GN 43/2020 Archiwum

Toyota uniewinniona

Motoryzacja. Po kilkunastu miesiącach dochodzenia okazało się, że to kierowcy, a nie samochodowa elektronika, są winni wypadkom, jakim na przełomie lat 2009 i 2010 ulegały samochody marki Toyoty w USA.

Administracja prezydenta Obamy zarządziła śledztwo po tym, gdy w mediach zaczęły pojawiać się informacje, że z powodu niesprawnej elektroniki samochody japońskiego producenta samoistnie przyspieszają. Niektórzy twierdzili, że winna jest nie elektronika, ale blokujący się pedał gazu. Po serii wypadków administracja USA zażądała, by Toyota zrobiła przegląd 8 mln samochodów sprzedanych w USA.

Toyota twierdziła, że nie znajduje żadnego błędu, ale w te zapewnienia nikt nie uwierzył. Co więcej, w kwietniu 2010 roku na koncern samochodowy została nałożona kara w wysokości 16,4 mln dolarów. Koncern zapłacił, by uniknąć awantury na sali sądowej. Płynące w świat informacje o przyspieszających samoistnie samochodach kosztowały koncern Toyoty majątek. Być może teraz będzie trzeba karę zwracać. Amerykańska komisja wspierana przez specjalistów z NASA uniewinniła Toyotę.

Po trwającym kilkanaście miesięcy śledztwie okazało się, że winni są kierowcy, a nie samochód. Dokładnie przeanalizowano 78 wypadków, w których uczestniczyły toyoty i których właściciele twierdzili, że auto zaczęło nagle przyspieszać. Tylko w jednym przypadku winny był samochodowy dywanik, który zaplątał się pod nogami kierowcy.

W pozostałych 77 to nie auto przyspieszało, tylko kierowca zamiast hamulca wciskał pedał gazu. Właścicielom innych marek samochodów zdarzają się podobne pomyłki, ale na fali medialnej histerii do mediów (i śledczych) szczególnie chętnie zwracali się właściciele toyot. Wyniki dochodzenia są kłopotliwe dla Białego Domu, chociażby dlatego, że amerykańskie śledztwo kosztowało podatników 1,5 mln dolarów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama