Nowy numer 33/2022 Archiwum

Obrywy lodowe i skalne w Dolomitach nie są rzadkością - co jest ich przyczyną?

Na początku października w pobliżu Cortiny runął jeden z wierzchołków w masywie Croda Marcora. Góra jednak już od kilku dni dawała sygnały ostrzegawcze.

Jesienią 2021 r. miałem okazję spędzić cztery dni w Dolomitach, w położonym tuż obok Cortiny d'Ampezzo miasteczku San Vito di Cadore. Wieczorem w dniu wyjazdu, tuż przed wyruszeniem w drogę, wybraliśmy się  na pożegnalną pizzę. Wychodząc z lokalu, wprost naprzeciw monumantalnego szczytu Croda Marcora w grupie Sorapis, byłem świadkiem zapierającego dech w piersiach zjawiska: nagle w dół runął jeden z wierzchołków - Punta dei Ross. Tysiące ton skały oderwały się od reszty masywu i z zawrotną prędkością zaczęły pędzić w kierunku dna doliny. Zanim zdążyłem uruchomić aparat w smartfonie, większość oderwanych mas skalnych sunęła już po zboczu. Byli jednak tacy, którzy już od jakiegoś czasu obserwowali masyw i nagrali całe niebezpieczne widowisko:

Crollo Punta dei Ross Croda Marcora
VacanzeDolomiti.com

Zapewne polowali z obiektywami na większy obryw, bo już poprzedniego dnia z rejonie katastrofy można było zaobserwować mniejsze obrywy - te zdarzają się w Dolomitach dosyć regularnie. Jednak to, co wydarzyło się na Croda Marcora zaskoczyło nawet miejscowych. Gospodyni pensjonatu, w którym spędziliśmy te kilka dni, opowiedziała mi, że choć mieszka w tej okolicy całe życie, to takiej skali obrywu nie pamięta.

Wróćmy do samego momentu katastrofy: w krótkiej chwili uliczki miasteczka zapełniły się ludźmi, którzy wyszli obserwować rozwój sytuacji. Z dolinki pod ścianą masywu wzbiły się potężne tumany kurzu. Jak daleko dotrze lawina kamieni i czy osiągnie linię zabudowań? Trudno było przewidzieć na tym etapie. Jeszcze przed zmrokiem w rejon obrywu wystartował śmigłowiec, by zrobić wstępne oględziny. Na szczęście w tej katastrofie nikomu nie stała się krzywda. 

Zupełnie inny scenariusz miał niedzielny obryw lodowca w masywie najwyższego szczytu Dolomitów - Marmolady. Tysiące ton lodu z impetem spadły w dół zabijając i raniąc wielu znajdujących się na linii toru lawiny turystów. 5 z nich do dziś nie odnaleziono i być może nie uda się odnaleźć. 

Jak dochodzi do takich obrywów? Co jest ich powodem?

Wnikliwi obserwatorzy tego, co dzieje się w Dolomitach, mogli spodziewać się lodowcowych lawin w masywie Marmolady. Specjaliści glacjolodzy z Trydenckiego Stowarzyszenia Alpinistycznego obserwowali już od początku maja rekordowo wysokie temperatury w okolicach szczytu. Od 10 maja zanotowano zaledwie 6 dni z ujemną temperaturą, a przez wiele dni na wysokości 3300 m. słupek rtęci wskazywał ponad 5 st. Celsjusza. W efekcie lodowiec wytapiał się w szybkim tempie, a powstała w ten sposób woda tworzyła górskie rzeki podmywające podstawę lodowca. Jak to wpływa na stabilność lodu można sprawdzić w prosty sposób, w domowym doświadczeniu, podlewając bryłkę lodu strumieniem wody. Na Marmoladzie do tego doszła działająca na ogromne masy lodowe grawitacja w efekcie czego po podmyciu podstawy lodowca doszło do obrywu i wszystko to ruszyło w dół z prędkością dochodzącą do 300 km/h.

Warunki sprzyjające obrywom skalnym są nieco inne niż te, w których kruszy się lodowiec. W przypadku obrywów takich jak ten na Croda Marcora, podstawową przyczyną jest erozja i wietrzenie skały. Znaczenie mają też czynniki takie jak duże i gwałtowne zmiany temperatury, lub długotrwałe mrozy, które wewnętrznie rozsadzają skałę. W przypadku obrywu w San Vito di Cadore do katastrofy doszło po kilku dniach nagłego spadku temperatur po gorącym lecie.

Obrywy w górach są zjawiskiem naturalnym, jednak zmiany związane z ociepleniem klimatu mogą znacznie przyspieszyć procesy, które są ich przyczyną. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze