Nowy numer 32/2022 Archiwum

Węgla zabraknie?

Rząd przygotował ustawę, która ma zagwarantować indywidualnym odbiorcom dostęp do węgla opałowego w cenie oferowanej w kopalniach. Od tego jednak węgla nie przybędzie. Jesienią może go zabraknąć.

Prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla Łukasz Horbacz przypomina, że w liście do premiera pod koniec kwietnia Izba przestrzegała, iż zabraknąć może nawet 11 mln ton węgla, w tym ok. 5 mln ton dla sektora komunalno-bytowego. Od tego czasu sytuacja się nie zmieniła. Nie ma węgla na składach i nie ma żadnych jego zapasów. To wynik tego, że nieomal z dnia na dzień zamknęliśmy dostawy z kierunków wschodnich. To działanie było uzasadnione rosyjską agresją na Ukrainę, ale spowodowało, że węgla zaczęło brakować. W odwecie Federacja Rosyjska zablokowała tranzyt węgla z Kazachstanu przez swoje terytorium, co deficyt pogłębiło.

Na pytanie, ile węgla sprowadzaliśmy ze Wschodu, prezes Horbacz odpowiada, że w ostatnich latach kupowaliśmy z tego kierunku między 10 a 17 mln ton. Przed rokiem ok. 10 mln ton. Z tego 80 proc. przypadało na Federację Rosyjską. Nikt jednak nie wie, ile w tym było węgla opałowego, gdyż takie statystyki nie były prowadzone.

Jeśli przyjąć, że cały polski rynek węgla opałowego to ok. 10 mln ton, a produkcja krajowa stanowiła w różnych okresach od 4 do 5 mln ton, to oznacza, że połowa używanego w Polsce węgla opałowego pochodziła z importu, głównie ze Wschodu. Teraz trzeba go będzie zastąpić surowcem kupowanym na innych rynkach. Rząd deklaruje, że tę lukę wypełni węglem m.in. z Kolumbii, Australii czy RPA. Prezes Horbacz zwraca jednak uwagę, że nie mamy pewności, czy będzie się on nadawał dla sektora komunalno-bytowego. – Z tego co wiem, w większości jest to miał węglowy. Można z niego odsiewać grubsze frakcje, ale generalnie jest on przeznaczony dla energetyki. Co najwyżej 20 procent węgla, który dotrze do nas przez porty, będzie mogło być wykorzystane przez indywidualnych odbiorców. Sytuacja jednak jest dynamiczna i wiele będzie zależało od tego, co i w jakim tempie będzie do nas przychodziło – dodaje.

Stare zaniedbania

Luki po rosyjskim węglu nie są w stanie szybko zasypać polskie kopalnie, na co składa się szereg przyczyn. Jednym z powodów obecnych problemów było zachowanie energetyki. W czasie pandemii na składach kopalń leżało ponad 6 mln ton węgla, a spółki energetyczne, chociaż go zakontraktowały, nie odbierały go, woląc kupować tańszy, głównie rosyjski węgiel. Kopalnie znalazły się na skraju bankructwa, a efektem było odgórne ograniczenie ich mocy produkcyjnej. W 2020 r. kopalnie należące do Polskiej Grupy Górniczej (dalej PGG) wydobywały 30 mln ton węgla, a do grup Tauron Wydobycie SA – 6 mln. Po podpisaniu w maju 2021 r. umowy społecznej regulującej zasady transformacji sektora górnictwa kamiennego i wyznaczającej 2049 r. na zakończenie eksploatacji węgla kamiennego koncernom górniczym nakazano zmniejszyć wydobycie o blisko 9 mln ton. Było to wymuszone aktualną sytuacją w górnictwie i polityką klimatyczną Unii Europejskiej, promującą dekarbonizację na całym kontynencie, m.in. poprzez stale rosnące koszty uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Na obniżenie wydobycia nałożyło się embargo na węgiel sprowadzony z Rosji i stąd obecne kłopoty.

Przestano kupować

Dostępność węgla to niejedyny problem, który musi być rozwiązany. Sejm 23 czerwca uchwalił ustawę „o szczególnych rozwiązaniach służących ochronie odbiorców niektórych paliw stałych w związku z sytuacją na rynku tych paliw”. Ma ona zagwarantować cenę węgla w wysokości 996 zł za tonę dla odbiorcy końcowego, a dla sprzedawców zwrot różnicy między ceną ukształtowaną przez rynek a ceną gwarantowaną. – Efekt jest taki – mówi prezes Horbacz – że od kilku tygodni indywidualni klienci wstrzymują się z zakupami. Nikt nie kupi teraz węgla za ponad 2 tys. zł za tonę, skoro słyszy, że wkrótce będzie mógł ją kupić za niecałe 1000 zł. W konsekwencji składy węgla i hurtownicy również wstrzymali się z zakupami. Firmy boją się, że nakupią drogiego węgla, który za miesiąc będzie konkurował z tym po 1000 zł za tonę. Obawiam się, że brak przygotowania do sezonu grzewczego, który odkłada nam się w czasie, może być bolesny dla naszych klientów – przestrzega. – Dlatego ważne jest zredukowanie niepewności i usunięcie paraliżu rynku. W sprawie programu dopłat do węgla i rekompensat chcemy jak najszybciej wiedzieć, kiedy i na jakich warunkach ten program będzie funkcjonował, aby móc wszystko obliczyć i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jestem tym zainteresowany – dodaje prezes.

Najtaniej przez internet

Obecnie węgiel najtaniej można kupić w sklepie internetowym PGG. – Obserwujemy ogromne zainteresowanie tą formą zakupu. Od początku roku sprzedaliśmy w ten sposób ponad 400 tys. ton węgla dla przeszło 100 tys. klientów – wyjaśnia rzecznik PGG Tomasz Głogowski. – Rok temu o tej porze sprzedawaliśmy w ten sposób kilkanaście tysięcy ton. W sklepie sprzedajemy węgiel dwa razy w tygodniu: we wtorki i czwartki od godz. 16 do wyczerpania posiadanych przez nas zapasów. Podczas tych sesji zakupowych jednorazowo przekazujemy do sprzedaży od 25 tys. do 40 tys. ton. Zainteresowanie jest ogromne. Bywały sytuacje, że w ciągu jednej sekundy w sklepie próbowało się logować ponad 100 tys. klientów – mówi T. Głogowski.

Poprosiłem go, aby opowiedział, jak wygląda procedura zakupu węgla w ich sklepie internetowym. – Przede wszystkim trzeba się zarejestrować na stronie sklepu internetowego PGG i podać swoje dane osobowe oraz dane do przelewu bankowego. Można kupić do 5 ton węgla na jedno gospodarstwo domowe na rok. W przypadku zakupów węgla luzem pomagamy także w jego transporcie. Na naszych stronach znajduje się baza danych firm przewozowych, z których usług można skorzystać. Z nimi ustala się termin odbioru i według mojej wiedzy ten system działa sprawnie. Oczywiście transport do miejsca przeznaczenia związany jest z dodatkową opłatą, którą pobiera przewoźnik – mówi rzecznik PGG. – Sprzedajemy także węgiel workowany i on możne być dostarczany w paletach specjalnym kurierem przez Pocztę Polską.

Bywały jednak sytuacje, że przy zakupach próbowano korzystać z automatycznych botów, a więc specjalnych programów komputerowych mających ułatwiać przeprowadzanie takich transakcji. – Mamy oprogramowanie przystosowane do tego, aby takie automatyczne transakcje odsiewać, i skutecznie udaje nam się to zjawisko zwalczać, ale prawdopodobnie nie da się go wyeliminować całkowicie – komentuje T. Głogowski.

Problemem jest jednak przestępcza działalność niektórych hurtowników, którzy zamawiają węgiel, posługując się nielegalnie posiadanymi danymi osobowymi. Było już zatrzymanie przez policję właścicieli składu opałowego z Małopolski, którzy ukradli dane prawdziwych klientów i posłużyli się nimi do logowania w sklepie internetowym PGG. – Przestrzegamy naszych klientów, aby zawsze transakcji w sklepie internetowym dokonywali osobiście i nigdy nie korzystali z ofert jakichś pośredników, udostępniając im własne dane osobowe w zamian za ułatwienie zakupu, gdyż stwarza to wielkie pole do nadużyć.

Powstanie nowa sieć

PGG pokrywa zapotrzebowanie na węgiel dla indywidualnych odbiorców w ok. 45 procentach. Pozostałymi dostawcami węgla opałowego są kopalnie skupione w grupach Węglokoks i Tauron oraz prywatne firmy. Poza sklepem internetowym PGG prowadzi sprzedaż gotówkową na kopalniach, ale stanowi ona obecnie znikomy procent całości operacji handlu węglem. Z większymi podmiotami gospodarczymi, m.in. prowadzącymi duże składy węglowe, PGG ma podpisane umowy i na tej podstawie kupują one węgiel. – Całość naszej produkcji jest obecnie sprzedawana odbiorcom indywidualnym poprzez sklep internetowy, autoryzowane przez nas punkty sprzedaży oraz bezpośrednio na kopalniach – przekonuje rzecznik Głogowski. W tej chwili PGG posiada ok. 174 takich autoryzowanych punktów. Jednym z pomysłów na utrzymanie niskiej ceny węgla są składy franczyzowe autoryzowane przez PGG, co miałoby gwarantować, że cena surowca będzie u nich zbliżona do tej, jaką oferuje kopalnia. – Ogłosiliśmy nabór kwalifikowanych dostawców węgla i zakończył się on 27 czerwca br. Zainteresowanie było duże, trwa weryfikacja zgłoszeń – wyjaśnia Tomasz Głogowski. Zależało nam na niewielkich rodzinnych firmach, działających na terenie całego kraju, mających odpowiedni potencjał do prowadzenia takiej działalności: posiadających ogrodzone składy węglowe, samochody odpowiedniej ładowności, legalizowane wagi i inne urządzenia techniczne oraz możliwości transportu węgla do klientów indywidualnych. Dzięki temu będziemy mieć pewność jakości naszego surowca, tego, że nie będzie on mieszany z jakimiś gorszymi gatunkami węgla, oraz będziemy w stanie zagwarantować indywidualnym odbiorcom najbardziej korzystną cenę, a więc cenę producenta. Właściciele tych składów nie będą mogli sprzedawać naszego surowca w cenach komercyjnych, tylko zbliżonych do tych, które oferujemy w sklepie internetowym, a więc ok. 1000 zł za tonę plus jakaś niewielka marża.

Być może drogi węgiel kupiony za granicą pozwoli przetrwać zimę, ale w dłuższej perspektywie trzeba wrócić do eksploatacji surowca krajowego. Tego jednak nie da się zrobić z dnia na dzień. Przygotowanie nowych ścian jest kosztowne, wymaga czasu i odpowiedniego przygotowania. Wiele kopalń odczuwa także deficyt rąk do pracy, gdyż przez ostatnie lata górników stale ubywało. Dlatego potrzebna jest nowa polityka energetyczna, która w sposób racjonalny pozwoli odbudować potencjał polskiego górnictwa, sztucznie duszony od wielu lat. Wymagać to jednak będzie zmiany umów społecznych z ubiegłego roku oraz zgody Brukseli. To trudne zadanie, ale jeśli politycy go nie wykonają, węgla w Polsce będzie brakować – nie tylko tej zimy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama