Nowy numer 24/2018 Archiwum

Kto zdemoralizował malucha?

Osobista wolność sześciolatka jest sprawą świętą, nienaruszalną i wszyscy o tym wiedzieć powinni.

Ile lat musi mieć dziecko, by poznać kuszący smak wolności? Podobno nawet niemowlaki coś o tym wiedzą. Z obserwacji i opowiadań zaprzyjaźnionych mam i tatusiów wiem, że pierwsza „deklaracja niepodległości” składana jest przez malca, zanim skończy pierwszy rok życia. Ale zaskoczyli mnie rodzice rezolutnego kawalera w wieku zerówki. Chodziło o niedzielną Mszę, a rodzina praktykujących katolików – co należy podkreślić. „Nie!”. Na perswazje wzburzony odpowiedział: „Ograniczacie moją wolność!”, za którym to okrzykiem kryło się zdecydowane przekonanie, że osobista wolność sześciolatka jest sprawą świętą, nienaruszalną i wszyscy o tym wiedzieć powinni.

Jestem przekonany, że to nie sześciolatek wymyślił wolnościowe hasło. Usłyszał. Zrozumiał. Zapamiętał. Oczywiście – w oderwaniu od mniej wygodnego i trudniejszego hasła, które nakazuje szanować wartości i zasady. Nieistotne nawet, jakie zasady – bo jakie by nie były, wolność ograniczają. Czy nie byłoby lepiej, gdyby to miłe stworzonko wzrastało w tym wieku w świecie klocków i misiów? Na wolnościowe zrywy czas wtedy, gdy przychodzi zrozumienie obowiązków. Kto zdemoralizował malucha?

Inna, z tej samej bajki historyjka. Ferie, wnuczka u babci. Lat dziesięć. Zamiast na sanki, lepić bałwana i tłuc chłopaków przed osiedlowym blokiem – nosek przyklejony do telewizora. Film był zdecydowanie wyzwolony od jakichkolwiek zahamowań. Babcia wiedząc, że kategorycznym „wyłącz to!” niczego nie ugra, zapytała dyplomatycznie: „Po co ci ten film?”. I chciała kontynuować. Wnuczka przerwała słowami: „Babciu, ja już nie jestem małe baby”. Babcia zrozumiała, co gorsze – zaniemówiła. Kto oszukał małą, że już jest dorosła?

Dla babci, dla rodziców były to sytuacje zaskakujące, dlatego z przejęciem i niepokojem o tym opowiadali. Słuchałem też z przejęciem i niepokojem. Bo jako stróż Dekalogu i Ewangelii, stróż wartości ludzkich o Bożym rodowodzie, nieraz już byłem bezsilny wobec destrukcji myślowego świata dzieci. Bo jest to rozbicie ich świata wartości, ich punktów odniesienia. Destrukcja, która ma miejsce, zanim zdążyły się ukształtować ich sumienia. Czy to będzie do naprawienia? Doświadczenie pedagoga mówi mi, że tylko z wielkim trudem. Nadzieja duszpasterza podpowiada, że co po ludzku niemożliwe, jest możliwe dla Boga. I byle zdążyć przed demoralizatorami!

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji