Nowy numer 2/2021 Archiwum

Polędwica z kością

"Czy jesteś gotowa odsłonić pośladki?"

Sklepy mięsne
Zjawisko epatowania cielesnością można by oczywiście sprowadzić do kwestii smaku i prywatnej hierarchii wartości, gdyby nie fakt, że zajmuje ono w naszej kulturze coraz więcej miejsca. Wszyscy, bez względu na płeć, uczestniczymy w wielkim targowisku próżności, które trwa w mediach, głównie elektronicznych. Żaden normalny mężczyzna nie podejmuje jednak tego dyskursu tak chętnie, jak tzw. wyzwolone kobiety. Nastolatki prowokują ordynarnymi tekstami na czatach i gadu-gadu. Mężatki przebierają się w erotyczne T-shirty i robią sobie tatuaże na wszystkich częściach ciała, upodabniając się do opieczętowanej wieprzowiny w peerelowskich sklepach mięsnych. Nawet wykształcone ponoć adeptki gender studies nieustannie nawijają o jakimś orgazmie czy organizmie – mniejsza o to.

Cielesność i seks stały się w naszych czasach specyficznym, kobiecym fetyszem. Pani Angier twierdzi wprawdzie, że i „faceci” stale myślą tylko o jednym, ale z perspektywy przeciętnego mężczyzny trudno traktować to rozpoznanie serio.

Lody na patyku
W książce „Kobieta. Geografia intymna” czytamy: „Przyjmuje się powszechnie, iż mężczyźni dość dobrze wiedzą, jak duże są ich penisy. Jeszcze jako chłopcy często porównują bezpośrednio ich długość. Kiedy dorosną, (…) spacerują po sportowej szatni, gdzie regułą są ręczniki zarzucone na ramię, nie zaś owinięte wokół talii”.

Nie wiem, w jakich środowiskach przebywała autorka, ale założę się, że swoją wiedzę o płci przeciwnej zaczerpnęła z popularnego przed laty (rozprowadzanego wśród nowobogackiej młodzieży na kasetach wideo) filmu „Lody na patyku”. Teza, jakoby mężczyźni celebrowali swoje narządy płciowe, sprawdza się bowiem być może w przypadku homoseksualistów i analfabetów, ale spośród pozostałych „facetów” tylko wokalista discopolowego zespołu Bayer Full wyznał kiedyś przed kamerami, że dla niego o męskości decyduje to, co – cytuję z pamięci – „chłop nosi między nogami”. Czcicielkom własnego pępka pragnę jednak zwrócić uwagę, że w odróżnieniu od nich użył eufemizmu.

Choć osobiście przepadam za kobietami, nie sądzę, by ich jedyną zaletą było mięso, do którego pragną sprowadzić swoje jestestwo. Kiedy obserwuję, jak wrażliwa, inteligentna – wydawałoby się – dziewczyna za wszelką cenę stara się uczynić z siebie pięćdziesiąt kilo polędwicy z kością, zaczynam rozważać przejście na wegetarianizm. Radzę wziąć to pod uwagę tym przedstawicielkom płci pięknej, które mimo wszystko chciałyby kiedyś wyjść za mąż. Ja jestem już wprawdzie zajęty, ale obawiam się, że większość młodszych kolegów podziela moje zdanie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama