GN 50/2018 Archiwum

W barwnym świecie apokryfów

Pewnego dnia Jezus bawił się z dziećmi na dachu. Jedno z nich spadło i zabiło się. Rodzice zabitego dziecka mówili do Jezusa: „Ty zrzuciłeś to dziecko”.

Także w czasach współczesnych powstają „nowe apokryfy”, mające uzasadnić pochodzenie od Chrystusa różnych współczesnych prądów myślowych. Żeby je jakoś uprawomocnić, potrzebne jest stworzenie legendy o cudownym odnalezieniu. Ulubionym miejscem „odnalezienia” takich dzieł jest często, strzeżona przez kardynałów zazdrosnych o wpływy w dzisiejszym świecie, Biblioteka Watykańska – zauważa z ironią ks. Starowieyski. Dobre są także inne, bardziej egzotyczne miejsca: Konstantynopol, Jerozolima, Indie czy Tybet. W jednym z tybetańskich klasztorów rzekomo odnaleziono „Historię świętego Issy”, opowiadającą o losach przebywającego w Tybecie Jezusa. Po przesłuchaniu świadków i przełożonego klasztoru sensacyjne odkrycie okazało się kłamstwem, ale legenda pozostała.

Apokryfy na ścianach
Czy apokryfy to pisma zupełnie bezwartościowe? Zdecydowanie nie. Mogą zawierać elementy wczesnej teologii Kościoła. Choć trudno do niej czasem dotrzeć, to jednak jest to ważne źródło dla jej poznania. Pozwalają także lepiej zrozumieć nauczanie Ojców Kościoła, którzy nieraz, choćby w celach polemicznych, zwalczając pewne nieortodoksyjne prądy, do ich treści nawiązywali. Apokryfy stanowią także ważne źródło poznania wiary ludzi prostych. Bo do nich, nie intelektualistów, były zazwyczaj adresowane. Jako takie są często niedocenianymi przekazicielami starożytnej tradycji, na której do dziś budujemy naszą wiarę i religijne tradycje. Niektóre, jak Dzieje Jana, pokazują panujące dawniej zwyczaje liturgiczne.

Bywają też, jak Protoewangelia Jakuba, dowodem istnienia żarliwej pobożności maryjnej już w II wieku. Właśnie z Protoewangelii Jakuba znamy imiona rodziców Matki Bożej. Grupa apokryfów nazywanych Tran- situs potwierdza wiarę chrześcijan pierwszych wieków we wniebowzięcie Maryi. Dogmat o cudownym wzięciu Maryi do nieba z ciałem i duszą Kościół ogłosił kilkanaście wieków później, dopiero w 1950 r.

Z treści apokryfów pełnymi garściami czerpała przez wieki literatura. Tytułowa scena „Quo vadis” zaczerpnięta jest z apokryfu Dzieje Piotra. Korzystała z nich obficie także ikonografia chrześcijańska. Na apokryfach opierali się artyści malujący np. sceny zaśnięcia Maryi czy zstąpienia Jezusa do piekieł. „Apokryfy Nowego Testamentu wraz z żywotami świętych są najlepszym przewodnikiem po kościołach średniowiecznych Zachodu i Wschodu, o czym sam miałem możność przekonać się, zwiedzając piękne kościoły bizantyjskie w Mistras” – uważa ks. Marek Starowieyski. „Mimo że byłem tam pierwszy raz, znajdowałem się w świecie dobrze znanych motywów” – dodaje.

Apokryfy mogą być przydatnym źródłem wiedzy o starożytności chrześcijańskiej. Ale pamiętając o ich pokrętnym nieraz rodowodzie, nie można bezkrytycznie przypisywać im roli świadków autentycznego nauczania Jezusa Chrystusa.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji