Nowy numer 43/2020 Archiwum

Rak nam dokucza

Jeszcze do niedawna najczęstszym powodem śmierci Europejczyków były choroby układu krążenia. Od kilku lat największym zabójcą stał się rak.

W Polsce umieralność na nowotwory jest jedną z najwyższych w Europie. Nad Wisłą rocznie rejestruje się ponad 150 tys. przypadków zachorowań na raka. Ze statystyk wynika, że ponad 90 tys. osób nie udaje się uratować. Mężczyźni najczęściej umierają na raka płuc, kobiety – do niedawna na raka piersi. Do niedawna, bo z danych za rok 2008 wynika, że wśród Europejek rak płuc zebrał większe żniwo niż rak piersi. Do Polski ten trend dojdzie za kilka lat. Nowotwory piersi u kobiet i nowotwory płuc u mężczyzn to powód około 20 proc. wszystkich zachorowań. Właśnie opublikowano dane Krajowego Rejestru Nowotworów.

Im wcześniej, tym lepiej
Trzeba się pogodzić z tym, że zachorowań na nowotwory będzie coraz więcej. Zachorowań jednak to nie to samo co zgonów, bo wczesne wykrycie i odpowiednia terapia mogą w leczeniu nowotworów gwarantować sukces. W Polsce, mimo wzrostu zachorowań na raka, spada liczba zgonów spowodowanych nowotworami. Wygląda na to, że programy profilaktyczne zaczynają przynosić pierwsze pozytywne skutki. Doskonałym przykładem jest rak piersi u kobiet. Jeżeli guzek ma poniżej 1 cm, odpowiednio leczona pacjentka ma ponad 90 proc. szans na przeżycie okresu 20 lat. Problem w tym, że tak mały guzek można wykryć tylko wtedy, gdy regularnie prowadzi się samokontrolę piersi albo prosi o badanie ginekologa w czasie wizyty. Czym późniejsza reakcja, tym mniejsza szansa na przeżycie.
Wzrost zachorowań na raka ma związek głównie z dwoma czynnikami. Po pierwsze – jako społeczeństwo – dosyć szybko starzejemy się. Coraz dłużej żyjemy, a prawdopodobieństwo zachorowania na nowotwory rośnie z wiekiem. Drugi czynnik to nasz tryb życia i aktywność. Jemy coraz gorzej, uprawiamy coraz mniej sportu i żyjemy coraz szybciej. Niezdrowy tryb życia zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania. Być może jednak i tutaj pewne informacje przebijają się do świadomości społecznej. Statystyki mówią, że ilość palaczy wśród mężczyzn spada. Niestety, wśród kobiet utrzymuje się cały czas na podobnym poziomie.

Co z tą Polską?
W Polsce szwankuje profilaktyka. W porównaniu z innymi krajami, u nas nowotwory wykrywane są bardzo późno. Brakuje badań przesiewowych i darmowych programów profilaktycznych. To o tyle dziwne, że profilaktyka jest znacznie tańsza niż leczenie. Tymczasem w Polsce wolimy leczyć później, niż wykrywać wcześniej. Z drugiej strony te nieliczne programy profilaktyczne, które oferowane są np. różnym grupom wiekowym, wcale nie są popularne. Polacy nie lubią po prostu się badać. Gdy coś boli, wolimy udawać, że problemu nie ma, i zażywać leki przeciwbólowe. Gdy długo kaszlemy, wolimy udawać, że to alergia albo przechodzone zapalenie gardła. Przepracowani lekarze pierwszego kontaktu są za mało czujni. A kolejki do specjalistów za długie. Efekty leczenia są silnie zróżnicowane w zależności od regionu Polski. Dzieje się tak dlatego, że brakuje u nas ośrodków onkologicznych. Średnio w Polsce 5 lat po wykryciu nowotworu złośliwego udaje się przeżyć 42 proc. chorych. W krajach skandynawskich, Austrii czy Belgii okres tzw. pięcioletniej przeżywalności jest o kilkanaście procent wyższy niż w najlepszym pod tym względem w Polsce województwie mazowieckim. W tym ostatnim wspomniany wskaźnik wynosi 46,2 proc. W najgorszej (statystycznie) sytuacji są chorzy z województwa lubuskiego, bo tylko 37 proc. z nich uda się przeżyć okres 5 lat od wykrycia nowotworu złośliwego.

Za mało szpitali
Komisja Europejska zaleca, by na 500 tys. mieszkańców przypadał jeden ośrodek specjalizujący się w kompleksowym leczeniu raka piersi. W Polsce powinno być zatem około 80 takich placówek, a jest ich zaledwie kilkanaście. Kolejnym problemem (nieco innym niż ilość ośrodków medycznych) są przewlekłe procedury administracyjne. Zdarza się, że zanim pacjent doczeka swojej kolejki, zanim NFZ podejmie w końcu wiążące decyzję, (np. czy finansować terapię, czy nie), nie ma już kogo ratować. Być może z powodu procedur i kiepskiej dostępności specjalistów niepokojąco duża grupa Polaków zamiast do lekarza udaje się po poradę do „specjalisty” medycyny niekonwencjonalnej (by nie powiedzieć: naciągacza). Zamiast poddać się konsekwentnej terapii, woli stosować nieuznane przez naukę podejrzane specyfiki. Jak duże znaczenie w leczeniu nowotworów ma profilaktyka i uwrażliwienie społeczne, pokazuje przykład nowotworów piersi u kobiet. Statystyki mówią, że w ciągu ostatnich 30 lat ilość zachorowań na ten nowotwór zwiększyła się w Polsce dwuipółkrotnie, ale umieralność z tego powodu jest taka sama jak w latach 70. XX wieku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się