Nowy numer 28/2018 Archiwum

Modlę się. Po co mi psycholog?

Bokserzy zwykle wchodzą na ring spięci i zdenerwowani. Ale nie mistrz świata, Polak Tomasz Adamek. Bije od niego tak niezwykły spokój, (...) . Skąd bierze ten spokój? – Bo chodzę na Mszei modlę się na różańcu. Matka Boża daje mi siłę – wyjaśnia krótko.

Tomasz Adamek, góral z Gilowic pod Żywcem, jest mistrzem świata wagi półciężkiej. I to w słynnej konfederacji boksu zawodowego WBC. Zdobył ten tytuł w maju, w czasie dramatycznej walki z Australijczykiem Paulem Briggsem. Tomek krótko przed tą walką złamał nos w trakcie treningu. Wszedł na ring z gorączką i ze świadomością, że kontuzja odnowi się zaraz przy pierwszym celnym ciosie Australijczyka. I tak się stało... A mimo to Tomasz walczył przez całe 12 rund. Choć broczył krwią, wygrał na punkty.

W zeszłym miesiącu Adamek udowodnił, że tamte zwycięstwo to nie przypadek. Obronił pas mistrzowski w pojedynku z Niemcem Thomasem Ulrichem. Menedżerowie w USA pytali Tomasza przed walką, czy chce psychologa. Adamek zdecydowanie kręcił głową: – Modlę się. To po co mi psycholog?
„Gość” odwiedził go w jego domu w Gilowicach.

Tata Tomka ginie
Mieszkańcy Gilowic są dumni z Tomka. Cieszą się, że sukcesy go nie zepsuły. Młodsi wieczorami grają z nim w nogę na sali gimnastycznej. Mecze z przyjaciółmi z Gilowic to dla mistrza świata forma przygotowania kondycyjnego przed walką. Obok porannego biegu po górach, pływania w basenie i ćwiczeń w salce urządzonej w piwnicy. Tomasz Adamek urodził się 29 lat temu. Jego tata był kierowcą autobusu PKS. I kiedy Tomek miał dwa lata, doszło do tragedii.

Tata Tomka wiózł wtedy trzydziestu górników przez miejscowość Wilczy Jar. Była gołoledź. A opony zimowe jeszcze nie były znane. Autobus ześlizgnął się z drogi i wpadł do Jeziora Żywieckiego. Tomek został półsierotą. – To był straszny dramat. Dwie godziny później w tym samym miejscu do jeziora wpadł następny autobus – wspomina. – Szczegóły tamtych wypadków do dzisiaj nie są jasne – dodaje.
Mama nie wyszła powtórnie za mąż. Samotnie wychowała pięcioro dzieci. W tym najmłodszego Tomka. – Dla mojej mamy nie było to łatwe. I dla mnie też. Każdy chciałby mieć ojca – streszcza w kilku oszczędnych zdaniach swoją rodzinną tragedię Tomasz Adamek. Tomasz czuje duchową więź ze swoim zmarłym ojcem. – Tata zresztą czasem mi się śni. Na przykład w noc przed walką z Briggsem, kiedy miałem złamany nos. Śniłem, że mój tata przychodzi i patrzy na mnie z troską. To sen. Ale ja wiem, że tata teraz się za nas modli z nieba – mówi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama