Nowy numer 18/2021 Archiwum

"Gość Niedzielny" przed sąd

POZEW SĄDOWY. Za nazywanie przez „Gościa” aborcji zabójstwem będę musiał prawdopodobnie odpowiedzieć przed sądem. Odpowiem, bo uważam, że mówienie o rzeczach oczywistych jest obowiązkiem przyzwoitych ludzi.

Pani Alicja Tysiąc pozwała do sądu mnie i wydawcę „Gościa Niedzielnego”, czyli Archidiecezję Kato-wicką, za naruszenie dóbr osobistych. Tak wynika z notatki zamieszczonej w „Gazecie Wyborczej” 8 lipca br. Pozew miał trafić do Sądu Okręgowego w Katowicach w piątek 4 lipca. Piszę „miał”, bo do chwili zamknięcia tego numeru nie otrzymałem żadnej oficjalnej informacji. Zatem opieram się tylko na doniesieniach prasowych.

Za co to odszkodowanie?
Artykuł w „Wyborczej” ukazał się pod tytułem: „Proces za »niedoszłą morderczynię«”. Tytuł intrygują-cy, ale wprowadzający w błąd. Nigdy w „Gościu” nie nazwaliśmy pani Alicji Tysiąc „niedoszłą morderczynią”. Owszem, odniosłem się do decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu z jesieni zeszłego roku, nakazującej rządowi polskiemu wypłacenie pani Tysiąc odszkodowania za… No właśnie, za co? Przypomnę: pani Alicja Tysiąc chciała dokonać aborcji. Mówiąc precyzyjniej, chciała zabić własne dziecko. Na szczęście nie udało się jej. Jeżeli ktoś uważa, że nazywanie aborcji zabójstwem jest nadużyciem lub „mową nienawiści” – jak sugeruje mecenas Marcin Górski, pełnomocnik Alicji Tysiąc – niech sięgnie do encykliki Jana Pawła II „Evangelium vitae”. Znajdzie tam takie zdanie: „Żadne słowo nie jest w stanie zmienić rzeczywistości: przerwanie ciąży jest – niezależnie od tego, w jaki sposób zostanie dokonane – świadomym i bezpośrednim zabójstwem istoty ludzkiej”.

Jaja wróbli ważniejsze
A co takiego napisałem, że uznano moje słowa za podstawę pozwu sądowego? Komentując wspomniany wyrok, stwierdziłem: „W konsekwencji pani Tysiąc otrzyma 25 tys. euro odszkodowania, plus koszty postępowania, za to, że nie mogła zabić swojego dziecka. Mówiąc inaczej, żyjemy w świecie, w którym mama otrzymuje nagrodę za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono” (GN 40/2007, s. 3). Nie wycofuję się z tych słów. Nawet gdybym chciał, w imię prawdy nie mogę. Bo prawda jest taka, że lekarze ustrzegli kobietę przed zabiciem swojego dziecka, za co ona zażądała odszkodowania i otrzymała je. A teraz jeszcze chce ciągać po sądach tych, którzy nazwali rzecz po imieniu. To nie jest normalny świat. W tym świecie jajo wróbla okazuje się ważniejsze od nienarodzonego dziecka. Naprawdę! Zgodnie z ustawą z 16 kwietnia 2004 roku o ochronie przyrody i z rozporządzeniem Ministra Ochrony Środowiska Naturalnego z 29 września 2004 roku w sprawie gatunków dziko występujących zwierząt objętych ochroną, istnieje w Polsce zakaz niszczenia jaj ptaków, w tym pospolitych wróbli. Wniosek: jeszcze nie wyklute wróble podlegają całkowitej ochronie (zresztą słusznie), natomiast nienarodzone dzieci nie są objęte pełną ochroną prawną, wskutek czego w pewnych okolicznościach można je niszczyć. Czy to jest normalny świat?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama