Nowy numer 49/2020 Archiwum

Słońce w letargu

Nasza dzienna gwiazda jest nadspodziewanie spokojna. Nic się na niej nie dzieje. A powinno.

Choć kojarzy się ze statyczną świecącą kulą, w istocie jest gotującą się, bulgoczącą zupą rozgrzanych gazów. Trzyma się w całości tylko dzięki sile grawitacji. Eksplozje wyrzucają słoneczną materię na setki tysięcy kilometrów w przestrzeń, a plamy mają powierzchnię milionów kilometrów kwadratowych. Słońce, jak zapewne każda gwiazda, jest bardzo dynamicznym układem.

Ciemne, choć jasne
Aktywność Słońca nie jest stała. Zmienia się cyklicznie co 11 lat. Właśnie powinniśmy wychodzić z trwającego kilkanaście miesięcy minimum. Ten okres uspokojenia nigdy nie oznaczał jednak braku jakiejkolwiek aktywności. A teraz tak właśnie jest. Na Słońcu nie ma ani jednej plamy. Nie obserwuje się wybuchów. Wygląda to tak, jak gdyby nasza gwiazda zapadła w letarg. Taka sytuacja nie była obserwowana od prawie stu lat. Astronomowie nie mają pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Skąd wiadomo, kiedy Słońce jest aktywne? Bo obserwuje się na nim wówczas więcej wybuchów.

Pojawia się więcej plam. Istnieją całe instytuty zajmujące się obserwacją słonecznej pogody. Plamy słoneczne to obszary ciemniejsze niż materia je otaczająca. Tak właściwie plamy są obiektami bardzo jasnymi, ale jawią się jako ciemne, bo ich otoczenie jest jeszcze jaśniejsze. Ciemniejsze oznacza zimniejsze, ale oczywiście nie zimne. Temperatura plamy słonecznej to ok. 3500 stopni Celsjusza, podczas gdy temperatura otaczającej je materii to ok. 6000 stopni. Co ciekawe wnętrze Słońca jest dużo cieplejsze niż jego powierzchnia, od 15 do 17 mln stopni Celsjusza, tyle ma reaktor w którym łączą się pierwiastki i dzięki któremu Słońce świeci. Plamy powstają z powodu zniekształcenia w tym miejscu pola magnetycznego Słońca. Niektóre z nich mogą mieć powierzchnię kilkanaście razy większą niż powierzchnia całej Ziemi.

Wybuchy wiatru
Z plamami na powierzchni Słońca wiążą się protuberancje, czyli wybuchy słoneczne. To języki ognia (plazmy) wyrzucane w przestrzeń kosmiczną na odległość dziesiątek tysięcy kilometrów. Jednorazowo, w ciągu kilku sekund, emitowana jest wtedy taka ilość energii, jakiej ludzkość nie wyprodukowała od samego początku swojego istnienia. Każdy taki wybuch oznacza, że w kierunku Ziemi pomknie podmuch tzw. wiatru słonecznego. To pędzące z prędkością około tysiąca kilometrów na sekundę cząstki naładowane elektrycznie. Część z nich zderzy się bezpośrednio z ziemską atmosferą i wtedy powstaną zorze polarne, szczególnie widowiskowe na północnej półkuli. Teraz jednak ani zórz, ani protuberancji, ani plam nie widać.

Czy słoneczny letarg może mieć jakiś wpływ na nasze życie na Ziemi? Odległość Ziemi od Słońca wynosi 150 000 000 km (a to oznacza, że światło naszej gwiazdy potrzebuje aż 9 minut na dotarcie do nas). Zbyt aktywne Słońce powoduje kłopoty w komunikacji za pomocą fal radiowych, czy ogólnie elektromagnetycznych. Przy spokojnym Słońcu – przynajmniej z tego punktu widzenia – nic nam nie zagraża. Choć dotychczas tego nie udowodniono, aktywność Słońca może mieć jednak związek z ziemskim klimatem. Im na Słońcu spokojniej, tym na Ziemi chłodniej. Czy tak będzie – czas pokaże.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się