Nowy numer 38/2022 Archiwum

Gwiazdka za czystość

Wiele osób, wracając z wakacji z południa czy zachodu Europy, z ulgą patrzy na czyste polskie ulice, stacje metra, przystanki, opróżniane kosze…a

Pewien redaktor pewnej stacji radiowej na zakończenie audycji niezmiennie zadaje gościom ekspertom pytanie o „największe zdziwienie”, czyli o to, co najbardziej zaskoczyło ich w gospodarce i ekonomii. Myślę, że gdyby wszystkich Polaków zapytać, co najbardziej zdumiało ich tego lata, zdecydowana większość odpowiedziałaby: ceny. Ale ja, choć nimi również zdumiona, chyba nawet bardziej w kraju niż za granicą, nie do cen moje zdziwienia odniosę. Pierwsze bowiem miejsce na mojej wakacyjnej liście zdziwień zajmuje młodziutka kelnerka z restauracji przy operze w Palermo, a właściwie jej zawodowe plany. Otóż dziewczyna ni mniej, ni więcej, tylko wybiera się do Polski. Nie, nie na wakacje, na Sycylii ma taniej niż nad polskim morzem, ale do pracy w restauracji, w dodatku w miejscowości, o której nigdy wcześniej nie słyszałam – ależ było jej zdziwienie! Pomógł Google – istotnie, jest takie miejsce na Śląsku, mała gmina z trzema restauracjami, z czego dwie to pizzerie. Dziewczyna, bardzo podekscytowana, opowiadała, że pracuje tam jej siostra, która mówi, że „w Polsce jest dobrze”, dlatego i ona jedzie, zbiera jeszcze na bilet samolotowy, który „jest drogi, kosztuje 200 euro…”.

W tym samym czasie 18 proc. Polaków, tak wynika z najnowszych badań, nosi się z zamiarem emigracji w poszukiwaniu wyższych wynagrodzeń i lepszych warunków życia. Nie do Włoch wprawdzie, lecz do Niemiec, Holandii czy Wielkiej Brytanii. Ta młodziutka Sycylijka uświadomiła mi, że zmienia się charakter migracji do nas. Ona nie jest ani top menedżerem międzynarodowego koncernu, ani właścicielką firmy, która w Polsce otwiera filię, ani ekonomiczną emigrantką z krajów Trzeciego Świata. Reprezentuje grupę młodych niewykształconych z UE, którzy marzą o lepszym życiu... Czyli po części tych, którzy chcą wyjechać z Polski.

Papież Franciszek na Sycylii nie był, ale – jak wyznał – widział zdjęcia, a na nich duchownych w strojach liturgicznych z koronkami. „Moi drodzy, dalej koronki? Gdzie my jesteśmy? 60 lat po soborze! Trzeba trochę zaktualizować sztukę liturgiczną, modę liturgiczną” – mówił papież w czerwcu do sycylijskich duchownych. A co z kazaniami? „Nie wiem, jakie kazania wygłaszają księża, czy głoszą je tak, że ludzie wychodzą na papierosa, a potem wracają (...), czy są to kazania, w których mówi się o wszystkim i o niczym” – kontynuował papież. Jakież było moje zdziwienie, gdy w lipcu na Sycylii – a byłam na kilku Mszach w różnych miastach i kościołach – żadnego księdza „w koronkach” nie widziałam. Może zdążyli już wymienić szaty? Kazań też długich nie głosili. Czy nudzili? Po minach obecnych trudno było zgadnąć.

Trzecie wakacyjne zdziwienie też dotyczy Sycylii. Nie będę pisać o zaskoczeniach in plus, czyli związanych z bogatą historią wyspy, jej przyrodą, mozaiką narodową i kulturową, a także z sycylijską kuchnią, bo po to wszystko jeżdżą tam turyści. Prawdziwym zaskoczeniem był natomiast… brud. Znając Neapol i południe Italii, można było przewidzieć, że czysto nie będzie. Ale szok był jednak potężny. Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że nie wszędzie jest tak samo, że są też czyściutkie miasta, np. Taormina. Moje zdziwienie potęguje fakt, że o tego typu kontrastach nie przeczyta się w przewodnikach, bardzo rzadko na podróżniczych blogach, a już chyba wcale na indywidualnych kontach FB czy na Instagramie, gdzie roi się wyłącznie od wakacyjnych uśmiechów i powalających pięknem krajobrazów. Taka potrzeba naszego jawienia się, niezależnie od okoliczności, jest jakoś zrozumiała, choć ewidentnie przekłamuje rzeczywistość. Ta mówi bowiem, że wiele osób, wracając z wakacji z południa czy zachodu Europy, z ulgą patrzy (wyłączam kraje niemieckojęzyczne) na czyste polskie ulice, stacje metra, przystanki, opróżniane kosze… Mówimy o tym, ale jakby po cichu, z nieśmiałością, może bojąc się posądzenia o pychę, nie daj Boże o nacjonalizm. A tymczasem na Twitterze pewien Francuz, który właśnie odwiedza Polskę, pisze wprost, że czuje się tutaj „jak w niebie”, bo w odróżnieniu od Francji jest tu czysto i bezpiecznie, może chodzić ze smartfonem w ręku i nikt ani nic mu tu nie zagraża.

Przewodniki Michelin przyznają gwiazdki najlepszym restauracjom, oznaczają miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć. Na portalach rezerwacji miejsc noclegowych goście przyznają punkty, w tym za czystość. A gdyby tak przyznawać gwiazdki za czystość nie tylko hotelom, ale kurortom, miastom, krajom? Odczarowałoby to niejedno miejsce i oszczędziło zdziwień.

Ja przyznaję Polsce gwiazdkę za czystość. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy