracowników kolei - bardzo uciążliwe dla całego kraju. Związki zawodowe grożą, że jesienią protesty będą odbywały się w tym samym czasie, co ma sparaliżować całą gospodarkę.

WOJNA NA UKRAINIE

Przyczynami rosnących na świecie cen energii są wojna na Ukrainie i energetyczne szantaże ze strony Rosji. Rząd Borisa Johnsona mocno zaangażował się w pomoc Ukrainie, a ponieważ Liz Truss była w nim szefową dyplomacji, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że będzie kontynuować tę pomoc, jak również twardą politykę wobec Rosji. Otwartą kwestią pozostaje jednak to, czy Truss zdoła zawiązać tak dobre relacje osobiste z ukraińskim prezydentem Wołodymyrem Zełenskim jak Johnson, oraz co nowa premier zrobi w sytuacji, gdy recesja faktycznie mocno uderzy w brytyjską gospodarkę. Nie można też wykluczyć, że Rosja będzie próbowała podjąć jakieś wrogie działania bądź prowokacje wobec Wielkiej Brytanii, zwłaszcza, że w reakcji na wygraną Truss oświadczyła, iż spodziewa się nawet jeszcze gorszych relacji niż za rządów Johnsona.

NIELEGALNA IMIGRACJA

Nabrzmiewającym problemem jest nielegalna imigracja przez kanał La Manche. W tym roku w ten sposób przedostało się już do Wielkiej Brytanii ok. 28 tys. osób, czyli tyle samo, co w całym 2021 r., który do tej pory był rekordowy. Konserwatyści od dawna obiecują jej zatrzymanie, ale ani nowa ustawa o granicach, przewidująca kary więzienia zarówno dla przemytników i imigrantów, ani podpisana umowa z Rwandą o deportowaniu tam nielegalnie przekraczających granicę migrantów, nie zmniejszyły napływu. Zgodnie z tym, na co od dawna wskazywał rząd, przemytem zajmują się wyspecjalizowane gangi - obecnie głównie albańskie i kurdyjskie - a jak wynika ze statystyk, największą grupę imigrantów stanowią obecnie Albańczycy, którzy nie są prześladowani w swoim kraju, lecz są migrantami ekonomicznymi. Truss w kampanii zapowiadała twardą politykę wobec nielegalnej imigracji i zapewniała, że umowa z Rwandą zostanie implementowana, a z innymi krajami zostaną zawarte podobne porozumienia. Sprawa nielegalnej imigracji jest szczególnie istotna dla wyborców konserwatystów i jeśli Truss chce rządzić dłużej niż do najbliższych wyborów, jej rząd musi wykazać się jakimiś konkretami w ograniczeniu problemu.

REFERENDUM NIEPODLEGŁOŚCIOWE W SZKOCJI

Choć Truss powiedziała na jednym ze spotkań z wyborcami, że planuje ignorować szefową szkockiego rządu Nicolę Sturgeon (później to złagodziła, mówiąc, że będzie ignorować jej wezwania do zgody na przeprowadzenie referendum niepodległościowego), prawda jest taka, że może to nie wystarczyć. Szkocki rząd już ogłosił datę nowego referendum - październik przyszłego roku - i stara się przed sądem wykazać, że do jego przeprowadzenia nie jest potrzebna zgoda Londynu.

PROTOKÓŁ PÓŁNOCNOIRLANDZKI

Nierozwiązaną sprawą w relacjach z Unią Europejską jest protokół północnoirlandzki, który tworzy faktyczną granicę celną i regulacyjną między Irlandią Północną a resztą Zjednoczonego Królestwa. Truss, która łączyła stanowisko minister spraw zagranicznych z rolą głównej negocjatorki w rozmowach z UE ws. renegocjacji, kilka razy ostrzegała, że jeśli UE nie pójdzie na ustępstwa, jest gotowa wypowiedzieć protokół. To jednak może skutkować zawieszeniem przez UE całej umowy o handlu i współpracy. Takie rozwiązanie ucieszyłoby twardych zwolenników brexitu, ale pytanie, czy Truss się na to zdecyduje w sytuacji kryzysu energetycznego i nadciągającej recesji.

SONDAŻE WYBORCZE

Nowa premier nie musi rozpisywać wcześniejszych wyborów i ma w Izbie Gmin większość, która pozwoli jej rządzić do końca kadencji, czyli do 2024 r. Ale jej celem nie może być tylko dotrwanie do tego czasu, lecz próba odwrócenia niekorzystnych sondaży. Od grudnia zeszłego roku Partia Konserwatywna przegrywa wszystkie, a obecnie ma do opozycyjnej Partii Pracy stratę ok. 10 punktów proc., co jest pokłosiem chaotycznych rządów Borisa Johnsona, trudnej sytuacji gospodarczej, a także pewnego wypalenia konserwatystów, którzy rządza od ponad 12 lat. Ale choć Liz Truss nie ma takich ułomności charakteru jak Johnson, raczej nie ma też jego charyzmy i otwartości, zatem mało prawdopodobne jest, by zdołała utrzymać tych wyborców, którzy ze względu na osobę Johnsona w 2019 r. po raz pierwszy zagłosowali na konserwatystów.

COVID-19 I ZALEGŁOŚCI W SŁUŻBIE ZDROWIA

Choć pandemia Covid-19 jest obecnie w Wielkiej Brytanii opanowana, nie można wykluczyć, że wraz z nadejściem zimy powróci. A nawet jeśli nie, problemem do rozwiązania pozostają długie kolejki oczekujących na planowe zabiegi i badania - do wydłużenia których Covid również się przyczynił - oraz ogólne niedofinansowanie służby zdrowia.

ROSNĄCA PRZESTĘPCZOŚĆ

Konserwatyści chcąc nadal uchodzić za partię prawa i porządku muszą zatrzymać wzrost przestępczości, który już następuje i jak ostrzegają eksperci, w związku z kryzysem gospodarczym może eksplodować do niewidzianych od lat rozmiarów. Tymczasem wiele formacji policyjnych, w szczególności londyńska policja metropolitalna, jest krytykowane za niską wykrywalność przestępstw, niewłaściwe zachowania funkcjonariuszy, a także za przedkładanie kwestii ideologicznych nad walkę z przestępczością.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama