Nowy numer 47/2020 Archiwum

Zbrodnia uświęcona

Kto pierwszy robił mydło z ludzi i spodnie z ludzkiej skóry? Wodzowie rewolucji francuskiej. Ci sami, którzy mieli usta pełne okrągłych zdań o wolności, równości i braterstwie ludzi. A jednak 14 lipca Francja znów czci ludobójców jako bohaterów narodowych.

We francuskich szkołach dzieci nie uczą się o zbrodniach rewolucji. – W podręcznikach mamy tylko krótki rozdział poświęcony przymuszaniu ludu siłą do zaakceptowania rewolucji. Ale bez szczegółów – mówi Laurent Nal, Francuz, który mieszka w Polsce. – Francuzi najczęściej nie wiedzą o rewolucyjnych zabójstwach, o paleniu miejscowości. Często nie wiedzą nawet, gdzie leży Wandea – mówi. A Wandea to prowincja na zachodzie Francji, nad rzeką Loarą. Tutaj w 1793 roku w obronie wiary i króla zwykli chłopi chwycili za widły, kosy i myśliwskie fuzje. Rewolucjoniści potraktowali ich powstanie jak osobistą zniewagę. Twierdzili przecież, że wyzwolili lud od tyranii króla... Do prowincji wkroczyła więc rewolucyjna armia. Za kolumnami wojska toczyły się wozy wyładowane siarką. Żołnierze palili wsie i miasta. Mordowali całymi tysiącami kobiety, mężczyzn i dzieci. Zabijali okrutnie. Zginęło około 117 tys. ludzi, czyli jedna siódma ludności prowincji.

Rzeź inwalidów
Mimo to co roku 14 lipca, czyli w święto rewolucji francuskiej, nad Paryżem eksplodują fajerwerki. Tłum na Polach Elizejskich wiwatuje na widok defilady. Rozradowani paryżanie nie zdają sobie jednak sprawy, że czczą jedno z najbardziej zbrodniczych wydarzeń w historii świata. To trochę tak, jakby Niemcy świętowali dzisiaj dojście Hitlera do władzy. Hitlerowcom udało się zabić więcej ludzi od francuskich rewolucjonistów zapewne tylko dlatego, że w XX wieku znano już cyklon B i karabiny maszynowe. Francuzi wyparli to ze swojej historycznej pamięci. A niektórzy usprawiedliwiają rewolucjonistów, twierdząc, że dla dobrego celu warto stosować krwawe środki.

We francuskich dziejach roi się od przykładów bohaterstwa i poświęcenia dla ojczyzny, jest mnóstwo błyskotliwych zwycięstw. Mimo to Francja wybrała sobie na święto narodowe niezbyt chwalebne zdobycie Bastylii przez lud Paryża, właśnie 14 lipca 1789 roku. Bastylia nie była już wtedy twierdzą, tylko zwykłym więzieniem o lekkim rygorze. Pilnowało jej zaledwie 30 Szwajcarów i 80 inwalidów wojennych. Szybko się poddali, gdy rewolucjoniści obiecali, że puszczą ich wolno. Kiedy jednak tylko oddali broń, oszalały tłum rzucił się na nieszczęsnych inwalidów. Część z nich została na miejscu zamordowana. Paryżanie wlekli ulicami ich dowódcę, a potem nosili jego głowę zatkniętą na pice.

Paryski lud zasmakował w krwawych widowiskach. Wkrótce na placach stanęły gilotyny. Po bruku potoczyły się głowy króla, królowej, tysięcy wrogów republiki. Kiedy zabrakło pod ręką wrogów, jedni rewolucjoniści ucinali głowy innym rewolucjonistom, w myśl zasady, że „rewolucja zjada swoje dzieci”. W czasie najbardziej krwawego „Wielkiego Terroru” gilotyny nie nadążały z zabijaniem skazanych, a ulicami płynęły strugi krwi. We Francji podczas rewolucji zginęło ponad pół miliona ludzi. Drugie tyle zmarło z głodu i chorób. Tymczasem w całym państwie żyło wtedy zaledwie 27 mln ludzi.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama