Nowy numer 50/2018 Archiwum

150 kilometrów do spowiedzi

W Charkowie urzekł mnie odradzający się Kościół katolicki, przypominający wspólnoty pierwszych chrześcijan.

Na polonistyce Naro-dowego Uniwersytetu Pedagogicznego im. Hryhorija Skoworody mam „swoją” biblioteczkę. Po moim artykule sprzed pięciu lat zaczęły tam bowiem napływać z Polski potrzebne studentom książki. Serhij Wakulenko, założyciel wydziału i wykładowca, kolejną ich partię dostał... kilka dni temu. – Takie wydziały jak w Charkowie, Dniepropietrowsku, Połtawie to inicjatywa półprywatna, dzieło zapaleńców – mówi. Studiują tam Ukraińcy bez polskich korzeni.

– Naszemu państwu powinno zależeć na rozwoju tego kierunku – dodaje. Do Charkowa, miasta 37 uniwersytetów, przyjeżdżają studenci z całego świata, no, może wyłączając Europę Zachodnią. Są tu nawet młodzi z Ameryki, bo studia kosztują mniej. Za czasów sowieckich państwo fundowało stypendia Afrykanom. Wielu z nich zostało, związali się z Ukrainkami. Dziś tworzą żywe wspólnoty katolickie w tym ogromnym, liczącym 1,5 mln mieszkańców mieście, położonym we wschodniej Ukrainie.

– Na Msze o czternastej i siedemnastej przychodzą sami czarni – opowiada ks. Maciej Kuczak CM, proboszcz kościoła oo. misjonarzy św. Wincentego ŕ Paulo. – Kościół to dla nich fundament, powrót do dzieciństwa, kawałek afrykańskiej ziemi. Niemała jest też diaspora Wietnamczyków pracujących na „Barabanie” – pobliskim bazarze. W katedrze raz w miesiącu odprawiane są Msze w ich języku.
– Do polskiego pochodzenia przyznaje się 14 700 ludzi, po polsku mówi około tysiąca – informuje konsul Grzegorz Soroczyński. Na Msze do charkowskiej katedry przychodzi kilkudziesięciu. – Tu myślimy o Kościele powszechnym, a nie tylko polskim – mówi nowy biskup koadiutor diecezji charkowsko-zaporoskiej ks. Marian Buczek, Polak od 16 lat pracujący na Wschodzie, od listopada w Charkowie.

Duch w katedrze
– Jaki to biskup bez kurii i kanclerz bez kancelarii? – śmieje się towarzyszący mu kanclerz ks. Bronisław Bucki. Razem mają stworzyć struktury kurii i duszpasterstwa. Mieszkają w maleńkich pokoikach w domku przy katedrze. Zagrzybiona salka na dole służy „do wszystkiego”. Najpierw trzeba było zadbać o świątynię. – Przez 70 lat na tych terenach nie było ani jednego kościoła katolickiego – mówi biskup. Po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 coś ruszyło. I choć świątyń nadal niewiele, sami wierni tworzą żywy Kościół.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy