Nowy numer 24/2018 Archiwum

Kwestia wolności

Partyjni oligarchowie nie liczą się z sumieniami ludzi, ale liczą się z ich ambicjami, interesami i samopoczuciem

Siedemset pięćdziesiąt lat temu św. Tomasz z Akwinu pisał: „Ludzie żyjący w strachu wyradzają się w służalców i stają się małoduszni w dziele odwagi i wytrwałości. Widać to naocznie w krajach, które długo były pod rządami tyranów”. Nie darmo więc Jan Paweł II uczył nas, że wolność jest nam dana, ale również zadana. Dla Papieża było jasne, że po latach totalitaryzmu zbudowanie wolnego społeczeństwa to wielki wysiłek, wymagający nie mniej (choć na ogół innej) odwagi, nie mniej wysiłku niż wcześniej walka z komunizmem. Postkomuniści otwarcie przystąpili do budowy demokracji sterowanej, do „transformacji ustrojowej” PRL. Niestety, wielu polityków „po naszej stronie” uznało z czasem, że jedyną alternatywą jest posterowanie demokracją przez „naszych”.

Żyjemy dziś w państwie oligarchicznym. Władza należy do tych, którzy mają pieniądze (wielkie koncerny, wielkie partie, wielkie media), a większość ludzi się z tym godzi. Zwykli Polacy myślą tak: „Bez pieniędzy nic zrobić nie można, a (odpowiednich) pieniędzy – też zrobić nie można”. Efekt jest taki, że młodzież jest szczęśliwa, gdy dostanie pracę w dużym zagranicznym przedsiębiorstwie, politycy – gdy dostaną dobre („biorące”) miejsce na listach wielkich partii, dziennikarze – jeśli dostaną pracę w dużym koncernie i mają przychylność swoich szefów.

W tych warunkach zanikają nonkonformizm, odwaga cywilna, przekonanie, że zaangażowanie poszczególnych ludzi może zmieniać społeczeństwo. Bo w oligarchii istnieje „pluralizm” oligarchicznych centrów, ale nie ma miejsca na odpowiedzialność społeczną poszczególnych ludzi i wynikające z niej zaangażowanie. Ale bez zaangażowania i odpowiedzialności, bez wiary w możliwość zmian i w ich sens – Fukuyama nazywa to kapitałem społecznym – nie może funkcjonować ani republikańska demokracja, ani oparty na wolnej przedsiębiorczości rynek, ani opinia publiczna.

Oligarchia zagraża jednak nie tylko wolności – zagraża interesowi publicznemu. Oligarchia bowiem – a wiadomo to od starożytności – służy przede wszystkim oligarchom. Jak każdy zły ustrój – nie służy dobru wspólnemu, ale obsługuje prywatne interesy. Wielkie koncerny podporządkowują sobie debaty nie tylko na temat relacji poszczególnych sektorów handlu w Polsce, ale nawet na temat in vitro czy działania (bo, niestety, nie ograniczenia) hazardu. A w polskim życiu politycznym rządzi dziś układ pragmatyczny. Dwie wielkie partie walczą o władzę, ale w zakresie celów społecznych różnią się w niewielkim stopniu. Żadna nie opowiada się za zasadami cywilizacji chrześcijańskiej.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji