GN 37/2018 Archiwum

Czy Bóg potrzebuje reklamy

Reklamowanie wiary, religii i Pana Boga jest wymarzonym przedsięwzięciem dla agencji marketingowych. Tylko czy Bóg rzeczywiście potrzebuje reklamy?

Trzy lata temu 150 wspólnot chrześcijańskich w Singapurze uznało, że – jak w znanej piosence – „dobry Bóg już zrobił, co mógł, teraz trzeba zawołać fachowca”. Oczywiście od reklamy i poprawy wizerunku. Zlecenie otrzymała najlepsza agencja, obmyślono strategię, wytyczono cele, ukuto hasło: „Czyniąc Wszechwiedzącego Wszechobecnym”… Specjaliści od marketingu uznali, że skoro Bóg jest wszędzie, wszędzie są także okazje medialne, by Go zaprezentować, odwołując się w prosty sposób do indywidualnych przeżyć.

Wykorzystywali m.in. koszulki ze znanym stwierdzeniem: „Nietzsche umarł. Bóg”. Na rozdawanych jabłkach widniało: „Wyhodowałem to jabłko specjalnie dla ciebie. Bóg”. Pojawiały się i inne „wypowiedzi” Boga: „Nienawidzę reguł. Dlatego stworzyłem tylko dziesięć”. Albo: „Nie zapomnij wziąć parasola. Mogę podlewać dziś rośliny”.

W nowoczesnym do bólu społeczeństwie Singapuru, Bóg nie mógł nie mówić przez SMS-y. Wysyłano ludziom krótkie wiadomości w rodzaju: „Miłego dnia. Ten dzień stworzyłem specjalnie dla Ciebie”. Były też bardziej wyrafinowane: „Nawet Ja odpoczywałem siódmego dnia”. W sobotę Singapurczycy otrzymywali SMS: „Czy zamierzasz mnie jutro odwiedzić? Bóg”. Wykorzystywano także telewizyjny klip, w którym po obrazie burzy i piorunach wyświetlany był napis: „Wszystkie moje efekty specjalne zostały stworzone bez użycia komputera. Bóg”. Ponoć udało się nadzwyczajnie. Świątynie na powrót zapełniły się wiernymi, choć żaden marketingowiec nie dał gwarancji, że ludzie pokochali Boga.

Prawda i sacrum
Na plakacie przygotowanym przez fundację franciszkańską „Ewangelizacja Wizualna” różaniec przypomina przewód, jakim przekazuje się dane, powyżej hasło „Przyłącz się do sieci” zachęca do odmawiania modlitwy Maryjnej. Inny plakat przygotowany specjalnie na Wielki Post zachęca: „Ucz się pokory od Chrystusa”. Czy to jest reklama? – Nie, bo wartości, które promujemy nie są na sprzedaż, a reklama jest nierozerwalnie związana z komercją – wyjaśnia ojciec Stefan Tuszyński kierujący fundacją. Jego zdaniem, trzeba rozdzielić dwie rzeczy: przekaz wiary, wykorzystujący różne najnowocześniejsze techniki audiowizualne, i reklamę służącą perswazji. W reklamie pojęcie prawdy praktycznie nie istnieje. Nie ma także sacrum. W ewangelizacji wizualnej są to pojęcia kluczowe. Plakaty umieszczane przed kościołami (jest ich ponad tysiąc w całym kraju) mają zwrócić uwagę, skłonić do refleksji, adresowane są głównie do tych, którym do kościoła często nie po drodze. – Mamy wiele świadectw, że nasz plakat stał się impulsem, wpłynął na różne życiowe decyzje – mówi ojciec Tuszyński.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama