Nowy numer 49/2020 Archiwum

Pały i klatki nie pomogą

Bandyci, nazywani kibicami, panują na polskich stadionach piłkarskich. Wszystko wskazuje jednak na to, że ich czas się kończy.

Dawno, dawno temu kibice chodzili na mecze, żeby dopingować swoją drużynę – tak mogłaby zaczynać się baśń dla grzecznych dzieci. Dziś normalni ludzie boją się, że na trybunach mogą oberwać kijem lub cegłą. Mało tego, wiedzą, że w dniu meczu stadion trzeba omijać wielkim łukiem.

Przyłożyć pałą czy zamknąć w klatce?
Boiskowe chuligaństwo pojawiło się w Polsce w latach 70. Na mecze ligowe chodziło wtedy jednak po kilkadziesiąt tysięcy osób i stadionowe „rozróby” małej garstki wszyscy lekceważyli. Z czasem sytuacja się zmieniła. Najpierw ojcowie przestali przyprowadzać na stadion synów, potem sami stracili ochotę na kibicowanie. Normalnych ludzi było na trybunach coraz mniej. W latach 90. chuligani stanowili już większość publiczności.

– Nie rozumiem, czemu policja nie daje sobie z tym rady. Wystarczy jednemu z drugim przyłożyć pałą i będzie spokój – jeszcze dziesięć lat temu można było usłyszeć takie wypowiedzi. Teraz jednak chyba większość Polaków przekonała się, że tradycyjne metody walki z chuliganami – wysokie ogrodzenia, druty kolczaste, szarże policji – nie przynoszą żadnych rezultatów. Bandyci rozgromieni przez policję na stadionie często „odgrywają się” na ludziach poza stadionem. I wracają na kolejny mecz. Reliktem starego myślenia jest inicjatywa prezesa IV-ligowej Drutex Bytovii Bytów. W nowym sezonie kibice zespołu gości, którzy przyjadą na bytowski stadion, zostaną zamknięci w specjalnej klatce i będą dopingować swój zespół zza drutów.

Jak to się robi w Anglii?
W tym samym czasie, gdy u nas „kibole” wyganiali ze stadionów normalnych ludzi, w Anglii działo się dokładnie coś odwrotnego (czyt. str. 30–31). Na czym polegają angielskie metody walki z chuliganami? Podstawą jest zmiana sposobu myślenia. – Zwykle sądzi się, że grupa kibiców spotyka się tylko na meczu, jest niezorganizowana, a do bójek dochodzi spontanicznie pod wpływem emocji związanych z zawodami. Tymczasem subkultura kibiców jest bardzo złożona. Składa się z kilku współpracujących ze sobą grup. Przy każdym klubie stale działa od stu do trzystu osób. Około 10 proc. tych ludzi to tzw. hoolsi: niecofający się przed niczym zwyrodniali przestępcy, których celem jest udział w bójkach. Największe bójki nie są spontaniczne. Ich czas i miejsce chuligani starannie planują. Umawiają się przez Internet i uderzają często tam, gdzie wcześniej długo był spokój – tłumaczy Michał Pogoda z katowickiej Komendy Wojewódzkiej Policji.

Walka ze stadionowymi bandytami wymaga więc rozwiązań systemowych. Ani pały, ani klatki nie pomogą.
Angielskie metody, z sukcesem zastosowane też w innych krajach, polegają przede wszystkim na likwidacji anonimowości kibiców. Każda osoba wchodząca na stadion otrzymuje imienny bilet z przydzielonym numerem krzesełka na trybunach. Wszędzie na stadionie umieszczone są kamery, nagrywające zachowanie publiczności. Każdy ma świadomość, że jeśli zrobi coś nagannego, zostanie szybko zdemaskowany i ukarany. Drugim „filarem” walki z chuligaństwem jest tzw. zakaz stadionowy, czyli przynajmniej kilkuletni zakaz wstępu na wszystkie imprezy sportowe, orzekany przez sądy jako kara dodatkowa. Tylko tyle i aż tyle. „Tylko” – bo wszystko wydaje się łatwe do zrealizowania. „Aż” – bo to niestety sporo kosztuje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama