Nowy numer 21/2022 Archiwum

30 lat temu zaginęła Wanda Rutkiewicz - najwybitniejsza polska himalaistka

30 lat temu, 13 maja 1992 r., podczas wspinaczki na Kanczendzongę (8586 m) w Himalajach zaginęłą jedna z najwybitniejszych himalaistek globu Wanda Rutkiewicz, zdobywczyni ośmiu szczytów powyżej 8000 m.

O świcie 12 maja polskiego czasu Wanda Rutkiewicz i Meksykanin Carlos Carsolio wyruszyli z obozu IV na wysokości 7950 m. Carlos po 12 godzinach wspinaczki stanął na wierzchołku. Schodząc, na wysokości około 8200 m napotkał Polkę. Rozmawiali przez chwilę - według jego relacji Wanda była przytomna, widziała co robi. Miała zamiar zabiwakować i następnego dnia zaatakować szczyt. Wspinaczka była całym jej życiem - wszystko podporządkowywała wyprawom, wspinaczce, treningom. Będąc tak blisko celu, nie chciała się wycofać. Co było dalej? Nikt nie wie. Meksykanin czekał na Polkę jeszcze dwa dni w IV obozie, ale przy załamaniu pogody, wyczerpany po swoim ataku, postanowił zejść do bazy.

Ciała himalaistki nie znaleziono do dziś. Po kilku latach sąd w Warszawie za datę śmierci uznał 13 maja 1992 r.

"Odnalazłam to coś"

Wanda Rutkiewicz (z domu Błaszkiewicz) urodziła się 4 lutego 1943 r. w Płungianach na litewskich Kresach II RP, w majątku dziadków. "Pięknie, choć płasko" - mówiła o swoich rodzinnych stronach. Wywłaszczenie przez Rosjan sprawiło, że rodzina przeniosła się w 1946 roku najpierw do Łańcuta, a następnie do Wrocławia. Tam spędziła dzieciństwo i młodość. Tam również dostała się na studia na politechnice już w wieku 16 lat, gdyż do szkoły poszła dwa lata wcześniej niż rówieśnicy.

Przygodę z górami zaczęła w Sokolikach koło Jeleniej Góry dzięki Bogdanowi Jankowskiemu, o kilka lat starszemu studentowi Wydziału Łączności, taternikowi, późniejszemu himalaiście i instruktorowi alpinizmu, pracownikowi naukowemu Politechniki Wrocławskiej, który zabrał ją na pierwszą wspinaczkę.

"Odnalazłam to coś dla siebie i wiedziałam, że przy tym pozostanę" - wyjawiła alpinistka w jednym z wywiadów.

Wspinanie mała Wanda miała we krwi od najmłodszych lat, począwszy od zabaw na niższych wysokościach: najpierw w domu na drzwi, potem ściany częściowo zniszczonych domów powojennego Wrocławia i na mosty...

"Pamiętam nasze pierwsze próby wspinaczkowe, a raczej zjazd na linie - na filarze Mostu Szczytnickiego we Wrocławiu. Ludzie rzucali tam drobne pieniążki, a my postanowiłyśmy je +zgarnąć+. Nie przewidziałyśmy, że naszymi działaniami zainteresuje się milicja. Zostałyśmy +zgarnięte+ do radiowozu i zawiezione do domu. Rodzice usłyszeli pouczenie, ale na tym się skończyło. Mieli poczucie humoru, bo po wyjściu milicjantów skwitowali całą sytuację: +miałyście szczęście+ - wspominała młodsza siostra himalaistki Janina Fies, która z okazji smutnej rocznicy przyjechała do Polski.

Fies, mieszkająca na stałe w Niemczech (między Heidelbergiem a Karlsruhe), przekazała Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie pamiątki i dokumenty po alpinistce. Jej zdaniem pasję do sportu zaszczepiał w domu ojciec. Przed sukcesami w górach najwyższych Wanda Rutkiewicz osiągała dobre wyniki w skoku wzwyż, rzucie oszczepem czy pchnięciu kulą, a także w siatkówce - jako zawodniczka pierwszoligowej Gwardii Wrocław została powołana do szerokiej kadry olimpijskiej na igrzyska w Tokio (1964).

"Ojciec od najwcześniejszych lat wpajał nam zamiłowanie do sportu na drodze uczciwości, pilności, pracowitości. Na pewno ukształtowały ją także trudne powojenne lata, które zrodziły marzenia i chęć odkrywania różnych pasji. Wanda chciała być we wszystkim najlepsza. Pasję do gór zawdzięczała Bogdanowi Jankowskiemu" - powiedziała PAP jej młodsza siostra.

"Zawsze jestem wzruszona, gdy myślę o Wandzie. To była moja starsza siostra, taka siostra. Byłam i jestem z niej dumna, ale nigdy nie patrzyłam na nią przez pryzmat dokonań górskich. Tak jak to bywa w życiu były między nami piękne momenty i te, w których się nie zgadzałyśmy, ale tych ostatnich znacznie mniej" - dodała.

"Tego samego dnia weszliśmy tak wysoko"

Po studiach Rutkiewicz przeniosła się do Warszawy, gdzie podjęła pracę w Instytucie Maszyn Matematycznych. Łączyła ją z górską pasją, która zajmowała jej coraz więcej czasu. Były nie tylko Tatry, ale stopniowo wkraczała w góry wyższe: Alpy, Pamir, Hindukusz, w końcu Himalaje i Karakorum. W 1975 r. została kierowniczką wyprawy na Gaszerbrumy w Karakorum - dokonała wówczas m.in. w kobieco-męskim składzie wejścia na dziewiczy Gaszerbrum III (7946 m, najwyższy wówczas dziewiczy siedmiotysięcznik, wówczas rekord wysokości wejścia kobiet).

16 października 1978 r., jako pierwsza osoba z Polski i trzecia kobieta na świecie, zdobyła najwyższy szczyt ziemi Mount Everest (8848 m). Tego samego dnia Karol Wojtyła został wybrany papieżem. Rok później w czasie wizyty w Polsce Jan Paweł II powiedział do Rutkiewicz: "Dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia weszliśmy tak wysoko".

W lipcu 1985 roku razem z Anną Czerwińską i Krystyną Palmowską zdobyła Nangę Parbat (8126 m) - były pierwszym zespołem kobiecym na tej wymagającej górze.

Była także pierwszą kobietą globu, która stanęła na najtrudniejszym technicznie ośmiotysięczniku, drugim co do wysokości i ostatnim zdobytym zimą (2021) - K2 w Karakorum (8611 m). Dokonała tego 23 czerwca 1986 r. Wspinała się razem z francuskim małżeństwem Liliane i Maurice Barrard, ale na szczycie stanęła samotnie wyprzedzając tę dwójkę o blisko dwie godziny. Zejście przy załamaniu pogody było dramatyczne dla całej trójki, a Francuzi przypłacili go życiem. Samotny powrót Rutkiewicz w śnieżnej zadymce do bazy trwał pięć dni. To była jej trzecia próba na K2 (wcześniej 1982 i 1984) i jednocześnie trzeci zdobyty ośmiotysięcznik.

Sama ceniła zdobycie K2 niezmiernie: "W sensie sportowym K2 to największy mój sukces. Natomiast, ponieważ łączy się on ze śmiercią wielu partnerów i przyjaciół, nie potrafię za dużo o nim mówić. Tragedie na K2 postawiły pod znakiem zapytania całą moją wieloletnią działalność alpinistyczną" - wspominała w książce Barbary Rusowicz "Wywiad rzeka. Wszystko o Wandzie Rutkiewicz".

Ostatni wywiad z Wandą Rutkiewicz (1991) - Wywiad #05 | Śladami Uczestników
Śladami Uczestników

"Ja zawsze wracam"

Spośród czternastu ośmiotysięczników zdobyła osiem. Oprócz Everestu i K2, także Nanga Parbat, Sziszapangmę, Gaszerbrum II, Gaszerbrum I, Czo Oju i Annapurnę.

"W 1972 roku uczestniczyłem w kursie wspinaczkowym, którego kierownikiem była... Rutkiewicz. Później razem braliśmy udział w kilku wyprawach, m.in. na Annapurnę, Makalu. Wanda miała trudny charakter, ale tylko tacy ludzie mogą osiągać w życiu wielkie cele. Ona parła ciągle do przodu. Była uparta, a przy tym bardzo kobieca" - mówił w wywiadzie dla PAP Krzysztof Wielicki, piąty w historii alpinizmu zdobywca Korony Himalajów i Karakorum, czyli wszystkich 14 ośmiotysięczników.

W październiku 2018 r. w jej rodzinnych Płungianach, w północno-zachodniej Litwie, jedna z ulic otrzymała imię Wandy Rutkiewicz.

"Byłam dumna z sukcesów Wandy, ale zawsze patrzyłam na nią jak na siostrę, a nie jak na wybitną himalaistkę. Wanda śni mi się najczęściej, choć teraz już nieco rzadziej, w okolicy daty jej urodzin. Powraca taki sen: siostra staje w drzwiach po długiej nieobecności, gdy nie było od niej żadnej wiadomości. Jestem wzburzona, że tak długo się nie odzywała, a Wanda odpowiada: +Przecież wiecie, że ja zawsze wracam...+" - dodała Janina Fies.

 

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama