Nowy numer 43/2020 Archiwum

Mubarak musiał odejść

Kair. Ludowy protest obalający arabskiego władcę to coś niebywałego. Rodzi się nowy świat i nie wiadomo jeszcze, jak on będzie wyglądał – tak wydarzenia na Bliskim Wschodzie komentuje arabista Stanisław Guliński.

Ustąpienie prezydenta Zin el-Abdin Ben Alego w Tunezji, a zwłaszcza przekazanie wojsku władzy w Egipcie to wydarzenia bezprecedensowe. Okazało się, że obywatele mogą wymusić poważne zmiany polityczne. Jakiekolwiek rządy nastaną, będą musiały brać to pod uwagę. Zdaniem eksperta, jeszcze większa od oddziaływania internetu jest siła informacyjnej telewizji Al-Dżazira.

– Dzięki niej Arabowie, nawet ze skłóconych z sobą krajów, zobaczyli siebie w jednym miejscu. Dlatego można mówić, że to była rewolucja Al-Dżaziry – uważa Stanisław Guliński. Według niego, odpowiedź na pytanie o ewentualne rozszerzenie niepokojów na kolejne kraje regionu jest bardzo trudne. Mówienie o arabskiej wiośnie ludów jest na razie przedwczesne.

Mówi się np. o zmianie rządu i reformach w Jordanii. Nie wiadomo jednak, czy dojdzie tam do poważniejszych demonstracji, bo Jordańczycy dobrze pamiętają, jak surowo armia stłumiła ich rewoltę w latach 1970–1971 (tzw. czarny wrzesień). Z kolei Algieria wykrwawiła się w latach 90., gdy w wojnie domowej zginęło tam 120 tys. ludzi. Niemniej w części krajów arabskich napięcie wisi w powietrzu, a przyszłość jest wielką niewiadomą.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama