GN 48/2020 Archiwum

Piotr w godzinie ciemności

Cywilizacja prawdziwie ludzka musi być chrześcijańska

Swoją pierwszą encyklikę – Summi pontificatus – papież Pius XII wydał zaraz po wybuchu drugiej wojny światowej. Hitler ze Stalinem wymazali Polskę z mapy Europy. Dla nich Rzeczpospolita była „pokracznym bękartem” traktatu wersalskiego, jeszcze jedną anomalią świata, w którym sprawiedliwość miała zastąpić siłę. Dla Piusa XII, który naszej ojczyźnie poświęcił w Summi pontificatus osobny fragment, Polska była szczególnie „drogim narodem”, krajem „niezłomnej wierności dla Kościoła” i zasług dla „chrześcijańskiej kultury i cywilizacji”, narodem, który „ma prawo do ludzkiego i braterskiego współczucia całej ludzkości”.

Papież w imię „zasad sprawiedliwości i prawdziwie trwałego pokoju” domagał się niepodległości Polski. Jak echo tych słów zabrzmiały czterdzieści lat później, w Warszawie, słowa jego następcy: „Nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie”. Tej myśli Pius XII pozostanie wierny również po zakończeniu wojny, bo Watykan będzie jednym z niewielu państw zachowujących uznanie dyplomatyczne dla reprezentującego sprawę niepodległości legalnego rządu polskiego na wygnaniu. Choć od śmierci papieża minęło już pięćdziesiąt lat, od paru miesięcy Pius XII jest znów obecny w debacie publicznej. Ale z reguły nie chodzi ani o jubileuszowe uczczenie pamięci, ani o radość z powodu spodziewanej beatyfikacji, ani o naszą wdzięczność narodową.

Przeczytałem ostatnio w „Gazecie Wyborczej” opinię jednego z jej publicystów, według którego Pius XII z powodu swego antykomunizmu miał życzyć zwycięstwa Niemcom. Cytuję z pamięci, bo próba odnalezienia tego tekstu na stronie internetowej gazety się nie powiodła. Tytuł jest („Pius XII, Żydzi i świętość”), ale tekst chyba schował się ze wstydu, bo nic bardziej bzdurnego. Było dokładnie odwrotnie: papież nie tylko życzył zwycięstwa aliantom zachodnim, ale (w imię konieczności walki z Hitlerem) mimo swego jednoznacznego antykomunizmu zawiesił na czas wojny bezpośrednią krytykę Związku Sowieckiego. Mówił tylko o totalitaryzmie, co – biorąc pod uwagę piętnowanie przez papieża prześladowań rasowych – uderzało przede wszystkim w nazistów. Właśnie dlatego podczas wojny Robert Brasillach (jeden z faszystowskich intelektualistów francuskich) zarzucił papieżowi milczenie o zbrodni katyńskiej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama