Nowy numer 33/2022 Archiwum

Po prostu Benedykt

Wskazywali na nią papieże różnych epok. Zwłaszcza wtedy, gdy wierzący zapominali o Bogu, a Europa spowita była mrokami grzechu. Napisana dla mnichów, służy wszystkim. Reguła Benedykta niezmiennie przypomina o tym, aby „niczego nie przedkładać nad miłość do Chrystusa”.

1 kwietnia 2005 roku. Pierwszy piątek miesiąca. Kardynał Ratzinger odwiedza Jana Pawła II. Ma świadomość, że to ich ostatnie spotkanie. Milczącego papieża prosi o błogosławieństwo. Chwilę później udaje się do Subiaco. Wygłasza tam referat „Europa Benedykta w kryzysie kultur”. Pretekstem jego wystąpienia jest tocząca się dyskusja na temat umieszczenia w preambule tzw. konstytucji europejskiej odniesienia do Boga (invocatio Dei). Nazajutrz – 2 kwietnia 2005 roku – odchodzi nieodżałowany Jan Paweł II. Po bardzo krótkim konklawe kard. Ratzinger zostaje 265. papieżem w historii Kościoła. Nie wybiera – jak niektórzy przypuszczali – imion Jan Paweł (III), lecz Benedykt.

By uniknąć wojny

Papież Ratzinger nigdy publicznie nie wyjaśnił, jak bardzo wizyta w Subiaco w przeddzień śmierci Jana Pawła II wpłynęła na wybór jego papieskiego imienia. Nie ulega jednak wątpliwości, że w drodze życia i regule św. Benedykta dostrzegł on antidotum dla poharatanego chrześcijaństwa i kiepskiej kondycji duchowej Europy przełomu XX i XXI wieku. „Potrzebujemy ludzi takich jak Benedykt z Nursji, który w czasach degradacji i upadku zagłębił się w skrajnej samotności i potrafił – po wielu duchowych oczyszczeniach, jakie musiał przeżyć, aby wspiąć się ku światłości – powrócić i założyć Monte Cassino, miasto na górze, które po wielu zniszczeniach zjednoczyło siły, z których powstał nowy świat” – mówił, jeszcze jako kardynał, w Subiaco. To tam św. Benedykt żył przez trzy lata w całkowitej samotności. W grocie. Był to dla niego czas dojrzewania; zmagania się z trzema podstawowymi pokusami: autoafirmacji i stawiania siebie w centrum, zmysłowości oraz gniewu i zemsty. Dopiero po ich pokonaniu i uzyskaniu pokoju w duszy podjął decyzję o założeniu pierwszych klasztorów w dolinie Anio nieopodal Subiaco. Regułę zakonną napisał już u kresu swego życia.

Do wyboru imienia Benedykt XVI nawiązał w katechezie wygłoszonej podczas swej pierwszej audiencji generalnej 27 kwietnia 2005 roku w Watykanie. Odwołał się do dwóch postaci – św. Benedykta z Nursji oraz do jednego ze swoich poprzedników na Stolicy Piotrowej – Benedykta XV. „Zdecydowałem, że będę się nazywał Benedykt XVI – stwierdził – by nawiązać do postaci czcigodnego papieża Benedykta XV, który przewodził Kościołowi w okresie zamętu spowodowanego przez I wojnę światową”. Giacomo della Chiesa, bo o nim mowa, kierował Kościołem w latach 1914–1922. Papież z Niemiec dostrzegł w nim „mężnego i prawdziwego proroka pokoju”, który „z wielką odwagą czynił wszystko, co możliwe, najpierw, by uniknąć dramatu wojny, a następnie – by ograniczyć jej zgubne skutki”. Dlaczego taki wybór? „Idąc w jego ślady, pragnę, aby moja posługa przyczyniła się do pojednania i zgody między ludźmi i narodami, bo jestem głęboko przeświadczony, że wielkie dobro pokoju jest przede wszystkim darem Bożym, kruchym niestety i drogocennym, o który należy prosić, którego trzeba strzec; pokój musi być budowany dzień za dniem z udziałem wszystkich ludzi” – powiedział były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, jakby wyczuwał napięcia panujące w ówczesnej Europie, dziś zranionej dramatem wojny w Ukrainie.

Osamotniony papież

Benedykt XV był pierwszym papieżem w dziejach Kościoła i świata, który doświadczył wojny globalnej. Stanowiła ona bezprecedensowe zagrożenie dla ludności cywilnej. W swoich wypowiedziach I wojnę światową nazywał „samobójstwem cywilizowanej Europy”. „Czy cywilizowany świat musi zamienić się w pole pełne trupów? Czy pchana szaleństwem Europa ma zadać sobie samobójstwo” – pytał zaniepokojony. Wiedział, że dążenie do pokoju jest wysiłkiem heroicznym, wymagającym ogromnego zaangażowania i nie tyle siły oręża, ile raczej siły wiary i dialogu – „moralnej siły prawa”. Tyle że w tym wołaniu był osamotniony. Bo jako jedyny – w obliczu ogarniętych nacjonalistycznym szaleństwem narodów, przywódców politycznych, a nawet hierarchów kościelnych – nieprzerwanie wzywał do zaprzestania walk. 1 sierpnia 1917 roku wystosował nawet specjalną notę do rządów państw walczących, proponując im zawarcie pokoju na warunkach sprawiedliwości, a nie na zwycięstwie militarnym. Po ludzku poniósł klęskę. Ale po zakończeniu wojny w Pacem, Dei munus, pierwszej w historii Kościoła encyklice w całości poświęconej tematowi pokoju, podkreślił, że to właśnie przesłanie chrześcijaństwa jest Ewangelią pokoju. W podobnym duchu wypowiedzą się Jan XXIII w encyklice Pacem in terris z 1963 roku, Sobór Watykański II i kolejni papieże aż po Franciszka. Benedykt XV jako prekursor teologii pokoju i z powodu wielu inicjatyw pokojowych podczas I wojny światowej zyskał miano „papieża pokoju”.

Benedykt XV, diagnozując kondycję kultury europejskiej w czasach swojego pontyfikatu, wskazywał na ignorowanie nauczania Ewangelii, pogardę względem Chrystusa i Jego Kościoła, niepohamowane dążenie do niezależności i wszechogarniającą pychę. Jednak przyczyn odejścia Europejczyków od zasad chrześcijańskiej mądrości papież upatrywał przede wszystkim we wrogim Kościołowi laicyzmie.

Przeciwko Bogu

Niemal sto lat później podobną diagnozę wystawił kulturze europejskiej Bene- dykt XVI, przestrzegając przed „wygaszaniem obrazu Boga” w sferze publicznej, kulturą relatywizmu oraz niebezpieczeństwem braku równowagi pomiędzy technicznymi możliwościami a siłą moralną. Wysunięty przez niego postulat nawiązujący do zakładu Pascala jest zachętą skierowaną w głównej mierze do agnostyków, by żyli tak, jakby Bóg istniał, skoro nie można udowodnić naukowo Jego nieistnienia. Papież Ratzinger zauważył, że w Europie „negatywne świadectwo chrześcijan, którzy mówili o Bogu, a żyli przeciwko Niemu, przysłoniło Jego obraz i otworzyło drzwi dla niewiary”. Jako jedną z konsekwencji wskazał zepchnięcie Boga na margines i życie tak, jak gdyby Go nie było. Diagnoza papieża z Niemiec wystawiona Europie chwilę przed jego wyborem na Stolicę Piotrową zwraca uwagę na konieczność powrotu do reguły św. Benedykta. Przyszły Ojciec Święty mówił, że potrzeba dziś „ludzi, którzy za pomocą oświeconej i przeżywanej wiary uczyniliby Boga wiarygodnym w tym świecie (…), którzy mieliby spojrzenie skierowane ku Bogu, ucząc się od Niego prawdziwego człowieczeństwa; których umysł byłby oświecony światłem Bożym i którym Bóg otwierałby serce, tak aby ich intelekt mógł przemówić do intelektu innych, a ich serce mogło otworzyć serca innych; tylko przez ludzi, którzy zostali dotknięci przez Boga, Bóg może zwracać się do ludzi”.

Co ciekawe, w historii papiestwa i w ogóle Kościoła, zwłaszcza zachodniego, do Benedykta z Nursji odwoływano się często. Nie tylko dlatego, że wielu papieży, zwłaszcza przełomu wieków X i XI, zainspirowanych życiem twórcy zachodniego monastycyzmu wybierało imię Benedykt, ale przede wszystkim dlatego, że życie tego świętego i napisana przez niego reguła mimo zmieniających się okoliczności pachną świeżością, zaskakują uniwersalnością i aktualnością. Nie o mnichów tu tylko chodzi, chociaż także, ani o życie monastyczne – mimo że i ono jest ważne – ale o wszystkich ochrzczonych, zarówno świeckich, jak i duchownych. Benedykt z Nursji to strateg życia chrześcijańskiego.

Nic nad Chrystusa

Papież Grzegorz Wielki, uważany powszechnie za „biografa” opata z Nursji, pisał o nim w „Drugiej Księdze Dialogów”. W 1964 roku w liście apostolskim Pacis nuntius („Zwiastun pokoju”) papież Paweł VI ogłosił go współpatronem Starego Kontynentu – ojcem i patronem Europy, obok świętych Cyryla i Metodego. To czas, kiedy Europa, mając już za sobą doświadczenia dwóch dramatycznych wojen światowych i wielkich ideologii – w rzeczywistości tragicznych utopii, szukała swojej tożsamości. Kuszona nową wizją świata bez Boga, nie do końca zdawała sobie jeszcze sprawę z tego, że w rzeczywistości potrzebuje odnowy – duchowej i etycznej – sięgającej jej chrześcijańskich korzeni. W tym kontekście Paweł VI wskazywał na Benedykta, jego życie i regułę.

Jan Paweł II w Benedykcie widział „znakomitego męża”, „Rzymianina”, „Europejczyka” i „apostoła królestwa Bożego”. W jego nauczaniu dostrzegł podwójne przesłanie – duchowe i społeczne. To drugie dotyczy przede wszystkim pokoju, bo „prawdziwy pokój człowiek może osiągnąć dopiero wtedy, gdy uświadomi sobie, że sprawy Boże są najważniejsze w życiu doczesnym, a jako zasadę postępowania przyjmie prawdę, że prawo Ducha stoi nad prawem materii”.

Gdy Benedykt XVI uzasadniał wybór swego imienia, przypomniał, że „patriarcha monastycyzmu zachodniego” miał ogromny wpływ na rozpowszechnienie się chrześcijaństwa na całym kontynencie, także w Niemczech, zwłaszcza w jego rodzinnej Bawarii. Wyjaśnił, że Benedykt „jest zasadniczym punktem odniesienia dla jedności Europy i z mocą przypomina o niezbywalnych chrześcijańskich korzeniach jej kultury i cywilizacji”. W wyborze imienia Benedykt kryje się niejako sprawdzony program chrześcijańskiego życia, będący odpowiedzią papieża i całego Kościoła na zjawisko porzucania Boga w życiu osobistym i społecznym. Benedykt XVI wskazywał na zalecenie opata z Nursji przekazane mnichom w regule: „Niczego nie przedkładać nad miłość do Chrystusa”.

Genialna reguła

Rzeczywiście, reguła benedyktyńska przyczyniła się do odnowy życia monastycznego i świeckiego. Droga życia, którą wyznaczył św. Benedykt, polega na wiernym i gorliwym szukaniu Boga przez miłość do Chrystusa i pokorę. Jej cechą charakterystyczną jest zachowanie równowagi – umiejętności połączenia samotności ze współżyciem z ludźmi, a modlitwy z pracą. Ta modlitwa – zauważa św. Jan Paweł II – jest osią, „wokół której obraca się codzienna rzeczywistość i całe życie benedyktyńskie”. Bo zasadniczo reguła sprowadza się do trzech elementów: modlitwy, pracy i ojcowskiego sprawowania władzy. I choć, ku zaskoczeniu wielu, św. Benedykt nie jest autorem hasła ora et labora (módl się i pracuj), to połączenie tych dwóch elementów życia – pracy i modlitwy – tak przez mnichów, jak i osoby świeckie, wyraża zaproponowaną przez niego drogę.

Papieże różnych epok wskazywali na regułę św. Benedykta przede wszystkim ze względu na jej uniwersalność, ale także na wspólne elementy łączące świat opata z Nursji z czasami im współczesnymi. Dość powiedzieć, że w świecie zachodnim przełom V i VI wieku charakteryzował się ogromnym kryzysem wartości i instytucji wskutek upadku Cesarstwa Rzymskiego, najazdów nowych ludów i upadku obyczajów. Genialna reguła św. Benedykta, nawiązująca do reguł wcześniejszych, istniejących w kulturze wschodniej, wywołała „duchowy ferment” w Europie. Z jednej strony dała początek monastycyzmowi zachodniemu, z drugiej – po zburzeniu stworzonej przez Cesarstwo Rzymskie wspólnoty politycznej – doprowadziła do utworzenia nowej „jedności duchowej i kulturowej – wspólnoty wiary chrześcijańskiej narodów Starego Kontynentu. „W ten właśnie sposób – zauważył Benedykt XVI – zrodziła się rzeczywistość, którą nazywamy Europą”.

Reguła św. Benedykta nie zastępuje Ewangelii. Podpowiada jednak, jak Boże słowo wprowadzić w czyn. W centrum stawia Boga. Uczy pokory i miłości bliźniego. Pomaga rozprawić się z pokusami. Uczy pokoju. W czasie wojny to lektura obowiązkowa. Nie tylko dla papieży czy mnichów. Benedykt proponuje fantastyczną „drogę życia”, której celem jest Bóg. Europa bardzo jej potrzebuje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama