Nowy numer 44/2020 Archiwum

Stworzyciel pod sąd

Ludzie, którzy wierzą w determinizm procesów dziejowych, niepotrzebnie tracą sens życia

W Stanach Zjednoczonych rozgorzała walka między wyznawcami darwinizmu i zwolennikami Inteligentnego Projektu, jak eufemistycznie nazywają się kreacjoniści. Jedni wierzą, że teoria ewolucji już wyjaśniła wszystkie aspekty człowieczeństwa lub że je wkrótce wyjaśni. Drugich razi w darwinizmie nieobecność Boga i degradacja człowieka do roli jedynie wyżej rozwiniętego zwierzęcia. Spór przeniósł się do szkół i domów, a emocje zaostrzyły i sprymitywizowały argumentację obu stron. Ponieważ spór stał się kwestią polityki szkolnej, do akcji wkroczyły instytucje państwa amerykańskiego. W 1987 r. Sąd Najwyższy USA orzekł, że kreacjonizm szerzy poglądy religijne, toteż należy go usunąć z lekcji biologii. W odpowiedzi kreacjoniści zaczęli dochodzić swych racji na drodze sądowej.

Bóg na ławie oskarżonych
Prawda o pochodzeniu świata spoczywa obecnie w rękach prawników amerykańskich. To z kolei zmobilizowało obrońców państwa prawa do podnoszenia coraz to nowych argumentów przeciw Panu Bogu oraz szukania sojuszników w świecie nauki oraz mediów.

Ostatnio odezwał się jeden z takich sojuszników, niejaki profesor Daniel Dennett z Tufts University w stanie Massachusetts. Wyznaje on tradycyjny, skrajny determinizm i mechanicyzm, powtarzając z aprobatą twierdzenie, że „w naturze występują schematy wytwarzane przez pozbawione duszy, mechanicznie przebiegające procesy”. Gdyby tak było, wraz z postępem wiedzy bylibyśmy zdolni coraz lepiej je rozpoznawać i prognozować, a więc coraz lepiej przewidywać przyszłość. Tak jednak nie jest, co widzi każde dziecko. Nadal o przyszłości nie możemy powiedzieć nic pewniejszego niż dotąd. Dennett twierdzi, że przekonanie o rządach procesów „podkopuje przeświadczenie ludzi, że życie ma sens”. I tu zgoda. Problem w tym, że wspomniane przekonanie jest mylne. A więc ludzie, którzy wierzą w ów determinizm procesów dziejowych, niepotrzebnie tracą sens życia.

Dennett przytacza słowa Jana Pawła II, który dopuścił ewolucję ciała, ale nie duszy, i od razu zarzuca Ojcu Świętemu błąd, twierdząc, że „nikt by nie powiedział, że tkanki naszego ciała są materiałem biologicznym, ale nie trzustka”. Dennett wyraźnie nie wie, że w doktrynie chrześcijańskiej dusza nie ma charakteru cielesnego. Najpoważniej twierdzi, iż fizycy, którzy sympatyzują z darwinizmem, przypuszczają, że „obecny wszechświat przebił się na drodze swego rodzaju ewolucyjnej selekcji spośród wielu rozmaitych wszechświatów”. Wspaniała, pewna podstawa wiary w to, że „rola Boga od wieków się kurczy”! Zdaniem Dennetta, ewolucja wszystko wyjaśnia, tylko nie bardzo wiadomo, jak. Spełniło się złowieszcze spostrzeżenie Charlesa Darwina, że „diabeł w postaci pawiana jest naszym pradziadem”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama