Nowy numer 43/2020 Archiwum

Skrucha oczyszcza Kościół

Jeżeli księża, którzy zgrzeszyli, będą żałować, Kościół wyjdzie z tego doświadczenia mocniejszy – mówi abp Damian Zimoń, metropolita katowicki.

Ks. Marek Gancarczyk: Raz po raz pojawiają się w mediach nazwiska duchownych, którzy mieli współpracować z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa. Jak Ksiądz Arcybiskup reaguje na te doniesienia?
Abp Damian Zimoń: – Słucham tego ze spokojem…

Ze spokojem?
– Tak, a to dlatego, że znam prawdę o Kościele w Polsce w czasach komunistycznych. Kościół był wtedy najbardziej prześladowaną instytucją, i z tego prześladowania w zdecydowanej większości wyszedł zwycięski. Właśnie czytam trzeci tom leksykonu duchowieństwa represjonowanego w PRL-u. Książka ta akurat się ukazała. Cała seria od kilku lat redagowana jest przez ks. prof. Jerzego Myszora z wydziału teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. Każdy z tomów zawiera dziesiątki nazwisk księży, zakonników czy zakonnic prześladowanych w czasach komunistycznych. Trzeba o tym pamiętać. Oczywiście, nie wszyscy duchowni postępowali szlachetnie. Niektórzy rzeczywiście dali się zwieść. Albo zostali złamani fizycznie czy psychicznie, czy też stłamszeni szantażem.

Czy Ksiądz Arcybiskup zna takich księży ze swojej diecezji?
– Tak, znam. Wiem, co kto ma na sumieniu. Ci księża przyszli do mnie, opowiedzieli, co robili. Wyrazili skruchę, przeprosili. Mnie to wystarczy. Nie sądzę, by ogłoszenie ich nazwisk wszem i wobec przyniosło jakieś dobro. Czy koniecznie trzeba na czołówkach gazet wypisać dużymi literami ich nazwiska? Tym bardziej że często są to ludzie wiekowi, stojący już nad grobem. Szczegółami zajmują się historycy, którzy spokojnie, krok po kroku, starają się opisać skomplikowaną przeszłość.

Ksiądz Arcybiskup nie ogłosi tych nazwisk, ale mogą to zrobić inni. Nazwiska prawdziwych czy też rzekomych księży-agentów zapewne będą pojawiać się w mediach.
– Zdaję sobie z tego sprawę, że obowiązująca ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej pozwala osobom uznanym za pokrzywdzone zapoznawać się z aktami na swój temat. Dowiadują się z nich o donosicielach, wśród których mogą pojawić się też duchowni. Z tak zdobytą wiedzą można wszystko zrobić: zachować dla siebie albo pójść do prasy. Jeżeli czymś się martwię, to tym, by podanie takich informacji do publicznej wiadomości nie wyrządziło komuś krzywdy.

Zaleca Ksiądz Arcybiskup ostrożność?
– Nie tyle zalecam, co proszę o nią. Lepiej uzbroić się w cierpliwość i ostrożność, niż niesprawiedliwie ko-goś oskarżyć. Lepiej czegoś nie powiedzieć, niż powiedzieć za dużo. Czasy komunistycznego prześladowania były trudne i skomplikowane. Potrzeba wielkiej wiedzy i mądrości, by właściwie ocenić tych, którzy dali się złamać. Przed każdą publikacją dziennikarz powinien rozważyć w sumieniu, czy posiada wystarczającą wiedzę, czy zna wszystkie okoliczności sprawy. Łatwo krzywdę wyrządzić, trudno ją naprawić.

Niektórzy domagają się, by Kościół przeprosił za księży kolaborantów.
– To się już stało. 9 marca tego roku księża biskupi publicznie przeprosili za duchownych, którzy współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa.

Jaki wpływ na Kościół mogą mieć regularnie pojawiające się informacje o księżach-agentach?
– Kościołowi zaszkodzić może tylko grzech, nic więcej. Jeżeli współpraca księży z peerelowską Służbą Bezpieczeństwa była grzeszna – a na niektóre przypadki tak należy patrzeć – to na pewno zaszkodziło to Kościołowi. Z kolei skrucha oczyszcza Kościół. Jeżeli zatem ci, którzy zgrzeszyli – żałują, czy też będą żałować, to Kościół wyjdzie z tego doświadczenia mocniejszy.

Czy Ksiądz Arcybiskup zapoznał się z materiałami na swój temat?
– Przejrzałem je pobieżnie. Niczego nadzwyczajnego w nich nie znalazłem. Jeden komplement pod moim adresem. Ktoś doniósł, że działam na szkodę państwa, bo sprzeciwiam się aborcji. Z takiego antypaństwowego działania mogę być tylko dumny.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama