Nowy numer 44/2020 Archiwum

Dobre skutki awarii telewizora

Media straszą nas albo wymyślają rozrywkę, na którą nikt w normalnym życiu nie miałby ochoty. Ale coraz częściej wywołują jedynie ziewanie

Na chwilę tylko pojawiam się w tym oknie, bo pan profesor Maciej Sablik poważnie zachorował. Mamy jednak nadzieję, że bardzo szybko tu wróci, czego mu życzymy, pamiętając o nim w modlitwie.
A tymczasem, odsuwam zasłony, rozglądam się. Ludzie wracają z niedzielnej Mszy i wrzucają pieniądze do skarbonek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zziębnięci wolontariusze uśmiechają się, choć mogliby narzekać, chociażby na pogodę. Jacyś zakochani idą, trzymając się za ręce. Pies szczeka na obojętnego gawrona. Pada śnieg.

Na szczęście zepsuł mi się telewizor, więc mogę oglądać to reality show za oknem. I trochę się uspokajam. Bo jeszcze wczoraj mój obraz świata był zupełnie inny: rakiety uderzały w Strefę Gazy, Rosjanie zakręcali gaz, a Janusz Palikot wyzywał Grażynę Gęsicką od najgorszych. To oczywiście też działo się naprawdę, podobnie jak ustawki kibiców pod moim blokiem, jednak rzecz tkwi w proporcjach. Oglądając telewizję, można odnieść wrażenie, że świat jest nieustanną walką, w której nie ma miejsca na radość, życie rodzinne i dobre słowo. Nawet zwykła prognoza pogody coraz częściej straszy nas kataklizmami – jak nie dziura ozonowa, to znów globalne ocieplenie. Tak jakby nigdy wcześniej w historii nie zdarzały się cieplejsze lata. Zresztą, kto by tam myślał o globalnym ociepleniu, kiedy wolontariuszom Orkiestry kostnieją ręce i odmarzają nosy. Tylko ich obecność za oknem zgadza się z tym, co można wypatrzyć w oknie telewizora. Ale takie cuda zdarzają się raz w roku.

Jarosław Marek Rymkiewicz powiedział kiedyś, że obraz Polski przekazywany w mediach jest kłamstwem, bo oglądamy go z perspektywy warszawskich czy krakowskich elit, które o życiu polskim wiedzą bardzo mało albo nie wiedzą nic. Tymczasem „Polacy kochają się i pracują, rodzą się im dzieci. Mieszkają w swoich własnych domach ze swoimi własnymi zwierzętami i darzą się wzajemną miłością. Koty i psy śpią u ich stóp. Potem wszyscy umierają – to także jest dobre” – mówi pisarz. Myślę, że można to rozszerzyć na obraz świata w ogóle. Patrzymy na niego z perspektywy mediów, które za wszelką cenę chcą przyciągnąć naszą uwagę. Straszą nas albo wymyślają rozrywkę, na którą nikt w normalnym życiu nie miałby ochoty. Ale zaszokować jest coraz trudniej, dlatego – przynajmniej u mnie – telewizja coraz częściej wywołuje ziewanie.

Za moim oknem nie ma (na szczęście) Palikota, nikt się publicznie nie obnaża, żadne gwiazdy nie tańczą na lodzie. Co najwyżej dzieci czasem robią sobie ślizgawkę. Chętnie poślizgałbym się z nimi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także