Nowy numer 3/2021 Archiwum

PiS - niepewność

Było inaczej niż trzy lata temu. Wtedy wszyscy od początku przeczuwali klęskę. Teraz nastroje zmieniały się z godziny na godzinę, wszystko mogło się zdarzyć.

Mamy dane z godz. 18 z exit polls: Komorowski 46 proc., Jarek 33… Niedobrze – słyszę co chwilę sztabowców przekazujących sobie nieznane jeszcze w mediach dane „z terenu”. – Jeśli tak rzeczywiście jest, to nie odrobimy tej straty w II turze – mówi mi anonimowo jeden z uczestników wieczoru wyborczego w sztabie Jarosława Kaczyńskiego w Hotelu Europejskim.

Na głównej scenie dwoją się i troją wodzireje tego wieczoru: Paweł Poncyliusz i europoseł Marek
Migalski. Elżbieta Jakubiak w nowej roli: tym razem to nie ona odpowiada na pytania dziennikarzy, ale sama prowadzi rozmowy z zaproszonymi gośćmi z komitetu honorowego Jarosława Kaczyńskiego. Wszystko w gustownie zaaranżowanym saloniku z meblami z okresu dwudziestolecia międzywojennego
oraz portretami i popiersiami marszałka Piłsudskiego. Wieczór wyborczy to dobry moment, by zobaczyć przekrój ideowy i polityczny, jaki jednoczy się wokół kandydata. Jest rozmowna prof. Jadwiga Staniszkis, skupiony Jan Olszewski, dyskutujący żywo Antoni Macierewicz, jest dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski i Dariusz Gawin z „Teologii Politycznej”.

Tuż po godzinie 20 wszyscy z nadzieją patrzą na pierwsze sondażowe słupki w TVP: według danych TNS OBOP nie jest tak źle, bo przewaga kandydata PO wynosi zaledwie kilka procent. – Zwyciężymy! Zwyciężymy! – kilkaset osób skanduje przez dobre dwie minuty. Po radosnych twarzach widać, że wszyscy tu odzyskali wiarę, że walka dopiero się zaczyna. Już za chwilę jednak uczucia są mieszane, bo TVN pokazuje swoje dane: przewaga kilkunastopunktowa.Na scenę wychodzi Jarosław Kaczyński. – Kluczem do ostatecznego zwycięstwa – bo te wybory nie są zakończone – jest nasza wiara, nasze przekonanie, że zwyciężyć można i trzeba – zagrzewał swoich zwolenników Kaczyński. I ukłon w stronę Grzegorza Napieralskiego: podziękował mu za propozycję „okrągłego stołu” w sprawie służby zdrowia.

Czy to puszczanie oka w stronę kandydata lewicy, żeby zgarnąć jego głosy w II turze? – pytam w kuluarach Marka Migalskiego. – Żadnego puszczania oka do Napieralskiego nie było – zapewnia
europoseł. – Trzeba będzie powalczyć o jego głosy, ale one nie mogą być po prosu przekazane w wianie,
to my musimy przekonać wyborców – dodaje. Wierzy, że nawet stratę 15 proc. można odrobić. – Po to jest kampania wyborcza, a mamy 12 dni. To pewnie będzie koszmar dla Komorowskiego, ale nie dla nas. Myślę, że ten smutek Platformy będzie jeszcze głębszy 4 lipca, a nasza radość większa – rzuca mi na koniec Migalski i dołącza z kapeluszem do Pawła Poncylisza, który przebrany za kowboja zmierza do słynnego plakatu z Garym Cooperem na tle logo „Solidarności”. Próbuję dopytać Marka Kuchcińskiego z PiS o to „oczko” w stronę Napieralskiego. – Sądzę, że zwolennicy socjaldemokracji sami przekonają się
i zobaczą, że program Jarosława Kaczyńskiego jest programem solidarnej Polski – mówi.

– Może socjaldemokratycznej? – dopytuję. – W pewnych elementach jest to program prospołeczny. Program liberalny PO to program dla bogatych. Myślę, że zwolennicy Grzegorza Napieralskiego to docenią – dodaje. Zaproszeni goście rozchodzą się z wyraźnie poprawionymi humorami. – Ooo! Atrakcyjny Kazimierz! – wodzireje pozwalają sobie na docinki pod adresem byłego premiera Marcinkiewicza, pojawiającego się na ekranie jednej z telewizji. Bardziej poważni komentatorzy i działacze nie pchają się pod scenę. Wolą porozmawiać na spokojnie przy kawie. Tym razem

« 1 »
DO POBRANIA: |
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama