Nowy numer 47/2020 Archiwum

Czterdzieści lat zabijania

Według oficjalnych danych, w 2006 roku w Wielkiej Brytanii wykonano ponad 200 tys. aborcji. Aż 97 proc. to tak zwane lifestyle abortions, czyli aborcje ze względu na styl życia.

Żyjemy w czasach, kiedy wszystko ma być na życzenie – szybko i bez problemu. Obiad z mikrofalówki, zakupy przez Internet. Takie samo myślenie przenosi się na posiadanie dzieci. Na życzenie, od razu, ma być – i ciąża, i jej brak. Gdy nie pasuje ciąża – jest aborcja. Gdy chce się dziecka – jest zapłodnienie in vitro. Wielka Brytania wydaje się jaskrawym przykładem takiego myślenia.

Kraj od kilku lat boryka się z problemem ciąż nastolatek. 14–15-letnich mam jest tu najwięcej w całej Europie. Fiasko ponoszą kolejne koncepcje edukacji seksualnej wprowadzane do szkół. Mimo że antykoncepcja pod każdą postacią jest darmowa i ogólnodostępna, a nastolatki poniżej 16. roku życia mają do dyspozycji oddzielne kliniki i gwarancję, że o ich problemach nie dowiedzą się rodzice, problem narasta. Najwyraźniej nie tędy droga. Którędy? Odpowiedzi na to pytanie Wielka Brytania nadal szuka, póki co, idąc na łatwiznę. Łatwiej przecież kolejny raz liberalizować prawo, niż zmieniać obyczajowość albo uczyć rodziców i ich nastoletnie dzieci odpowiedzialności.

To jedna strona medalu. Po drugiej są czterdziestolatki, które decydują się na pierwsze dziecko. Często nie mogą już zajść w ciążę. Wydają więc fortuny na zapłodnienie in vitro, jedno, potem kolejne. Ulice zapełnione są podwójnymi wózkami z bliźniakami, bo w przypadku zapłodnienia in vitro szanse na ciążę mnogą są dużo większe. Obok tych wózków jeżdżą te prowadzone przez nastoletnie mamy z przypadku. Gołym okiem widać, że tych mam ze środka 20–30-kilkulatek jest bardzo mało. A przecież powinno ich być najwięcej! Pozostaje pytanie: czy w Wielkiej Brytanii rodzą się jeszcze chciane dzieci, planowane, oczekiwane, a jednocześnie poczęte naturalną drogą?

W jednym z odcinków prześmiewczego amerykańskiego serialu animowanego „South Park” matka któregoś z bohaterów postanawia poddać się aborcji. Problem w tym, że chodzi jej o pozbycie się syna, który chodzi już do szkoły. Niezrażona zgłasza się do lekarza, prosząc o zabieg. Lekarz oczywiście odmawia. – To przecież moje ciało! – argumentuje kobieta… Angielska rzeczywistość wydaje się gonić animowany serial. W ostatnich dniach czerwca Anglicy zliberalizowali prawo aborcyjne, i tak jedno z najłagodniejszych w Europie.

W tym roku mija czterdzieści lat, odkąd Angielki otrzymały prawo do aborcji. Wcześniej była ona dostępna tylko ze względu na zagrożenie zdrowia matki. Działało podziemie aborcyjne. Nielegalnym przerywaniem ciąży zajmowały się położne, pielęgniarki albo lekarze pozbawieni prawa wykonywania zawodu. Kilka lat temu powstał nawet film pt. „Vera Drake”, poświęcony temu zagadnieniu. Tytułowa bohaterka „pomaga” kobietom, które znalazły się w tarapatach. Trafia za kratki. W nominowanym do Oscara filmie została wykreowana na bohaterkę i męczennicę sprawy legalizacji aborcji.
 

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama