Nowy numer 26/2022 Archiwum

Po pierwsze profilaktyka

O konieczności regularnych badań, skutkach pandemii i opiece zdrowotnej nad uchodźcami z Ukrainy mówi minister zdrowia Adam Niedzielski.

Magdalena Dobrzyniak: Czy już koniec pandemii?

Adam Niedzielski: Jeszcze nie. To raczej przejście do innej fazy epidemii. Eksperci mówią, że zmierzamy w kierunku endemii, czyli stałego występowania choroby na danym terenie, jednak bez wywoływania tak negatywnych skutków, jakie powoduje epidemia. Zachorowania mogą być sezonowe, mogą być większe lub mniejsze, ale optymistyczne jest to, że mamy narzędzia do walki – szczepienia i powoli pojawiające się nowe leki.

Jesienią problem powróci?

Na pewno jesień będzie testem, bo przy gorszej pogodzie częściej będziemy się gromadzić w pomieszczeniach zamkniętych, a powakacyjna mobilność będzie znacząca. Trzeba pamiętać, że odporność, którą nabyliśmy przez szczepienia czy przechorowanie, z czasem słabnie. We wrześniu więc będzie istniało zwiększone ryzyko zachorowań.

Gotowi jesteśmy na kolejną falę?

Jesteśmy przygotowani. Mamy doświadczenie i nie dotyczy ono tylko zarządzania na poziomie ogólnokrajowym, lecz także lokalnym, przez wojewodów. Są przygotowane plany wojewódzkie, w tym przywracania szpitali tymczasowych. Pod względem organizacyjnym nie ma więc możliwości, żebyśmy spotkali się z problemem, z którym sobie nie poradzimy. Nasi lekarze nabrali doświadczenia, skuteczność leczenia jest zdecydowanie większa, zresztą omikron charakteryzował się nieco mniejszą zjadliwością. Teraz nacisk powinien być położony na aktywne poszukiwanie lekarstw, czyli przejście z fazy, w której były tylko szczepienia, do fazy, w której mamy do dyspozycji zarówno szczepienia, jak i leki.

A co z rekomendacją czwartej dawki szczepionki?

Czekamy na decyzję Europejskiej Agencji Leków (EMA). Jak do tej pory nie mamy informacji, żeby producenci złożyli wnioski z badań klinicznych dotyczące skuteczności czwartej dawki. Daliśmy zielone światło do szczepień czwartą dawką dla grup największego ryzyka, czyli osób powyżej 80. roku życia i z upośledzoną odpornością. W pozostałych przypadkach czekamy na ruch EMA.

Tymczasem narasta dług zdrowotny Polaków. Jak ministerstwo zamierza go zmniejszyć?

Ta strategia zakłada kilka kluczowych elementów. Pierwszy z nich, który w zasadzie już zastosowaliśmy, to zlikwidowanie limitów przyjęć do specjalistów, co oznacza nie tylko kwestię konsultacji medycznych, lecz także uwolnienie bardziej zaawansowanej diagnostyki – bo płacimy za każde nadwykonanie. Kolejny element to inwestycje w profilaktykę. Jedną z lekcji wyniesionych bezpośrednio z czasu pandemii jest to, że jeżeli społeczeństwo jest w lepszym stanie zdrowotnym, to zbiera ona mniejsze śmiertelne żniwo. Dokonujemy więc redefinicji programu „Profilaktyka 40+”. Chcemy też wprowadzić kolejny program profilaktyczny o roboczej nazwie „Ruch na receptę”, którego założenia przygotowujemy wspólnie z Krajową Izbą Fizjoterapeutów. To program ukierunkowany na to, by zwiększyć aktywność fizyczną – nie tylko uprawianie sportu, lecz także korzystanie z rehabilitacji, która może przyczynić się do osłabienia efektów zmniejszonej ruchliwości, będącej jednym ze skutków pandemii. Pracujemy również z Kancelarią Prezydenta RP nad kolejnymi inicjatywami profilaktycznymi.

Po dwóch latach pandemii Polakom trzeba przypomnieć o konieczności regularnych badań?

„Przypomnieć” oznaczałoby, że przed pandemią dbaliśmy o profilaktykę, a tak nie było. Paradoksalnie to pandemia zwiększyła naszą skłonność do szczepień. Wcześniej na przykład wskaźniki wyszczepienia na grypę w sezonie zimowym oscylowały wokół 1–2 proc., a teraz doszliśmy do 6 proc. Pandemia uświadomiła nam, że należy zajmować się własnym zdrowiem. Mam nadzieję, że mimo mniejszego poczucia zagrożenia świadomość, co może stać się w sytuacji kryzysowej, będzie zachęcała do diagnozowania się i udziału w programach. Jest ich dużo. Mówimy o mammografii, cytologii, chorobach układu krążenia. Problemem jest brak zainteresowania. Gdy porównujemy się z krajami europejskimi, zauważamy, że u nas w najbardziej popularnych programach przesiewowych poziom uczestnictwa jest rzędu 20 proc., a w Europie to 80–90 proc. Brakuje nam odpowiedzialnej postawy dbania o zdrowie.

A co oznacza redefinicja programu „Profilaktyka 40+”? Jak podsumować ten projekt?

Przeprowadziliśmy ankietę wśród tych, którzy w nim uczestniczyli, i tych, którzy nie brali w nim udziału. Wyciągnęliśmy trzy wnioski. Po pierwsze widać, że zaangażowanie podstawowej opieki zdrowotnej powinno być zdecydowanie większe. Nic tak nie przekonuje pacjenta jak zalecenie swojego lekarza. Druga rzecz to kwestia bonusu medycznego, który byłby konsekwencją udziału w programie. Do lipca mamy czas, by wypracować propozycje takich profitów. Widzimy, że element obowiązku – i to jest trzeci wniosek – mógłby przyczynić się do popularyzacji tego programu. Zastanawiamy się na przykład, czy w ramach medycyny pracy nie powiększyć pakietu badań oferowanych osobom powyżej 40. roku życia.

Jest szansa, że kolejki do specjalistów kiedyś się zmniejszą?

To problem systemowy, który nie zależy tylko od bieżących działań ministra. O tym decyduje liczba specjalistów. Wykonujemy pewne ruchy optymalizacyjne, które na przykład przenoszą ciężar leczenia części przewlekłych chorób na poziom POZ, ale dług zdrowotny jest na tyle poważny, że to musi potrwać. Prowadzimy proces zwiększania liczby specjalistów – z roku na rok jest więcej studentów, przybywają też specjaliści z zagranicy. W tej chwili mamy ok. 1600 lekarzy sprowadzonych w uproszczonym trybie, około 800 z nich to lekarze z Ukrainy. Uczciwie jednak przyznaję, że nie mamy czarodziejskiej różdżki, która spowodowałaby, że z dnia na dzień problem zostanie rozwiązany.

A tymczasem mamy kolejny, związany z napływem uchodźców...

Prawa uchodźców i obywateli polskich pod względem dostępu do opieki zdrowotnej zostały zrównane, z dwoma jednak wyjątkami – uchodźcy nie uczestniczą w programach profilaktycznych i nie korzystają z leczenia uzdrowiskowego. Skala zainteresowania dostępem do ochrony zdrowia nie jest jednak na razie tak duża, żeby prowadziło to do obciążenia systemu. Czasem obywatele Ukrainy popełniają błąd, udając się bezpośrednio do szpitala zamiast do lekarza w przychodni. Przygotowaliśmy ulotki w języku ukraińskim, w których podane są informacje, gdzie należy się zgłaszać w stanach zagrożenia życia, a gdzie szukać pomocy przy leczeniu chorób niewymagających szybkiej interwencji.

Uchodźcy to często ludzie z traumami wojennymi, które ujawniły się bądź będą się uwidaczniać. Tymczasem stan opieki psychiatrycznej w Polsce nie jest dobry, co widać w perspektywie pandemii i problemów ze zdrowiem psychicznym, które przyniosły ze sobą minione dwa lata.

Jesteśmy w momencie przebudowy modelu opieki psychiatrycznej, bo do tej pory bazował on na szpitalach, co samo w sobie jest stygmatyzacją. Nasza reforma polega na dehospitalizacji psychiatrii. Szpital był polską domeną, podczas gdy świat od tego typu rozwiązań odchodzi, ukierunkowując się na pomoc środowiskową. I właśnie to robimy. Istotą reformy jest to, że budujemy – przy współudziale psychologów, psychoterapeutów i terapeutów – ośrodki opieki środowiskowej. W przypadku dzieci – na poziomie każdego powiatu. Mamy już 343 takie placówki w całej Polsce. Dla dorosłych poszerzamy opiekę w centrach zdrowia psychicznego, mamy teraz ponad 70 takich miejsc, które obejmują 30 proc. populacji dorosłych w Polsce. Zmieniamy więc model opieki i pacjenci z Ukrainy muszą się w ten model wpisać. Dodatkowo działają infolinie wsparcia psychologicznego po polsku i ukraińsku.

Co z finansowaniem leczenia uchodźców? Pan Minister odwoływał się w tej kwestii do Komisji Europejskiej. Jest odpowiedź?

To moment prawdy, kiedy przekonujemy się, czy deklaracje o europejskim solidaryzmie zamykają się tylko w słowach, czy też idą za nimi realne działania i wsparcie. Szacujemy, że chodzi o kwotę 300 mln zł na miesiąc za milion uchodźców. To są duże pieniądze. Na początku pobytu w Polsce uchodźcy na plan dalszy przesuwają kwestie swojego zdrowia. Priorytetem jest dla nich poszukiwanie schronienia i pracy. Na razie więc obciążenia systemu nie ma. Ale jeśli wojna w Ukrainie będzie się przedłużała, Ukraińcy zaczną powszechniej korzystać u nas z systemu opieki zdrowotnej. Zbudowaliśmy koalicję 11 państw, która wnioskuje o utworzenie oddzielnego funduszu. Na razie odpowiedzi niestety nie ma. Żadne europejskie pieniądze do nas nie napłynęły. Będziemy jednak systematycznie o nie zabiegać. •

Adam Niedzielski

minister zdrowia od 2020 roku. Wcześniej pracował w Ministerstwie Finansów oraz Narodowym Funduszu Zdrowia – także jako jego prezes. doktor nauk ekonomicznych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama