Nowy numer 26/2022 Archiwum

Rosjanie wykopali rowy

O dyplomacji na polu minowym, niewalczących na Ukrainie Rosjanach oraz o „podstępie” Polaków z ambasady mówi Piotr Skwieciński, wydalony z Rosji dyrektor Instytutu Polskiego w Moskwie.

Jacek Dziedzina: Status osoby niepożądanej w Rosji to dziś dla dyplomaty powód do dumy czy jednak porażka?

Piotr Skwieciński: Celem dyplomaty jest działanie na rzecz polepszania relacji między swoim krajem a państwem, do którego jest kierowany. W wypadku dyplomaty zajmującego się kulturą, jak w moim przypadku, to tym bardziej ważne. W tym sensie można mówić o smutku. Równocześnie w kontekście wszystkiego, co Rosja zrobiła na Ukrainie, to jest jednak też satysfakcja – zachowaliśmy się jak trzeba i jesteśmy po właściwej stronie w tym konflikcie. Status persona non grata też jakoś się w to wpisuje.

Byłoby czymś niestosownym zostawać dziś w Moskwie i promować polską kulturę, gdyby Rosjanie sami was nie wyrzucili?

To byłoby trudne, bo nie moglibyśmy abstrahować od obecnej sytuacji, i imprezy, które byśmy organizowali, jakoś do tej sytuacji by nawiązywały, zresztą opracowałem takie plany. Sądzę więc, że władze rosyjskie położyłyby kres naszej działalności.

Przed wojną nie wchodziliście na pole minowe? Relacje między naszymi państwami są przecież w rozsypce od dawna.

Trudności narastały. Podam przykład: latem zeszłego roku rosyjskie MSZ wprowadziło obowiązek, by placówki dyplomatyczne organizujące pokazy filmowe zgłaszały ten fakt 3 miesiące wcześniej. Zaczęliśmy więc zgłaszać. Oni za każdym razem odpowiadali, że nie mają nic przeciwko, ale procedura dawała im możliwość zablokowania imprezy, więc prędzej czy później pewnie doszłoby do spięcia. A czym seans filmowy różni się od innych form działalności – mogli to samo zrobić ze spotkaniami literackimi, koncertami itp. Bałem się, że to będzie się nasilać.

Obawy okazały się zasadne?

W październiku w moskiewskim „Memoriale” pokazywaliśmy film Agnieszki Holland „Obywatel Jones”, o terrorze stalinowskim i Wielkim Głodzie pokolektywizacyjnym. Na ten pokaz wdarła się bojówka. To byli młodzi, zamaskowani ludzie. Przez jakieś 20 minut okupowali lokal, grozili nam. Dwóch napastników udało się „memoriałowcom” zatrzymać, reszta uciekła. Przyjechała milicja, zabrała tych dwóch i zaraz wypuściła. Tu raczej chodziło w uderzenie nie w nas, tylko w „Memoriał”, który był już w procesie delegalizacji i ostatecznie został zdelegalizowany. Ale to był pokaz zorganizowany przez placówkę dyplomatyczną. Coś takiego mogłoby się dziać również i teraz. Uderzaliby w to, co uznaliby za prowokację z naszej strony.

Podobne akcje miały miejsce również na początku Pana pracy w Moskwie?

Gdy przyjechałem do Moskwy w lutym 2019 roku, zaatakowała mnie telewizja Rossija 24. Poświęcili mi parę materiałów, przedstawiając jako fanatycznego rusofoba, który został prowokacyjnie przysłany przez Polskę. A w grudniu 2019 r. zaczął się kryzys historyczny między Rosją a Polską. Polska po raz pierwszy stała się tematem gorącym, bo w ciągu 9 dni prezydent Putin 5 razy mówił o Polsce. Antypolskich wypowiedzi było dużo. Wtedy też zanotowaliśmy pierwsze problemy. Na przykład pewne muzeum podległe merowi Moskwy wycofało się ze współpracy z nami.

Uznając Pana i 44 innych Polaków za osoby niepożądane, postawiono wam jakieś formalne zarzuty?

Nie. Gdy Polska najpierw wyrzucała rosyjskich dyplomatów, było powiedziane, że to za działalność sprzeczną ze statusem dyplomatycznym. A w naszym przypadku nawet takiego zarzutu nie sformułowano, po prostu w ramach odpowiedzi uznano 45 Polaków za personae non gratae.

Wyjazd z Moskwy odbył się bez przeszkód?

Nie, problemy były. Kiedy Polska wydaliła Rosjan, byłem przekonany, że Rosjanie odpowiedzą retorsjami i że mnie też to obejmie. Zacząłem się już wtedy przygotowywać do wyjazdu. Ale nagle Rosjanie wykopali wielkie rowy przed prawie wszystkimi bramami wyjazdowymi z terenu ambasady, co uniemożliwiało wyjazd. Wykopali je punktowo przed samymi bramami, a potem ani w tych rowach, ani wokół nie wykonywano żadnych prac. Chodziło o to, by uniemożliwić wyjazd w terminie.

Wtedy pozostalibyście tam nielegalnie…

…i musiałyby zacząć się pertraktacje, a w zamian za pozwolenie na wyjazd nielegalnie przebywającym osobom Rosja zażądałaby czegoś od Polski. Jestem przekonany, że taki był cel tej operacji.

Ale udało się wyjechać…

Zastosowaliśmy „podstęp”, o ile można tak powiedzieć, gdy mowa raczej o podstępie Rosjan.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się