Nowy numer 48/2020 Archiwum

Letni dzień na umieranie

Jak to się stało, że w rok po zakończeniu wojny, w Polsce, w której niemal wszyscy żydowscy obywatele zostali wymordowani przez Niemców, doszło do napaści na tych nielicznych, ocalałych z zagłady?

1 lipca zaginął 9-letni chłopiec, o czym jego ojciec tego samego dnia wieczorem zawiadomił milicję. Chłopiec odnalazł się 3 lipca i według jednej z wersji wydarzeń okazało się, że samowolnie, przygodnie zatrzymaną furmanką, pojechał do krewnych mieszkających na podkieleckiej wsi. Jednak ojciec chłopca, zgłaszając na posterunku milicji fakt jego odnalezienia, zeznał równocześnie, że syn był przetrzymywany w piwnicy domu przy ulicy Planty przez jednego z mieszkających tam Żydów. W feralny czwartek 4 lipca około godz. 8.00 rano kilku milicjantów wraz z chłopcem i jego ojcem wyruszyło z posterunku do znajdującego się w pobliżu domu na ulicy Planty i tam aresztowało wskazanego przez chłopca mężczyznę.

Dotąd nic jeszcze nie zapowiadało tragedii. Przewodniczący miejscowego Komitetu Żydowskiego interweniował na posterunku milicji, domagając się uwolnienia aresztowanego i zapewniając, że w budynku na ulicy Planty w ogóle nie ma piwnicy. Dowódca posterunku wysłał więc kilkuosobowy patrol, aby wyjaśnił wszystkie okoliczności wydarzenia. Milicjanci pobieżnie przeszukali dom, ale w tym czasie na podwórzu i na ulicy gromadziło się coraz więcej gapiów, obserwujących działania milicji. Napięcie rosło, przybyła kolejna grupa milicjantów oraz cywilnych funkcjonariuszy UB, podjęto też pierwszą próbę rozproszenia gromadzącego się tłumu.

Około godz. 10.00 wydarzenia tracą swój logiczny sens, nie sposób ustalić kolejności faktów ani znaleźć dla nich racjonalnego uzasadnienia. Przed domem pojawia się kilkudziesięcioosobowy oddział wojska, w tym spora grupa żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), podległego resortowi bezpieczeństwa.

Zamiast jednak odsunąć tłum na bezpieczną odległość – żołnierze również przystępują do przeszukiwania domu, rozbrajania jego mieszkańców (skonfiskowano kilka rewolwerów), a nawet do wyprowadzania bezbronnych Żydów na ulicę. Tłum rośnie, rośnie też jego agresja, sypią się kamienie, zgromadzeni atakują i biją wyprowadzanych. Gdy przybywa straż pożarna i usiłuje za pomocą wody zmusić ludzi do wycofania się z miejsca zajść, napastnicy nożami przecinają gumowe węże.

Chociaż żołnierze i milicjanci są uzbrojeni, nikt nawet nie stara się powstrzymać tłumu. Padają jednak pojedyncze strzały, prawdopodobnie oddane przez atakowanych Żydów, które jeszcze bardziej podniecają wściekłość. W pobliżu miejsca zajść pojawiają się większe siły milicji i wojska, wyposażone w karabiny maszynowe, nadal jednak nie próbują zapobiec zbrodni. Tymczasem zamieszki rozprzestrzeniają się w mieście, a gromady wyrostków napadają na pojedyncze osoby podejrzewane o żydowskie pochodzenie.
Około południa rozgrywa się ostatni, najbardziej przerażający akt dramatu.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama