Nowy numer 18/2021 Archiwum

Matki homo

Alicję zatkało na wieść, że jej syn żyje z facetem. Ewa zemdlała, gdy jej syn wyznał, że jest gejem i ma AIDS.

Ratunek w Lublinie
Rodzice chłopców i dziewczyn, odczuwających homoseksualne skłonności, często przez całe lata bezskutecznie szukają pomocy. Psychologowie każą im się wygadać i kasują pieniądze. A jeśli do pierwszego z brzegu psychologa rodzice wysyłają swoje dziecko, psycholog zgodnie z obowiązującą dziś polityczną poprawnością tylko je utwierdza, żeby trwało w grzechu. Przekonuje: ciesz się życiem, nie tłamś swojej seksualności. Ewa i Gabriela na najgłębsze dno rozpaczy spadały jednak, kiedy spowiednicy odsyłali je bez żadnej wskazówki. – Upatrzyłam sobie spowiednika w bazylice w Piekarach Śląskich. Podchodziłam do niego trzy razy – wspomina Ewa. – Kiedy po raz trzeci ze stoickim spokojem odpowiedział: „nie wiem, jak pani pomóc”, pomyślałam z irytacją: „ja co miesiąc daję ci sygnały, a ty nic z tym nie robisz!”. Opadły mnie myśli samobójcze. Czułam, że zostałam całkiem sama – mówi przez łzy.

Przed Gabrielą jeden z księży usprawiedliwiał się, że nie zgłębiał problemu homoseksualizmu, bo podczas 15 lat kapłaństwa spotkał się w konfesjonale tylko z trzema takimi przypadkami. – A przecież nawet dla tych trzech osób chyba warto coś o tej sprawie poczytać? – mówi Gabriela. Ewa dopiero na Jasnej Górze znalazła kapłana, u którego podczas spowiedzi nie poczuła się zlekceważona. Przyjechała tam wieczorem, w nadziei, że będzie luźniej i mniej ludzi w kościele zobaczy jej łzy. To był duży konfesjonał z drzwiczkami. A spowiednik okazał się młodym księdzem, w wieku jej syna. – Chciałam więc od razu uciekać. Przedtem wybierałam sobie do spowiedzi księży starszych, wyglądających na doświadczonych. Ten młody ksiądz powiedział, że nie wie, jak mi pomóc, ale chyba wie, gdzie szukać. I zaprosił mnie po Apelu do zakrystii. Potem, nawet zanim Apel się zaczął, wszedł do kaplicy i już mnie szukał – wspomina Ewa. Dostała wtedy pierwszy adres, gdzie może szukać pomocy.

Ostatecznie trafiła do „Odwagi” w Lublinie, ośrodka prowadzonego przez katolicki Ruch Światło–Życie. Na terapii dla matek poznała Alę, Gabrysię i wiele innych matek. Dowiedziała się, że wielu homoseksualistów odzyskuje zdrowie dzięki wsparciu terapeutów. Nie od razu. To musi przez parę lat trwać. Chłopcy i dziewczyny muszą najpierw poznać przyczyny, które wpędziły ich w homoseksualne skłonności. A później muszą podjąć wysiłek dojrzewania, zbudowania w sobie męskości lub kobiecości, której nie zbudowali w sobie w młodości. Z czasem u wielu z nich pojawia się i stopniowo rośnie seksualny pociąg do przeciwnej płci. Ten wysiłek podejmuje dziś syn Gabrysi. Matka wspiera go modlitwą. To właśnie syn zaproponował jej, żeby podjęła terapię w Lublinie. To była seria 10 spotkań po 10 godzin. – Z początku myślałam: dajcie mi tu zaraz receptę na zdrowie mojego syna! – śmieje się Gabriela. – Dopiero później dotarło do mnie, że po pierwsze to ja sama muszę się zmienić. Chcę się zmienić, żeby zmieniło się moje otoczenie – mówi.
Żegnaj babochłopie

Znajomi twierdzą, że Ala ogromnie się zmieniła. Nie wiedzą, że to zasługa terapii. Zaczęła okazywać swoje emocje. Nie tylko dzieciom, także mężowi. – Wie pan, że mnie teraz, starej babie, nie jest wstyd podejść do męża i pocałować go? Kiedyś byłam zbyt zapracowana: dzieci, budowa domu. I to ja byłam w domu od załatwiania różnych rzeczy i rozwiązywania problemów. Teraz stałam się bardziej kobietą. Nawet w najprostszych, śmiesznych sytuacjach zachowuję się inaczej. Słoik nie chce się otworzyć?

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama