Nowy numer 38/2022 Archiwum

Musimy działać solidarnie

O przygotowaniach na ewentualny atak Rosji na kraje nadbałtyckie, roli NATO na wschodniej flance i bezpieczeństwie energetycznym mówi Liudas Zdanavičius.

Andrzej Grajewski: Jakie nowe zagrożenia dla bezpieczeństwa Litwy spowodowała wojna na Ukrainie?

Liudas Zdanavičius: Rosja przekroczyła kolejny próg swej agresywnej polityki. Od 2014 r. toczyła na Ukrainie proxy war, a więc wojnę cudzymi rękami, teraz przeszła do otwartej agresji. Prowadzi operacje jak w czasie II wojny światowej, niszcząc kolejne ukraińskie miasta i powodując ogromne straty wśród ludności cywilnej. To wskazuje, że musimy liczyć się z każdą, nawet najbardziej nieracjonalną formą jej dalszych działań. Wojna zdestabilizowała sytuację w całym regionie. To zaś oznacza, że również wobec Litwy, ale i innych państw Rosja może dopuścić się zbrojnej agresji. Istotnym czynnikiem jest także zmiana statusu Białorusi, która przestała być krajem suwerennym. W działaniach przeciw Ukrainie Rosja wykorzystuje nie tylko jej terytorium, ale także wojenną infrastrukturę. To zaś oznacza, że granica operacyjnego działania wojsk rosyjskich zbliżyła się na odległość 35 km od Wilna.

Jest jeszcze dodatkowe zagrożenie od strony korytarza suwalskiego…

To czynnik ważny, ale nie nowy. Od dawna obserwujemy militaryzację obwodu kaliningradzkiego, całkowicie nieadekwatną do pokojowego rozwoju tego rejonu. Rozmieszcza się tam najnowocześniejszą, ofensywną broń, przeznaczoną do ataku na cele na całym europejskim kontynencie. Część tych systemów rakietowych może być uzbrojona zarówno w głowice konwencjonalne, jak i jądrowe. Rosjanie tworzą nad Kaliningradem strefę obrony przeciwlotniczej, która ma im umożliwiać kontrolę znacznej części Morza Bałtyckiego. W przypadku konfliktu pozwoli to na zablokowanie przerzutu sił NATO w tym rejonie. Ulokowane są tam również wielkie siły piechoty i wojsk pancernych. Można więc powiedzieć, że Rosjanie traktują obwód kaliningradzki jako niezatapialny lotniskowiec, dzięki któremu trzymają w szachu cały region.

Gdyby Rosja zdecydowała się zacząć konflikt z naszymi krajami, pierwszy atak mógłby pójść na korytarz suwalski ze strony obwodu kaliningradzkiego oraz Białorusi?

Myślę, że takich potencjalnych kierunków ataku jest znacznie więcej. Uderzenie na korytarz suwalski oznaczałoby natychmiastowy konflikt z Polską, czego być może Rosja chciałaby w pierwszym etapie uniknąć. Starcie z Polską w sposób oczywisty oznaczałoby konflikt z NATO. Mamy nadzieję, że w takim przypadku system gwarancji wynikających z artykułu 5. Sojuszu Północnoatlantyckiego zacząłby funkcjonować.

Nadzieję czy pewność?

Dopóki nie przekonamy się o tym w praktyce, całkowitej pewności mieć nie możemy. Jednak biorąc pod uwagę determinację Polski w przypadku rosyjskiej agresji, reakcja NATO musiałaby nastąpić. Dla Polski jest oczywiste, że jeśli Rosja zdecydowałaby się napaść na jakieś inne państwo będące członkiem NATO, np. na Litwę, nie zatrzyma się tylko na tym, ale uderzy na kolejne kraje. Dlatego uderzenie na korytarz suwalski nie musi być wcale pierwszym krokiem. Rosja ma także inne możliwości destabilizacji regionu.

Jakie?

Prowokując sztucznie kryzys migracyjny, wywołując destabilizację energetyczną czy wykorzystując swoich „przyjaciół” w całej Europie.

Na Litwie także ma „przyjaciół”?

Myślę, że ma ich w każdym europejskim kraju. U nas stan nastrojów społecznych jest taki, że trudno jest otwarcie wspierać rosyjską politykę.

Rosja ponosi duże straty na Ukrainie, jak Pana zdaniem wpływa to na jej możliwości bojowe?

To są rzeczywiście duże straty i z pewnością Rosja, nawet po wojnie, będzie potrzebowała sporo czasu, aby przywrócić swej armii pełną zdolność bojową. Wnioski z tej sytuacji dla Litwy są oczywiste. Powinniśmy w dalszym ciągu rozwijać bliską współpracę wojskową z Polską oraz z innymi krajami NATO na flance wschodniej. Ważne w tym kontekście jest także przystąpienie do Sojuszu Szwecji i Finlandii.

Na Litwie siły natowskie reprezentuje głównie Bundeswehra...

Obecnie na Litwie stacjonuje około tysiąca żołnierzy Bundeswehry, a planuje się, że do 2025 r. będzie ulokowana u nas cała brygada.

Będą stałe garnizony czy będzie to obecność rotacyjna?

Ta kwestia jest wyjaśniana. Oddziały Bundeswehry są już u nas od pewnego czasu i ćwiczą wspólnie z litewskimi wojskami. Nasza najlepsza jednostka, brygada Żelazny Wilk, stale uczestniczy w tych ćwiczeniach. Jest już w znacznym stopniu zintegrowana z niemieckim batalionem. Litewskie wojska regularnie ćwiczą w Niemczech i kupujemy u nich sprzęt wojskowy.

Czy na Litwie rozwija się także obronę terytorialną?

Zrobiliśmy to wcześniej niż w Polsce. Nasz system bazuje na założeniach podobnych nieco do szwajcarskich bądź fińskich, czyli opiera się na powszechnej gotowości do obrony. Na Litwie mamy trzy komponenty tego systemu: pierwszym jest nasze członkostwo w NATO, drugim – siły zbrojne Litwy wspierane przez instytucje cywilne, trzecim – społeczeństwo. Każdy obywatel musi być przygotowany do wojny informacyjnej, posiadać podstawową wiedzę i nie być podatnym na różne prowokacje. Jeśli pojawi się zagrożenie, obywatel musi wiedzieć, co ma robić. Nie dotyczy to wyłącznie kwestii militarnych, ale również tych związanych z obroną cywilną. Przygotowanie do tego zaczynamy już w szkole, w ramach różnych przedmiotów czy letnich obozów. Jest także specjalny przedmiot – przygotowanie obronne. Najważniejszym elementem przygotowań jest powszechna służba wojskowa. W ramach poboru każdego roku chcemy przeszkolić do 4 tys. rezerwistów, powoływanych na okres dziewięciu miesięcy. Kolejną formą jest obrona terytorialna, istniejąca od początku lat 90. To formacja ochotnicza, która liczy ok. 6 tys. członków, odbywających służbę przede wszystkim w dni wolne od pracy. Działa jak gwardia narodowa. Trzecim komponentem są ochotnicze organizacje strzeleckie, liczące ok. 10 tys. członków i nawiązujące do tradycji przedwojennego Związku Strzelców Litewskich. Otrzymują podstawowe wykształcenie wojskowe, przede wszystkim zaznajamiają się z obsługą broni. Część z nich przechodzi dodatkowe szkolenie i jest przygotowywana do bardziej specjalistycznych działań. W ostatnim czasie widoczny jest rozwój formacji ochotniczych, wspieranych także przez państwo, które przeznacza na ten cel spore środki. Zwiększony nabór do tych formacji rozpoczął się po 2014 r., kiedy Rosjanie zajęli Krym, a druga fala ruszyła po agresji na Ukrainę.

Odrębnym zagadnieniem jest bezpieczeństwo energetyczne, które obecnie ma szczególne znaczenie. Co w tym zakresie zrobiono na Litwie?

Kiedy Litwa wstępowała do Unii Europejskiej w grudniu 2009 r., musiała zamknąć swą elektrownię jądrową w Ignalinie. Wtedy 90 proc. energii elektrycznej musieliśmy kupować z Rosji, co ona wykorzystywała w różny sposób. Cena gazu ziemnego dla Litwy była o blisko połowę wyższa aniżeli dla Niemiec. W kolejnych latach Litwa starała się przeprowadzić dywersyfikację źródeł zaopatrzenia w energię. Był projekt budowy nowej elektrowni atomowej, ale go nie zrealizowano. Udało się natomiast szybko zbudować terminal dla odbioru LNG w Kłajpedzie. Umożliwia on przyjęcie 4 mld metrów sześciennych gazu rocznie i zabezpiecza potrzeby także innych krajów bałtyckich. Po jego wybudowaniu Gazprom od razu obniżył cenę swego gazu, gdyż stracił monopol i nie mógł już nam grozić zakręceniem kurka. Jednocześnie warto pamiętać, że Rosja w tym czasie rozwijała swoje projekty, które miały przygotować energetyczną niezależność obwodu kaliningradzkiego. Zbudowano tam zbiorniki na gaz, terminal do odbioru LNG, podobny do naszego, oraz nowe elektrownie węglowe i gazowe.

A dostawy energii elektrycznej także macie zabezpieczone?

Dzięki stworzeniu połączenia elektroenergetycznego z Polską oraz ze Szwecją mamy alternatywę. Po agresji na Ukrainę nie kupujemy energii elektrycznej od Rosji, podobnie jak inne kraje bałtyckie. Obecnie trwają prace nad zbudowaniem zintegrowanego systemu przesyłu prądu z Zachodu przez Polskę. Realizacja tego projektu zwiększy bezpieczeństwo energetyczne wszystkich krajów bałtyckich.

Co będzie miało decydujące znaczenie dla naszego bezpieczeństwa w najbliższej przyszłości?

Wiele będzie zależało od wyniku wojny, dlatego Zachód powinien zwiększyć pomoc i militarne wsparcie dla Ukrainy. Polska jest w tym względzie dobrym przykładem. Zachód nie może ulec złudzeniu, że jeśli wojna na Ukrainie się zakończy, będzie można wrócić do normalnych relacji z Rosją, gdyż żadnego niebezpieczeństwa z jej strony już nie będzie. Nic bowiem nie wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości Rosja stanie się krajem nastawionym na dobre relacje z sąsiadami, pozbawionym mocarstwowych ambicji. Musimy działać solidarnie. Powinien powstać zintegrowany system obrony wschodniej flanki NATO, gotowy do szybkiego działania. Rosja musi mieć pewność, że każde jej wrogie działanie na tym obszarze spotka się z natychmiastową i zdecydowaną reakcją całego Sojuszu. •

Liudas Zdanavičius

jest analitykiem Centrum Analiz Obronnych Litewskiej Akademii Wojskowej im. gen. Jonasa Žemaitisa w Wilnie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się