Nowy numer 44/2020 Archiwum

Bat na palących plastik

Szczecin. Gdy sąsiad po raz kolejny uraczył nas gryzącym dymem ze swojego komina, moja żona zadzwoniła do straży miejskiej z prośbą o interwencję.

– Nie mamy prawa wchodzić do domów i kontrolować, czym ludzie palą w piecach. Niech pani napisze pismo do wydziału ochrony środowiska. Jak pani napisze ze trzy razy, to przyjadą na kontrolę – usłyszała w słuchawce. Ręce jej opadły.

Okazuje się jednak, że jak się chce, to można znaleźć sposób na trucicieli. Prezydent Szczecina ma wkrótce wydać upoważnienie strażników miejskich do wejścia na teren prywatnych posesji i kontrolowania, czym ich właściciele opalają piece. Podstawą do tego jest art. 379 Ustawy o odpadach. Kto nie wpuści inspekcji, może zostać ukarany.

Kodeks karny przewiduje za to przestępstwo nawet 3 lata więzienia. Spalanie śmieci też jest karalne. Strażnik miejski może za to wlepić mandat w wysokości do 500 zł. Jeśli sprawa trafi do sądu, grzywna może wynieść nawet 5 tys. zł. Wyjątek od zakazu spalania śmieci to sytuacja, gdy pali się niewielkie ilości odpadów pochodzenia roślinnego, np. liście z przydomowego ogródka.

Podobną akcję już od niespełna 5 lat prowadzi Radom. O jej sukcesie najlepiej świadczy fakt, że liczba umów na wywóz śmieci wzrosła w tym czasie o ponad jedną czwartą, z prawie 13,5 tys. do ponad 18,5 tys.
Niestety, nie wszędzie tak jest. Najwyższy czas, by żądać od niedawno wybranych władz samorządowych, by skończyły z bezradnością wobec palących śmieci.

Prawo do położenia jej kresu mają: marszałek województwa, starosta oraz wójt, burmistrz lub prezydent miasta. Od ich decyzji zależy, czy będziemy musieli znosić gryzące, rakotwórcze dymy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama