GN 47/2020 Archiwum

Niewolnicy płatnego seksu

Nie ma szczęśliwych prostytutek. Wszystkie są ofiarami. Winni są klienci. Ale oni też potrzebują pomocy.

Niedziela, wcześnie rano, duże miasto gdzieś w Polsce. Do konfesjonału, w którym ksiądz spowiada przed pierwszą Mszą św., podchodzi młoda kobieta. – Ja wiem, że nie mogę dostać rozgrzeszenia – mówi. – Ale chcę przynajmniej porozmawiać. Jestem prostytutką.

Zaczyna się rozmowa. Kobieta opowiada o samotności, o potrzebie głębszych uczuć, o ludzkiej niegodziwości, o braku szczęścia. Ksiądz jest poruszony. „Czy musisz to robić?” – pyta w końcu. „A co, weźmie ksiądz na utrzymanie mnie i moje dziecko?” – pyta ironicznie kobieta. Dziękuje za rozmowę i odchodzi. Klęka w ławce, wygląda jak każda modląca się w kościele kobieta. Ksiądz błogosławi. Ma poczucie całkowitej bezradności.

Nierządnica u papieża
Kiedy w maju 2000 roku ks. Oreste Benzi przyprowadził do Jana Pawła II zakażoną wirusem HIV byłą prostytutkę, media potraktowały to wyłącznie w kategoriach sensacji. Świat obiegły zdjęcia Następcy św. Piotra, który głaszcze po twarzy wzruszoną Nigeryjkę. Rok później kobieta zmarła.

Ks. Benzi od lat zajmuje się walką z prostytucją i ratowaniem kobiet zmuszanych do nierządu. W czerwcu br. był w Watykanie uczestnikiem wyjątkowego spotkania. Papieska Rada ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących po raz pierwszy zorganizowała konferencję poświęconą walce z prostytucją. „Kościół czuje się szczególnie powołany do obrony praw kobiet” – mówił przewodniczący Rady kard. Stephen Fumio Hamao i wyjaśniał, że „prostytucja, handel kobietami, turystyka seksualna obrażają godność kobiety i są poważnym naruszeniem jej praw”. „Może kongres będzie kroplą słodkiej wody w słonym morzu ludzkiego cierpienia” – mówił jeden z uczestniczących w spotkaniu arcybiskupów. W spotkaniu wzięło udział 50 osób z 24 krajów – biskupi, księża, osoby zakonne i świeckie.

Miliardy dolarów z handlu ludźmi
Trzy tygodnie po zakończeniu sympozjum opublikowany został raport. Prostytucję nazwano w nim jedną z form współczesnego niewolnictwa. Według szacunków Międzynarodowej Organizacji Pracy, ponad 12 mln osób zmuszanych jest dziś do pracy niewolniczej. Prawie dwa i pół miliona z nich – w tym liczne prostytutki – to ofiary handlu żywym towarem. Oblicza się, że jego organizatorom przynosi on roczny dochód wysokości 10 mld dolarów.

Handel żywym towarem, zwłaszcza kobietami i dziećmi, dotyczy głównie krajów rozwijających się. Na przykład w Tajlandii liczbę prostytutek szacuje się na 150–200 tys., z czego 35 tys. stanowią osoby niepełnoletnie. Ale także Polska jest dotknięta tym zjawiskiem. Dotychczas powszechnie uważano, że Polki są sprzedawane do zachodnich domów publicznych.

Siostra Anna Bałchan, z powstałego cztery lata temu Stowarzyszenia im. Maryi Niepokalanej na rzecz Pomocy Dziewczętom i Kobietom, zwróciła ostatnio uwagę, że sytuacja ulega zmianie. – Coraz częściej uprowadzone osoby nie są już wywożone za granicę. Dawniej Polska była krajem tranzytowym, przez który przewożono kobiety, dziewczęta i młodych mężczyzn na Zachód. Obecnie Polska jest też krajem docelowym – twierdzi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama