GN 48/2020 Archiwum

UEFA broni szefa

Kolejny rząd bierze się za Polski Związek Piłki Nożnej, ale ten związek jest trwalszy od Związku Radzieckiego

Banki padają, glob się ociepla, ceny ropy szaleją, ale u nas w telewizji, radiu i gazetach, rano, wieczór, we dnie, w nocy – przede wszystkim o piłce nożnej. Kolejny rząd bierze się za Polski Związek Piłki Nożnej, ale ten związek jest trwalszy od Związku Radzieckiego. Ministrowie sportu, którzy zadarli z jego władzami, kończą dość kiepsko: jednego zastrzelili, drugiego wsadzili do więzienia. Trzeci ryzykuje ściągnięcie na siebie gniewu narodu, a nawet dwóch narodów: bo jakby nam odebrali Euro 2012, to husaria wraz z Kozakami wbije ministra Drzewieckiego na pal, uprzednio czyniąc mu inne nieprzyjemności.

Osobiście bardzo jestem przywiązany do obecności naszych piłkarzy we wszelkich rozgrywkach, kocham ich nawet, gdy przegrywają. A może zwłaszcza wtedy, gdy przegrywają, bo przecież wtedy cieszymy się z każdej ewentualnej wygranej, na przykład z historycznej wiktorii na polach San Marino (nawiasem mówiąc, byłem w San Marino i naocznie stwierdziłem, że jedyny w miarę płaski teren w tym państwie, które zasadniczo jest kawałkiem góry, to parking przed siedzibą władz, więc nie wiem, gdzie oni grali). Włosi, Francuzi czy Hiszpanie w ogóle nie mają powodu do takich radości, oni mogą się tylko smucić, gdy przypadkiem przegrają.

Dlatego groźba wykluczenia naszych zespołów z rozgrywek musi martwić. Jeszcze bardziej martwi groźba odebrania mistrzostw Europy, bo byłby to dodatkowy pretekst do zawieszenia budowy autostrad. Skoro mowa o pretekstach, to zdaje mi się, że właśnie kwestia Euro 2012, na które wielu w Europie ma chrapkę, jest najważniejsza w tej całej historii. Pod pretekstem zamieszania w Polsce UEFA przekaże prawo do organizacji mistrzostw komuś godniejszemu. Z drugiej strony taka decyzja pozwoliłaby naszemu rządowi wyjść z twarzą z kłopotliwej sytuacji – nie jest bowiem jasne, czy taką imprezę da się w ogóle u nas zorganizować.

Niemniej piłkarska zawierucha, podczas której działacze powtarzają gesty znane z wcześniejszych prób wprowadzenia ładu, również mnie skłania do powtórzeń. Pytam więc: kto w Polsce sprawuje pieczę nad używaniem narodowych symboli? Dlaczego reprezentacja związku sportowego, który ma w głębokim poważaniu władze państwa, występuje z herbem tego państwa na piersiach i dlaczego przed jej występami słuchamy polskiego hymnu? Niech im Rubik napisze hymn, a na koszulkach niechaj noszą kurę albo lisa – wtedy UEFA może bronić działaczy jak niepodległości. Dobrze by też było, żeby prezes Listkiewicz sam zbierał do kapelusza pieniądze na Euro, zamiast wyciągać je z kieszeni podatników.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także