Nowy numer 44/2020 Archiwum

Moją karierą są dzieci

Mają po pięcioro, ośmioro, a nawet dziesięcioro dzieci. Mieszkają w Berlinie. Wbrew powszechnej opinii na temat rodzin wielodzietnych, nie są ani biedni, ani niewykształceni

W 1963 roku John Fitzgerald Kennedy, 35. prezydent USA, powiedział o sobie: „jestem berlińczykiem”. Kennedy miał dwoje rodzeństwa i tym wyróżniał się spośród berlińczyków. Nawet dziś posiadanie więcej niż jednego albo dwojga dzieci uchodzi tu za objaw dziwactwa albo luksusu. Mimo to nietrudno spotkać w Berlinie rodziny z piątką, ósemką, a nawet dwunastką dzieci. Najwięcej z nich to obcokrajowcy. Niemcy wielodzietni stanowią kilkadziesiąt procent. Wbrew powszechnie panującej opinii, nie są to ludzie biedni i niewykształceni.

Dzieci Kościoła
Bazylika św. Jana w Berlinie. Siedzibę ma tutaj Polska Misja Katolicka, przy której działa trzynaście różnych wspólnot i organizacji. Jedna z nich ma swoją Mszę św. w każdą środę rano. Przewodniczy jej ks. Ulrich Kotzur, proboszcz parafii św. Bonifacego. Ks. Kotzur uważa, że wiara jest bardzo ważna w życiu wielodzietnych rodzin w jego parafii. – Dziś około 30 procent kobiet w Niemczech nie chce mieć dzieci. Raz powodem jest pęd do kariery, innym razem poszukiwanie odpowiedniego partnera. Czasem przyjęty system wartości jest zupełnie inny od tego, jaki dyktuje Biblia. Wtedy na dziecko nie ma już miejsca. Pogłębianie wiary może to odwrócić, i o to także staramy się w naszej parafii – zapewnia ks. Kotzur.

Wśród rodzin przez czterdzieści lat pracował niemiecki jezuita, ojciec Hubertus Tomek. Dziś jest jedną z głównych postaci Chrześcijańskiej Szkoły Wiary i Życia św. Ignacego w Berlinie. – Z rodzinami wielodzietnymi w Berlinie spotykałem się wcześniej w neokatechumenacie. Ale nie było ich wiele – wspomina ojciec Tomek. Dlaczego? Trudno jest walczyć z klimatem walki o dobrobyt, o przestrzeń dla siebie, o prawo do korzystania z życia. Tym bardziej że – jak ocenia ojciec Hubertus Tomek – taka sytuacja panuje nie tylko w Niemczech czy we Francji. Podobnie jest w Azji i w Ameryce Południowej. – Społeczeństwa się starzeją, dzieci przybywa niewiele. Mimo to nie sądzę, że przyszłość to świat wielodzietnych nędzarzy na Południu i samotnych bogaczy na Północy. Myślę, że za mało dostrzegamy w tym wszystkim elementów Bożego planu – zwraca uwagę ojciec Tomek.

Biblia, Jezus, dzieci
Państwo Söllner zajmują obszerne mieszkanie na ostatnim piętrze kamienicy w berlińskiej dzielnicy Tempelhof-Schöneberg. Mają dziesięcioro dzieci – pięć córek i pięciu synów. Willem Söllner jest urzędnikiem. Jego żona, Magdalene, jest z wykształcenia przedszkolanką. Obecnie nie pracuje zawodowo. – Dlaczego mamy tyle dzieci? Czy zna pan tę książkę? – odpowiada Willem Söllner, kładąc na stole Biblię. – To centrum naszej rodziny. Tu przeczytałem, że dzieci to dar, a nie dopust Boży – dodaje z uśmiechem.
Willem sam pochodzi z wielodzietnej rodziny. Jego brat także ma dziesięcioro dzieci. – Przyjaźnimy się z wieloma rodzinami. Niektóre z nich mają jedno dziecko, inne więcej. Każda z nich jest na swój sposób szczęśliwa. Ja jestem szczęśliwy z moimi dziećmi, są dla mnie bardzo ważne – mówi z dumą Willem.
Naszej rozmowie przysłuchuje się 10-letni Matthias. – Wiem, że gdyby nie moje rodzeństwo, byłbym innym dzieckiem. Nie chcę powiedzieć, że gorszym, ale innym. Widzę to u moich szkolnych kolegów. Oni nie umieją tak sobie radzić. Nie są ani tak wrażliwi, ani tak twardzi jak my – mówi Matthias.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama